191 obserwujących
1216 notek
1099k odsłon
  504   6

Do tanga trzeba dwojga (1)

Czeskie elity polityczne w okresie międzywojennym nie chciały nawiązać współpracy z Polską.


      W grudniu 1918 roku Tymczasowy Naczelnik Państwa Józef Piłsudski wysłał list do prezydenta Tomasza Masaryka z propozycję nawiązania bliskiej współpracy. „Wspólnota pochodzenia i kultury, -  pisał - bezpośrednie sąsiedztwo wskazują na konieczność przyjaznej współpracy między Polakami u Czecho-Słowakami. Z poczucia obopólnej sympatii narodzi się siła, która pozwoli obu naszym narodom dążyć, w  pełnej zgodzie, do swych narodowych celów i usuwać mogące im w przyszłości zagrażać niebezpieczeństwa”.  Masaryk zignorował propozycję, twierdząc, że nie istnieje jeszcze pastwo polskie, uznawane przez Ententę.


      „Polakom nie zaszkodziłoby uderzenie w twarz, - napisał 28 grudnia 1918 roku Masaryk do Beneša - przeciwnie nawet, pomogłoby w wytępieniu niebezpiecznych szowinistów”. Wkrótce Czesi zrealizowali postulat swego prezydenta.


      Niczym niesprowokowana agresja czeska na Zaolzie w styczniu 1919 roku, podjęta w momencie gdy Polaka zmagała się z walkami na kilku innych frontach, agresja w trakcie której czescy żołnierze wymordowali polskich jeńców w Stonawie 26 stycznia 1919 roku położyła się wielkim cieniem na relacjach polsko-czeskich.


      Gdy w 1919 roku marszałek Ferdynand Foch naciskał na Czechów, aby podjęli współpracę z Polamami ze względu na wspólne zagrożenie niemieckie, usłyszał w odpowiedzi, że Niemcy nie są ich „dziedzicznym wrogiem” , a Praga nie obawia się Anschlussu Austrii, lecz jedynie tego, żeby żaden Habsburg nie odzyskał tronu w Wiedniu. Ta antyhabsburska fobia towarzyszyła czeskim przywódcom przez cały okres międzywojenny.


       30 września 1919 roku minister spraw zagranicznych Edvard Beneŝ na forum parlamentu, tak tłumaczył niechęć do podjęcia współpracy z Warszawą: „Egzystencja ich będzie zawsze bardziej zagrożona  niźli nasza”.  Przywódcy czescy aż do 1937 roku nie dostrzegali niemieckiego niebezpieczeństwa, pomimo posiadania potężnej 3 milionowej mniejszości niemieckiej.


        Powszechnie znana jest blokada tranzytu materiałów wojennych dla Polski w 1920 roku przez terytorium Czech w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Masaryk powiedział francuskim dyplomatom, że organizowanie jakiejkolwiek pomocy dla Polski jest pozbawione sensu, a Ententa winna się skupić na pośredniczeniu w rokowaniach o zawieszenie broni, po nieuchronnym upadku Warszawy.


       Czechosłowacja nie uznała za obowiązujący traktatu tyskiego, a później wspierała antypolską działalność terrorystów ukraińskich oraz polskojęzycznych komunistów.


       Po podpisaniu w kwietniu 1925 roku polsko-czechosłowackiego traktatu arbitrażowego oraz konwencji handlowej, wydawało się że możliwe jest dalsze zbliżenie obu krajów. Jednak dyplomacja czechosłowacka, uważając polskie granice za sztuczne, nie zdecydowała się na rozpoczęcie rozmów na temat porozumienia politycznego i wojskowego. W rozmowie z brytyjskim dyplomatą Masaryk wyraził opinię, że „prawdziwy problem europejskiego pokoju leży w polskich granicach i w znalezieniu sposobu na to, by zharmonizować te granice z faktami bez następnej wojny”.  Pomimo łagodnej oficjalnej retoryki był on gotów bezwzględnie realizować interes czeski kosztem Polski, a za pokój w Europie zapłacić przede wszystkim polskim terytorium.


     W ramach antypolskiej polityki blokowała nawet przeloty pasażerskie LOT-u przez obszar powietrzny Czechosłowacji. Taryfy kolejowe na przewiezienie polskiego węgla do Austrii i Węgier przez swoje terytorium Czesi ustanowili tak wysokie, że polscy eksporterzy zaczęli sprawdzać możliwość frachtu dookoła Europy – przez Gdynię, Gibraltar, Dardanele, a stamtąd Dunajem do Budapesztu i Wiednia.


       Czescy przywódcy nie chcieli zbliżenia z Warszawą, uważając Polskę za kraj z niestabilnymi granicami. Beneŝ wręcz nazywał Polskę „Bałkanami Północy”. W marcu 1928 roku Beneŝ wystąpił wobec Berlina z postulatem „pokojowego rozwikłania sprawy Gdańska”, co oczywiście musiało godzić w polskie interesy.


       Gdy w grudniu 1927 roku Piłsudski zapytał swych współpracowników „Czym można by Czechów pozyskać?”, Władysław Grzybowski, który udawał się do Pragi, aby objąć tamtejszą placówkę dyplomatyczną odpowiedział: „Panie Marszałku, o ile zdołałem poznać politykę Benesza i jego naczelne dążenia, mam wrażenie , że najbardziej pociągającą dla niego jest sprawa jego stosunków z Moskwą”.   


      Skrajna rusofilia czeskich elit znalazła swoje apogeum w książce czeskiego ambasadora w Bukareszcie Jana Ŝeba, w której postulował potrzebę ustanowienia wspólnej granicy czechosłowacko-sowieckiej, kosztem zaboru wschodniej części Polski. Czeski ambasador uznawał Polskę za kraj, stanowiący największy problem dla całej Europy Środkowej, gdyż „jako jedyny z sąsiadów po wojnie dokroiła się do żywego mięsa niemieckiego ciała”. Na wyraźną namowę Beneŝa wstęp do książki napisał ówczesny minister spraw zagranicznych Kamil Kofta.


      W czerwcu 1930 roku Masaryk w wywiadzie dla agencji London Press podważył po raz kolejny integralność terytorialną Polski, mówiąc po polskim Pomorzu, jako „korytarzu”, będącym jednym z „głównych niebezpieczeństw dla pokoju w Europie”. „Co się tyczy – dowodził  - polskiego korytarza, to jestem zdania, iż Niemcy nigdy nie pogodzą się z obecnym stanem rzeczy, na mocy którego Pruscy Wschodnie odcięte są od Rzeszy”. Jednocześnie nie widział żadnym zakusów Berlina na zamieszkałe przez mniejszość niemiecką Sudetów.


        Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż kilka dni wcześniej w Pradze przebywał ówczesny minister przemysłu i handlu Kwiatkowski, wysłany przez Piłsudskiego by złożyć Czechom ofertę bliskiej współpracy gospodarczej jako podstawy do dalszej współpracy politycznej. I tym razem Praga nie wykazała zainteresowania polską ofertą. „Z wielu powodów nie udało się wówczas – pisał Kwiatkowski – stępić niechęci polsko-czeskiej. Nie było to winą rządów pomajowych”.  


        Po przejęciu władzy w Niemczech przez Hitlera minister Beck miał pojechać do Pragi z ofertą współpracy, jednak Beneŝ w ostatniej chwili odmówił i do rozmów nie doszło. „Wydawało się, że potrafimy się z nimi dogadać,– napisał Beck – już miałem jechać do Pragi, ale Beneŝ  się wykręcił. Brak mu odwagi, boi się z nami związać. To drobny przemądrzały człowiek”. W grudniu tego roku publicznie oznajmił, iż nie widzi sensu w budowaniu regionalnych więzi bezpieczeństwa, gdyż „nasze stosunki z Niemcami są dobre i poprawne i zawsze w każdym przypadku takie zostaną. Między nami a Niemcami nie istniały, nie istnieją i nie będą istniały graniczne spory i zadrażnienia”.


       Gdy Polska i Niemcy podpisały w styczniu 1934 roku deklarację o niestosowaniu przemowy, Beneŝ wysłał okólnik do czechosłowackich placówek dyplomatycznych, w którym zapewniał, „iż Niemcy w jakiejś formie wyjawią, że dałoby się to samo co z Polską uczynić z nami”. Równocześnie zapewniał, że „nasze stosunki z Niemcami są dobre, żadnych granicznych i innych sporów nie mamy i nie trzeba nam przeto tego, co mam Polska”.  


      Gdy Berlin nie zamierzał podpisać z Pragą analogicznej deklaracji, w  sierpniu 1934 roku Beneŝ  ponownie przekonywał, że „twierdzenie, że Niemcy chciały nastawać na egzystencję naszego państwa, jak to się tu i tam pojawia w prasie europejskiej, uważam po prostu za absurdalne”.


        Równocześnie uważał, iż rozpoczęcie przez Hitlera intensywnego programu zbrojeń było dobrą wiadomością dla Pragi, gdyż „gdy Niemcom przyzna się prawo do większych zbrojeń, wówczas nastanie większa równowaga sił, co zbliży Anglię i Francję. Włochy zaś będą podtrzymywać nową równowagę, przeciwko przewadze Niemiec”. Trudno o większą głupotę.


       Po kilku latach zabiegów, w 1936 Praga musiała zrezygnować z zabiegów w Berlinie, a Beneŝ, już prezydent, w trakcie rozmowy z niemieckimi dyplomatami zadeklarował, iż Czechosłowacja nie będzie uczestniczyła w żadnych planach wojny prewencyjnej przeciwko III Rzeszy.


      „Lizusostwo, którym się posługiwał od początku, nie zdało się na nic. – trafnie ocenił politykę Beneŝ Marek Kamiński – Kompromitowało jedynie czechosłowackiego prezydenta jako osobę niepotrafiącą przewidzieć smutnego końca „współpracy” niemiecko-czechosłowackiej. Przykre było i to, że prezydent Czechosłowacji odnosił z największą niechęcią do jedynego potencjalnego sprzymierzeńca, jakim była Polska”.  


      Przebywający w Czechosłowacji jako emigrant polityczny Wincenty Witos zauważył, iż rząd czeski wobec Polski „posługiwał się nie tylko przemocą, ale także zdradą”.  Wielu zwolenników współpracy z Czechosłowacją zmieniło swoje zdanie po doświadczenia z czeskimi elitami. Jednym z nich był Adolf Nowaczyński, który z przykrością stwierdził, iż „dopiero galopujące wprost wzmaganie się sympatii sowieckich w Czechach zaczęło mnie rozczarowywać na dobre. Następca bowiem prezydenta Masaryka odznacza się szczególniejszą niechęcią do całej polskiej elity dyplomatycznej i politycznej oraz równie negatywnym stosunkiem do Polski”.


       Warszawa była skłonna pogodzić się z utratą Zaolzia, gdyby Praga zgodziła się na podjęcie współpracy politycznej i wojskowej. Porozumienie z Czechosłowacją było jedynie wtedy możliwe, gdyby w Pradze rządziły inne osoby. Na przykład wśród kadry oficerskiej armii czechosłowackiej było wielu zwolenników sojuszu z Polską.


CDN.



Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura