„Golgota Picnic” przypadkowo stała się zaczynem dla Kościoła do walki z państwem świeckim i kulturą. Sztuka ta nie jest szczególnie bliźniercza w stosunku do postaci Jezusa z Nazaretu, który był o wiele bardziej bluźnierczo dosłowny w stosunku do możnych Kościoła swoich czasów. Jezus obalał porządek społeczny i prawny. I przegrał ukrzyżowany, Rodrigo Garcia nie przegra, tym bardziej go nie ukrzyżują.
Autor sztuki „Golgota Picnic” nie ma aż takich ambicji. W czasach Jezusa nie było telewizji i internetu. Ale gdyby było inaczej, ówczesny Stanisław Gądecki synowi Józefa i Marii z Nazaretu zakłóćiłby stąpanie po falach Genezaret i rozmnażania chleba, a zwłaszcza wina.
Religia dotyczy świata niefizycznego, a zawiaduje nią kler ze świata fizycznego. I tu właśnie zaczyna się problem, na styku dwóch światów.
Świata, którego nie ma, świata z martwymi figurami, które jednak mają wpływ na życie poprzez nauczanie o nich. Z tym stara się uporać kultura i sztuka, odpowiedzieć na pytanie: jaka część nas jest rzeczywista, a jaka wydumana, martwa, hamująca. O tym jest literatura, teatr, sztuka. O tym pisali Szekspir, Joyce, Dostojewski i Gombrowicz.
Rodrigo Garcia napisał całkiem porządną rzecz i wystawił nią. Argentyńczyk nie posłużył się jednak figurą li tylko Kościoła, ale figurą cywilizacji zachodniej, bo Chrystus to jedna z naczelnych postaci, które kształtowały naszą kulturę. Dzisiaj już nie ma takiego znaczenia, jak niegdyś. Nie broni się jego moc boska, jego stąpanie po wodzie i rozmnażanie chleba i wina, dzisiaj ważniejsze jest miejsce pracy, aby na chleb i wino zapracować. I od tych wątków wychodzi sztuka Garcii.
Argentyński twórca polemizuje na tym właśnie poziomie kulturowym. I to zakłóciło spokój hierarchów polskiego Kościoła. Oni przywłaszczyli sobie martwego Chrystusa. Mają go ukształtowanego na wieki wieków, czyli martwego, a Garcia go ożywił, dał mu cechy postaci, z którą można polemizować, wchodzić w spór. Teatralnie go ożywił.
Niestety, kler jest strażnikiem tradycji, martwoty własnej – i ma się całkiem dobrze. Hierarchowie nie chodzą do teatru, zwłaszcza nie obchodzi ich sztuka awangardowa. Lud uczęszczający do kościołów w ogóle nie chodzi do teatrów, wystarczy im coniedzielny martwy rytuał.
Garcia zadaje pytania, wadzi się, jak swego czasu Jezus z Nazaretu, zaś kler uwięził go w Kościele i szczuje owieczkami z różańcami i krzyżami na tych, którzy chcieliby go ożywić. Wejść z nim w żywy spór.
Tak jest dzisiaj, jutro postać Jezusa będzie bez znaczenia. Twórcza kultura nie potrzebuje ciężarów, a takim staje się Kościół funkcjonariuszy Gądeckich – zbędny, nic nie wyjaśniający, martwy.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo