62 obserwujących
354 notki
350k odsłon
668 odsłon

Homoseksualista, pedofil i ... Gramsci

Wykop Skomentuj2


Dziś głos ma towarzysz Gramsci

Dawno to musiało być, pewnie jeszcze w latach 80-tch ubiegłego wieku, gdy pierwszy raz przeczytałem "Wahadło Foucaulta" Huberta Eco. Gdy bowiem natknąłem się na wzmiankę o tym, jak to na zebraniu koordynacyjnym włoskich ruchów lewicowych gdzieś w połowie lat 70-tych postanowiono, że odtąd klientelą lewicy nie będą już robotnicy ale mniejszości seksualne, uznałem to za żart autora. W latach 90-tych już tego bym za żart nie uznał, a dziś rzecz jest oczywista dla każdego. Wraz ze zmianą klienteli nastąpiła też zmiana metod walki. Do muzeum odeszli towarzysze: Marks, Engels, Lenin, Stalin i (z nieco większym oporem) Mao, odebrano głos towarzyszowi Mauserowi, a na pierwszy plan wysunął się towarzysz Antonio Gramsci. Ten włoski komunista pierwszy rozpropagował nową taktykę światowej lewicy, polegającą na zdobywaniu nie środków produkcji, ale redakcji i uniwersytetów, a to w tym celu, by narzucić społeczeństwom własne tematy i, przede wszystkim, nowe własne znaczenia starych pojęć. Wszystko zostało upolitycznione, żaden temat nie był odtąd "neutralny politycznie", zaś przede wszystkim upolitycznione zostało to co dotąd było ściśle prywatne i intymne, a więc SEX. Rozszalało się to co Herbert nazwał "zamętem semantycznym": "prawda" przestała być prawdą, tolerancja tolerancją, akceptacja akceptacją, spędzenie płodu stało się aborcją, zabicie chorego eutanazją, pederasta stał się gejem, wymieniać można bez końca. Skoro jednak walkę rozpoczęto "w obronie" nowej klienteli, na pierwszy ogień poszło paskudne słowo "zboczeniec".

Zboczeniec- czyli kto?

Nim gramsciści wzięli się za podręczniki seksuologii sprawa była prosta. Postępowaniem każdego zwierzęcia, (w tym ludzkiego) rządzi kilka instynktów, z których jednym z najważniejszych jest instynkt przedłużenia gatunku. On odpowiada za całą sferę zachowań każdego człowieka, dotyczącą relacji damsko - męskich i opisywanych przez dziedzinę medycyny zwaną seksuologią. Funkcjonujący tam termin "zboczeniec" oznaczał osobnika którego instynkt przedłużenia gatunku został z jakichś przyczyn skierowany w niewłaściwym kierunku (zboczony) a więc nie w kierunku sprzyjającym prokreacji. Oczywiście najpopularniejszym zboczeniem był zawsze homoseksualizm, ale spektrum jest bogate: zoofilia, gerontofilia, podglądactwo, fetyszyzm, pedofilia... Tak jak wyżej problematyka była definiowana bodajże jeszcze w pierwszym wydaniu "Sztuki Kochania" Michaliny Wisłockiej, którą potajemnie i z wypiekami na twarzy podbierałem z najwyższej półki biblioteki taty :) Termin "zboczeniec" nie brzmiał dobrze, ale nie był obraźliwy (trudno w to dziś uwierzyć) w podręcznikach zalecano traktować tych ludzi z wyrozumiałością, podobnie jak chorych. Dobrze pamiętam jak w latach 80-tych nagle pojawiała się zupełnie nowa śpiewka, a "zboczeńcami" zaczęto nazywać przede wszystkim gwałcicieli! Ponieważ byłem chłopcem nieźle (jak już wspomniałem) wyedukowanym i lubiącym ład intelektualny, budziło to we mnie sprzeciw i zdumienie nad ignorancją"dorosłych". Przecież ci ludzie (gwałciciele) chociaż zachowują się w sposób niedopuszczalny, nie są żadnymi zboczeńcami (wyłączając przypadki szczególne, np. sadystów), ich popęd seksualny, choć wymykający się spod kontroli, jest skierowany w najzupełniej właściwym kierunku! Nie mogłem się z tym pogodzić, ale wkrótce zauważyłem następstwa. Ponieważ termin "zboczeniec" stał się drastycznie obraźliwy, homoseksualiści pierwsi zaprotestowali i uzyskali "wyłącznie" swojej przypadłości z rejestru zboczeń. W drodze głosowania (!) :)

Straszne słowo "pedofil"

Obecnie rozgorzała w naszym kraju gorąca dyskusja nad problemem "pedofilii" (zaraz się wytłumaczę z cudzysłowu). Zaczęło się od filmu Sekielskich o "pedofilach" w kościele, a później już poooooszłoooooooo! Oczywiście dyskusji żadnej nie ma i być nie może, bo każdy mówi o czymś innym. Jest tak, ponieważ w temacie pedofilii panuje straszliwy zamęt semantyczny. Aby go trochę chociaż uporządkować ustalmy kim jest pedofil, jednak aby to zrobić skutecznie, zacznijmy od tego kim on nie jest. Otóż nie jest z całą pewnością pedofilem znany reżyser Roman P. choć często jest tak nazywany. Roman P. uwiódł, odurzył a następnie wykorzystał seksualnie trzynastoletnią dziewczynę (albo dziewczynkę, nie będę się kłócił). Nie zrobił tego jednak dlatego że jego ofiara wyglądała jak dziecko: miała dołeczki na niewinnej buzi, błękit w oczach, warkoczyki z kokardkami, dziecięcą sylwetkę itp. Zrobił to ponieważ dziewczyna była rozwinięta, ze szczególnym zwróceniem uwagi na tzw. trzeciorzędne cechy płciowe. Z punktu widzenia "matki natury" to co zrobił Polański było całkowicie normalne, więcej nawet! Biorąc pod uwagę instynkt przedłużenia gatunku jego postępowanie (abstrahując od pewnych drastycznych szczegółów) było wręcz pozytywne: wczesne rozpoczynanie aktywności seksualnej sprzyja dużej rozrodczości, a trzynastoletnia dziewczyna zazwyczaj może już mieć dzieci (warto by to przemyśleli wszelacy miłośnicy "praw natury"). Ani trochę nie chcę usprawiedliwiać Romana P. dla mnie te okoliczności czynią jego postępowanie jeszcze bardziej odrażającym , bo człowiek nie jest zwierzęciem i oprócz natury ma też (powinien mieć) kulturę. Oczywiście popełnił on przestępstwo i przestępstwa takie nazywa się pedofilskimi. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na to, jak bardzo nazwa ta jest myląca, a Roman P. podobnie jak zdecydowana większość jemu podobnych (najczęściej w Polsce: bezrobotnych, budowlańców, kierowców i magazynierów) i ma nie był (jest) pedofilem, gdyż dla pedofila atrakcyjne jest właśnie to, że jego przedmiot pożądania jest DZIECKIEM, i nie ma rozwiniętych trzeciorzędnych cech płciowych: ma dziecięcy wygląd i dziecięce zachowanie. Ponad 80% przestępstw pedofilskich w Polsce (i zapewne gdzie indziej też) to są właśnie takie przypadki, w których ktoś: zazwyczaj normalny heteroseksualista, lub "normalny" homoseksualista, wykorzystuje seksualnie osobę nieletnią, najczęściej nastolatkę lub nastolatka. Prawdziwy pedofil to rzadkość, to ktoś taki jak pan Pedigree z najlepszej moim zdaniem (i słabej zdaniem krytyki) powieści Williama Goldinga "Widzialna ciemność". Osoba chora, momentami kompletnie nie panująca nad swoim postępowaniem i nie potrafiąca się powstrzymać, dla której nie jest ważne to czy trafi do więzienia i co ją tam spotka. Nawet jeśli przejdzie przez piekło, to po wyjściu znów zacznie czyhać na swoje ofiary i nic go nie powstrzyma, nawet to że trafi tam z powrotem. To nie jest jak w przypadku Romana P. zwyrodniały kaprys. Dodajmy, że z pewnością nie był (jest) pedofilem ten ksiądz z filmu Sekielskich, który po latach mówi do swojej ofiary: "byłeś męskim chłopcem i miałeś apetyt". W przypadku tzw. "pedofilii w kościele" mamy do czynienia w zdecydowanej większości przypadków ze "zwykłą" pederastią i nie z pedofilami ale z homoseksualistami w koloratkach. Przecież ofiarami są głównie klerycy i ministranci! Nawet wtedy gdy ofiary są dziećmi (młodzi ministranci) to bywa najczęściej tak jak to opisała pani profesor prawa (niestety nie pamiętam nazwiska) w PR24: przestępstwa pedofilskie na dzieciach popełniają homoseksualiści dlatego, że ukrywają swoją przypadłość i nie mają innych możliwości. Dziś już to wygląda inaczej, ale w latach 80-tych ksiądz nie mógł pójść "incognito" do "klubu gejowskiego", bo takich klubów zwyczajnie nie było. Nie mógł też utrzymywać kontaktów z innymi homoseksualistami, a dziecko było najłatwiejszą ofiarą, najbardziej bezbronną i najłatwiej ją było skłonić do milczenia. Oczywiście granice między pedofilią a pederastią są płynne i zmazane, jak wszystko w dzisiejszych czasach...

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo