4 obserwujących
65 notek
87k odsłon
4526 odsłon

Dlaczego Czarnek to katastrofa dla polskich uczelni

Wykop Skomentuj231

Coraz więcej wiemy o rekonstrukcji rządu. Na 99% nowym ministrem połączonych resortów edukacji oraz nauki będzie prof. KUL dr hab. Przemysław Czarnek. Decyzja ta jest nie tylko zaskakująca, ale moim zdaniem przyniesie fatalne skutki.

Dlaczego?

Oczywiście mnie jako przeciwnika PiS i Zjednoczonej Prawicy razi zachowanie posła Czarnka w przestrzeni publicznej, szczególnie homofobiczne wypowiedzi. Ale to paradoksalnie pikuś i najmniejszy z problemów, który się szykuje. Oto dwa podstawowe argumenty:

1. Połączenie MEN i MNSiW to błąd

Polskie szkoły mają ostatnio fatalny okres. Po stłumionym przez rząd strajku nauczycieli atmosfera pracy w polskich szkołach była już bardzo zła, a na domiar złego przyszedł covid-19. Obecnie każdy minister musi się zmierzyć z podstawowym problemem: jak w okresie pandemii zapewnić sprawne funkcjonowanie szkół, umożliwiające równy dostęp do edukacji dla każdego, a także opiekę dzieci dla pracujących rodziców? To sporo zmartwień jak dla jednego ministra, a tymczasem dodano mu na okrasę odpowiedzialność za polską naukę, uczelnie i studentów. Za dużo jak na jedno ministerstwo i moim zdaniem cudów nie ma - komuś poświęci się mniej uwagi. W obecnej sytuacji priorytetem będą polskie szkoły podstawowe i średnie. Ergo: uczelnie zostaną zepchnięte na boczny tor.

Do tego problemem pozostaje fakt, iż szkoły są finansowane przez samorządy, a uczelnie przez budżet centralny. Dodatkowo, program szkół jest pod pełną kontrolą rządu, zaś uczelnie mają - na razie - znaczną dozę autonomii w tworzeniu programów studiów. Połączenie obu systemów w ramach jednego resortu stwarza realne zagrożenie, że autonomia uczelni w zakresie programów nauczania zostanie naruszona. Chodzi tu nie tyle o nieszczęsne studia gender, ale bardziej o powrót do tragicznych pomysłów z wymogami kierunkowymi, które obowiązywały jeszcze za czasów Barbary Kudryckiej. Podstawę programową do niektórych kierunków ustalali starzy profesorowie z Warszawy, wpisując do nich "swoje" przedmioty. W rezultacie każdy kierunek posiadał pewne obowiązkowe przedmioty narzucone odgórnie, często będące przeżytkiem i nie powiązane z realnymi potrzebami rynku pracy.

Dodatkowo połączenie MEN i MNiSW nie rozwiązuje problemu uczelni artystycznych. Nadal będą w rozkroku, czekając na dyspozycje systemowe z ministerstwa edukacji i nauki, a na finansowanie z ministerstwa kultury.

2. Brak konsekwencji

Zapomina się, że świat akademicki przeszedł za sprawą ex-ministra Jarosława Gowina swoistą rewolucję. Ustawa 2.0 wywróciła nasze życie do góry nogami, wprowadzając tak istotne zmiany jak ocenę parametryczną dyscyplin zamiast jednostek, nową klasyfikację dyscyplin, nowe warunki finansowania, nowy system punktowania publikacji, nowy system oceny parametrycznej w której KAŻDY naukowiec musi (dla uproszczenia) wykazać 4 najlepsze prace (wcześniej bardziej produktywni naukowcy mogli uzupełniać niedostatki słabszych kolegów, teraz to teoretycznie niemożliwe), nowy system parametryzacji (słynne kryterium 3 wpływu na otoczenie społeczne), nowe oceny parametryczne i powiązane z nim uprawnienia nadawania stopni (min. kategoria B+ by mieć możliwość habilitacji na jednostce). Najważniejszą zmianą była jednak koncentracja środków - przyznanie większych funduszy najlepszym (UJ+UW+UAM), co pociągało za sobą stopniową marginalizację słabszych uczelni (szczególnie tych ze ściany wschodniej).

Nie byłem - eufemistycznie ujmując - wielkim fanem reformy Gowina. Niemniej skoro wywrócono nam życie zakładałem, że poczeka się parę lat na efekty tej reformy. W końcu trzon tej reformy - parametryzacja uczelni, a więc wyłonienie nowej hierarchii ośrodków akademickich powiązanej z nowym systemem finansowania - planowany był na początek 2021 roku, a w wyniku covidu-19 - na początek 2022.

Tymczasem nowy minister pochodzący z KUL już ogłasza, że jego celem będzie dowartościowanie słabszych uczelni i wyzwolenie ich potencjału. Też piękne słowa, tyle że oznaczają zwrot w polityce wobec świata akademickiego o 180 stopni.

Sam Prof. Czarnek jest polski prawnikiem, z zerowym dorobkiem międzynarodowym. W myśl systemu wymyślonego przez Jarosława Gowina w zasadzie nie ma dla niego w polskiej nauce przyszłości. Zupełnie jest zrozumiałe, że Czarnek i środowisko z którego on się wywodzi uważa, że sprawy mają się zupełnie inaczej. Stąd można się spodziewać demontażu systemu stworzonego przez Jarosława Gowina, w tym dowartościowanie "lokalnej" nauki, słabszych ośrodków i naukowców publikujących wyniki swoich badań w jedynie lokalnych czasopismach. Prawdopodobnie zmieni się więc lista czasopism naukowych i punktacja.

Oczywiście sam jako naukowiec mający aspiracje międzynarodowe uważam takie zmiany za tragiczne dla polskiej nauki. Ale mniejsza o moje zdanie i moje interesy, które niewątpliwie przez ministra Czarnka zostaną naruszone.

Największą jednak tragedią dla polskich naukowców i polskich uczelni jest brak konsekwentnej i skoordynowanej polityki państwa w tym obszarze. Reforma Gowina była jaka była (moim zdaniem marna), ale należało nic nie ruszać przez kilka lat, by dać ludziom szanse na działania dostosowawcze. Zmieniając kurs w obecnej chwili mamy gwarantowany chaos.

A na tym chaosie stracą najbardziej polscy studenci i polskie społeczeństwo.

Wykop Skomentuj231
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo