Ceterum censeo Poloniam mox extra Unionem Europaeam futuram esse
Ależ się porobiło ostatnio...
Świat najwyraźniej staje na głowie, a nam (mi) już coraz trudniej nadążyć za obrotami tej karuzeli. Przywódca najważniejszego światowego mocarstwa i gwarant polskiej niepodległości okazuje się być marionetką w brudnych łapach śliskiego facecika rządzącego w militarystycznym azjatyckim państewku jawnego apartheidu ("położonym tam gdzie chce" - by zacytować już chyba klasyka), który to facecik prowokuje lub wszczyna kolejne wojny aby uniknąć aresztowania we własnym kraju za liczne przestępstwa korupcyjne (i inne - trudno zliczyć), oraz za zbrodnię ludobójstwa, za którą jest ścigany przez trybunał w Hadze.
Samo "Światowe mocarstwo" coraz bardziej okazuje się być kolonią militarystycznego azjatyckiego państewka jawnego apartheidu, które to państewko nie tylko kieruje polityką zagraniczną mocarstwa, ale też posługuje się jego armią a nawet ściąga z niego haracz o trudnych do oszacowania rozmiarach, gdyż tylko część tego haraczu jest jawna, zaś spora część jest transferowana via różne "operacje finansowe" w rodzaju tej którą przeprowadził swego czasu na Wall Street wybitny amerykański finansista Bernard Madoff.
By było śmieszniej, proces rekolonizacji (bo już kiedyś było kolonią, tyle że kogoś innego) "największego mocarstwa" przebiega - na to wygląda - w sposób nieco przypominający podbój państwa Azteków przez garstkę Hiszpanów Corteza, którzy osiągnęli to dzięki przeświadczeniu Indian, że najeźdźcy są wysłannikami Boga Quetzalcoatla.
By się utrzymać w tematyce religijnej, wiceprzywódca "największego światowego mocarstwa", który jest katolikiem (!) i chyba w odróżnieniu od swojego szefa wciąż jeszcze utrzymuje tzw. "pełnię władz umysłowych", strofuje papieża za to, że ten śmie wyrażać swoje opinie na temat polityki "największego światowego mocarstwa", a raczej na temat polityki "śliskiego facecika rządzącego państwem położonym tam gdzie chce", dla którego "największe światowe mocarstwo" jest tylko narzędziem jego polityki. Nietrudno się domyśleć, że wiceprzywódca może by i zniósł strofowanie swojego "mocarstwa", ale już strofowanie "śliskiego facecika" to coś co przekracza granice tego co dopuszczalne. Z tym, że i sam papież też chyb nie śmie strofować wprost "śliskiego facecika", więc strofuje "największe światowe mocarstwo" niejako w zastępstwie - takie... hmmm... "proxy-admonition".
Naprawdę, można się w tym wszystkim pogubić! A dla tych, którym się wydaje, że wciąż jeszcze ogarniają sytuację: creme de la creme tego całego szaleństwa ostatnich tygodni i to prosto z naszego, domowego ogródka. Otóż zaraz po tym jak Komisja Episkopatu Polski w swoim słynnym już "liście" zadeklarowała przyłączenie się do "naszych umiłowanych starszych braci w wierze" (jak głoszą nieco naciągane interpretacje nieco mętnych posoborowych interpretacji nieco mętnej soborowej deklaracji "Nostra Aetate"), albo też do "synagogi szatana" (jak głosił jasno i wprost św. Jan Ewangelista), tutejsi "osobiści wrogowie Pana Boga", przeróżni antyklerykałowie i zdeklarowani postępowcy i lewacy GREMIALNIE I W LICZNYCH WYPOWIEDZIACH STANĘLI W OBRONIE KOMISJI EPISKOPATU POLSKI (!) POWOŁUJĄC SIĘ PRZY TYM Z SZACUNKIEM ORAZ Z SYNOWSKĄ (i córewską) CZCIĄ I ODDANIEM NA NAUCZANIE UMILOWANEGO OJCA ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II (!!!). Toż to szok i niedowierzanie! Wiem, że dla wielu wyda się to niemożliwe, ale prorokuję, że już wkrótce ujrzymy zupełnie nowe linie frontu w naszym udręczonym kraju, w którym księża biskupi będą wspierani i zaciekle bronieni przez towarzyszy naszego (tfu!) marszałka sejmu! I kto wie czy nie z wzajemnością!
Ależ się porobiło ostatnio...



Komentarze
Pokaż komentarze (13)