401 obserwujących
2903 notki
12194k odsłony
1635 odsłon

Dystrybutorzy prestiżu

Wykop Skomentuj13

 Kiedy ostatnio krytykowałem nowe pismo prawicowe „Na poważnie”, którego redaktorem naczelnym jest Jan Żaryn, przeczytałem zawarte tam teksty po łebkach jedynie. Wczoraj zaś zagłębiłem się w lekturę wywiadu jaki bracia Karnowscy przeprowadzili z Barbarą Fedyszak Radziejowską. Uważam, że ten wywiad jest po prostu świetny. Uważam tak ponieważ sam niedawno zrobiłem wywiad z Barbarą Fedyszak Radziejowską i muszę przyznać, że wyszedł trochę słabszy. Opublikuję go tu jak tylko ukaże się w „Zeszytach Karmelitańskich” dla których powstał. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że rozmawialiśmy z Barbarą Fedyszak Radziejowską przy jakimś stojącym w kącie stoliku, przy windzie, w przejściu z restauracji w Pałacu Staszica na klatkę schodową. Trudno się było skupić.

Wywiad z Barbarą Fedyszak Radziejowską traktuje o wspólnocie narodowej, tak jak mój wywiad, ale jest też trochę o technikach manipulacji. Nie mam niestety takiego rozeznania w technikach manipulacji jakie mają bracia Karnowscy, a że oni mają świetne to rozeznanie wiemy nie od dziś. No i ich jest dwóch, a ja byłem jeden. W tym swoim wywiadzie bracia Karnowscy użyli w pewnej chwili zwrotu – dystrybucja prestiżu. Ja zaś kiedy to przeczytałem doznałem olśnienia. Oto właśnie czym się zajmują platformy blogerskie! Dystrybucją prestiżu. Tak działa ten mechanizm i my wszyscy razem i każdy z osobna powinniśmy się temu przeciwstawić z całą mocą. Dlaczego? Już wyjaśniam. Dystrybutorzy prestiżu są jeszcze lepsi niż sprzedawcy odpustów. Tamci przynajmniej coś obiecywali. Ci zaś nie dają nic poza fikcją sławy.

Czemu służy ta cała dystrybucja. Otóż ona służy wychowaniu posłusznych i wtajemniczonych autorów, którzy realizują cele patrona nawet na niego nie patrząc. Po prostu wiedzą czego się od nich oczekuje, bo proces wychowywania autorów jest w blogosferze bardzo zaawansowany i wszyscy wszystko odgadują w mig.

Kiedy mamy wychowanych odpowiednio autorów, budowanie fikcji dyskursu publicznego z powoływaniem się na dobre obyczaje i kulturę dyskusji, jest łatwe jak zjedzenie bułki z masłem. Dystrybutor prestiżu ma także pewność, że autorzy mu się nie zbuntują, bo wyznaczył im granice swobody, w których oni czują się dobrze, a do tego daje im coś, co podnosi samoocenę – prestiż. I to jest coś wprost fantastycznego. Oto ludzie godzą się dobrowolnie na ograniczenie swojej swobody i w zamian nie dostają nic. To jest lepsze niż order bohatera pracy socjalistycznej. I lepsze niż medal Karola Wielkiego. Myślę, że powoli zbliżamy się do chwili, kiedy za posłuszeństwo będą kopać po tyłku, a kopani w czasie tej operacji będą robić mądre miny i uśmiechać się anielsko. Potem zaś odbiorą kwiaty, dyplom i pójdą do domu.

Czytałem ten wywiad i myślałem o tym, że przynajmniej połowa tego tekstu jest o mnie i o Toyahu. My nie zważając na nic robimy swoje. Dystrybutorzy prestiżu nie mają do nas dostępu. Wydajemy książki i jesteśmy niezależni. Nie dotyczy nas także to, co Barbara Fedyszak Radziejowska nazywa władzą symboliczną. My tę władzę symboliczną możemy z całą mocą kopnąć w tyłek, a władza ta może nam co najwyżej pogrozić palcem i powiedzieć – no, no, bo nie będziecie na SG. - To nie będziemy – my na to. I życie toczy się dalej.

My w dodatku uprawiamy dosyć szczególny rodzaj patriotyzmu i patriotycznej publicystyki. Czynimy tak ponieważ dostępne na rynku znaczeń sposoby opisywania Polski i zachowań Polaków uważamy za dalece niesatysfakcjonujące. To zwraca na nas uwagę sporej grupy osób i zaczynamy być ośrodkiem zainteresowania oraz dystrybucji pewnych idei. To się nie może podobać zawodowym sprzedawcom prestiżu, ale powinno podobać się naszej prawicy. Bo oto nie dość, że są niezależni autorzy, to jeszcze jacy dynamiczni i w dodatku komunikatywni. Łatwo się z nimi porozumieć i dogadać warunki współpracy. Piszą książki i nikt nie mana nich wpływu. Są naprawdę niezależni. I tu dochodzimy do tak zwanego clou, czy jak kto woli gwoździa programu. „Nasi” nigdy nie będą współpracowali z nikim spoza pewnej wąskiej grupy osób. Po prostu nigdy. Dlaczego? Bo mają swojego dystrybutora prestiżu, który ich ogranicza. Nie może być inaczej.

No i jest jeszcze coś, o czym można przeczytać w tym samym numerze „Na poważnie”. Jest tam jeszcze wywiad ze Stanisławem Tyszką z Biura Analiz Fundacji Republikańskiej. To co w pewnym momencie mówi pan Tyszka, zwala po prostu z nóg i demaskuje od razu całą „naszą” prawicę. Oto Stanisław Żaryn pyta Stanisława Tyszkę: Dlaczego aktywizacja obywateli ma coś zmienić?

Na co Tyszka:

  • Wyobraźmy sobie taką sytuację: osoba interesującą się polityką czyta artykuł i uznaje, że utożsamia się z zawartymi w nim treściami. I za każdym razem gdy taka sytuacja zajdzie, wchodzi po lekturze na stronę internetową i wspiera nawet minimalną kwotą instytucję, z którą się zgadza. Proszę sobie wyobrazić, jak wzrosłaby polityczna odpowiedzialność rządzących gdyby wiedzieli, że za każdą celną krytyką i trafioną propozycją mediów takich jak miesięcznik „Na poważnie” czy ośrodków takich jak Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej stoi realne wsparcie obywateli, a nie tylko kiwnięcie głową czy „like” w portalu społecznościowym

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale