Pamiętacie jeszcze Darka Rosiaka? Szydziliśmy tu z niego jakiś czas temu. Napisał wtedy książkę o księdzu Wekslerze-Waszkinelu, książka ta nosiła tytuł „Człowiek o twardym karku” i miała stać się hitem sprzedażowym, a do tego jeszcze miała być przez autora wypromowana wśród blogerów w salonie24. Jest bowiem Dariusz Rosiak kolegą wszystkich ważnych dziennikarzy, także „naszych”, choć pracował w przeszłości i dla Palikota w „Ozonie” i dla GW w piśmie, które się nazywało „Nowy dzień” czy jakoś podobnie i zaliczyło spektakularną klapę.
Dariusz Rosiak w związku ze swoją poprzednią książką wznowił bloga w salonie i od razu dostał dobre miejsca na pudle, by stamtąd przemawiać do ciemnego ludu. W jednym ze swoich pierwszych wpisów umieścił frazę, która wywołała w mym sercu i umyśle reakcję łańcuchową tak gwałtowną, że napisałem chyba ze trzy teksty o Rosiaku. No i potem on zniknął i nie promował już więcej swoich książek w salonie. O jaką frazę chodzi spytacie? Otóż napisał Rosiak, że większość rzeczy nie łączy się ze sobą i w żaden sposób kojarzyć ich nie należy. Tylko niektóre kwestie mają wyraźne i prawdziwe związki i na nie właśnie Rosiak zwraca naszą uwagę. Nie tylko mnie, ale wszystkim czytelnikom naszego bloga przypomniał się od razu wiersz Tuwima o strasznych mieszczanach, gdzie znajdują się słowa - „...że dom, że Stasiek, że drzewo...” i wszyscyśmy zgodnie walnęli w Rosiaka tym wierszem. No i on przycichł. Nie na długo jednak, bo teraz wydał nową książkę. Nie promuje jej na szczęście w salonie, ale warto na tę książkę zwrócić uwagę ze względu na poglądy Rosiaka dotyczące powiązań pomiędzy rzeczami.
Nowa książka naszego bohatera nosi tytuł „Wielka odmowa” i mam wrażenie, że tytuł ten jest skonstruowany w ten sposób, by ułatwić polemistom odpowiedź zatytułowaną „Wielka obmowa”. Taka, rozumiecie, pułapka semantyczna. Ktoś to musiał Rosiakowi podpowiedzieć, bo on przecież nie widzi związków między rzeczami, a nawet jeśli czasem je widzi to nie tam gdzie trzeba. O co chodzi w tej nowej książce? O to, że ojciec Mieczysław Albret Krąpiec był kapusiem i przez 50 lat regularnie donosił na SB. Dzięki temu udawało mu się stworzyć na KUL oazę wolną od podłości tak wyraźnie obecnej na innych uczelniach. Taka jest, wnioskuję po tym co napisano w portalu Dominikanów, główna teza książki Rosiaka. Donosił, bo się poświęcał i dzięki swojemu donoszeniu uratował uniwersytet. Dowodów agenturalności Mieczysława Albreta Krąpca dostarczają Rosiakowi sami Dominikanie, w tym niektórzy z tytułami profesorskimi, zdobytymi jak mniemam na uczelni prowadzonej przez obmawianego. Inaczej być nie może, bo niby gdzie mieli ci panowie zdobyć te swoje tytuły? Przecież nie w państwowych uniwersytetach. Tylko tam, gdzie „woda czysta i trawa zielona”, prawda? Gdzie duch wolny, wolność ubezpieczający rozkwitał, dzięki poświęceniu jednego z nich.
Rosiak pochyla się z empatią nad słabością Mieczysława Albreta Krąpca, jego rozmówcy zaś podkreślają, że przeżył on wojnę i widział rzeczy straszne, a do tego jeszcze był związany z ruchem narodowym. Jego znajomi zginęli wymordowani przez SB, a on sam był na tyle rozsądny by dostrzec iż władza nie żartuje i lepiej z nią współpracować. No i współpracował by ocalić to co w jego mniemaniu było najważniejsze – uniwersytet. Na stronach ojców Dominikanów podkreślone na żółto jest zdanie następujące „wszyscy uczestnicy wydarzeń marcowych, którzy rozpoczęli studia na KUL, prędzej czy później je kończą”. To jest ważne zdanie i ono zapewne nie bez przyczyny jest podkreślone, choć Rosiakowi, który nie widzi związków między rzeczami może się wydawać inaczej. Oznacza ono, że wszyscy prowokatorzy, którzy stali za wypadkami marca roku 1968 zostali za zgodą SB przyjęci na studia a następnie te studia skończyli, po to, by zamienić się w kolejny garnitur opozycjonistów, w nowej już odsłonie dziejów. Tak to moim zdaniem należy rozumieć. Przypuszczam jednak, że Rosiak i Dominikanie rozumieją to inaczej. Przypuszczam, że im chodzi o to iż Mieczysław Albert Krąpiec przyjął na studia ludzi młodych, których władza z wilczym biletem wyrzuciła na bruk i kazała im iść do wojska albo do kopalni. Rosiak zaś sugeruje nam, że tylko ktoś naprawdę uwikłany, ktoś kto długie lata współpracował z tajną policją może być zdolny do takich poświęceń.
Nie jest moim celem ocena poczynań Mieczysława Alberta Krąpca, tym bardziej, że z KUL odzywają się już głosy, że książka Rosiaka jest kłamliwa. Moim celem jest ocena książek Rosiaka i jego funkcji na rynku znaczeń i idei. Po co Rosiak pisze książkę o księdzu Waszkinelu, Żydzie w sutannie, który o swoim rodowodzie dowiedział się już jako dorosły człowiek? A nie dość, że dorosły człowiek to jeszcze wykładowca KUL, w czasie kiedy Mieczysław Albret Krąpiec był tam rektorem. Ksiądz Weksler-Waszkinel został ocalony do śmierci przez katolików kiedy był dzieckiem. Potem został księdzem, wykładał na KUL, a teraz pracuje w Instytucie Yad Vashem. Jakie relacje łączyły księdza Waszkinela i Mieczysława Albreta Krąpca? Czy to nie jest podstawowe pytanie, na które powinien odpowiedzieć taki autor jak Rosiak? Czy to nie jest najważniejsza kwestia w całej dotychczasowej publicystyce Rosiaka? Mam wrażenie, że tak, bo prócz książki o Waszkinelu i książki o Krąpcu, Rosiak napisał jeszcze tylko książkę o nauce jazdy na snowbordzie w weekend i o tym, że w Afryce jest gorąco, a mieszkający tam ludzie są czarni.
To jest dość zaskakujący awans moim zdaniem – z autora niesprzedawalnych poradników i przewodników na publicystę zajmującego się uwikłaniem ludzi Kościoła w różne ciemne sprawki. Zaskakujący i dający do myślenia.
Ja nie mam dobrej odpowiedzi na postawione tu pytania, ale sądzę, że idzie ku specjalizacji. To znaczy wkrótce pojawi się cały garnitur autorów, którzy pisać będą te swoje demaskatorskie książczyny składające się z wywiadów, gdzie udowadniać będą iluż to donosicieli było w Kościele za komuny. A przecież prawakom wydawało się, że kapusie są tylko w redakcji GW i co teraz? Jak to oceniać, jak oceniać takiego Krąpca, człowieka, który jest wzorem do naśladowania dla wielu. Bo Wielgusa już jakoś przeboleli, ale Krąpca? Intelektualistę, myśliciela lotów najwyższych, człowieka czystego jak łza – czy jego zdradę także jakoś zniosą? A jeśli nie to kogo im podsunąć na jego miejsce? Może tego Wekslera Waszkinela z Instytutu Yad Vashem? Nie, to przecież niemożliwe, większość rzeczy nie ma ze sobą żadnych związków, większość rzeczy nie łączy się wcale tylko niektóre się łączą. Tako rzecze Rosiak. A tak przy okazji, nie słyszeliście może czegoś o wyborach rektora na KUL? Nie słyszeliście kto ma być kolejnym kandydatem na to stanowisko? Może Rosiak coś o tym wie? Zadzwońcie do niego.
Spytacie kto wydał tę dziwną książkę składającą się z pociętych rozmów z dziwnymi księżmi i zakonnikami? Już mówię. Zrobiło to wydawnictwo „Czarne” prowadzone przez Andrzeja Stasiuka i jego żonę Monikę. Prócz tej książki wydawnictwo to sprzedaje także publikację pod tytułem „Ciemna materia, czyli historia gówna”, a także inne książki, co do których możemy mieć różne zastrzeżenia. I ja je zwykle tu wyłuszczam. Pisałem o „Miedziance”, o książce :”Jutro przypłynie królowa” i o książkach Rosiaka, za każdym razem krytycznie, bo nie zgadzam się w sposób głęboki, ani z treścią tych publikacji, ani ze sposobem ich promocji. No, ale nie piszemy dziś o wydawnictwie „Czarne” tylko o Rosiaku. Kim on jest z naszego punktu widzenia? Otóż to jest facet, który dotyka kanapki zaślinionym palcem. W przedszkolu byli tacy chłopcy. Kiedy pani kucharka stawiała przed nami talerz z kanapkami oni ślinili palec i dotykali nim najładniejsze. To było coś okropnego i dawało tym zdziczałym dzieciom władzę na innymi, nad takimi jak ja na przykład, którzy nigdy nie dotknęli żadnej kanapki poślinionym palcem. Chodzi o to, że ludzie, którzy z jakichś przyczyn są ważni dla dużych i aktywnych intelektualnie grup, nie mogą zaznać spokoju nawet po śmierci. I tak było i jest nadal w przypadku Mieczysława Alberta Krąpca, ale nie tylko. Przypadek Krąpca jest znamienny z tego powodu, że ojciec Krąpiec stał się w pewnym momencie totemem rodziny Ryszarda Filipskiego. Pisałem o tym, jak młoda żona tego wybitnego, ale uwikłanego w różne sprawy aktora zrobiła film o Krąpcu, a każdy mógł wyguglać sobie zdjęcia, na których widać, jak Ryszard Filipski z żoną i dziećmi pozuje w fotelu na tle wiszącego na ścianie, wielkiego obrazu przedstawiającego całą postać Mieczysława Albreta Krąpca. Ponoć znali się i lubili – takie sugestie gdzieś słyszałem. Filipski z Krąpcem – o nich mi chodzi. Ja nie wiem czy tak było, ale pośmiertne działania wokół rektora KUL wskazują na to, jak bardzo różne środowiska chciałby, żeby Krąpiec był ich, a jeśli już nie może być ich, to żeby nie był tamtych. I znakiem tych przepychanek jest właśnie książka Rosiaka.
No i teraz konkluzja najistotniejsza z istotnych – te wszystkie zabiegi całkowicie uwalniają moim zdaniem Krąpca od zarzutu agenturalności. Bez względu na to ile godzin Mieczysław Albret Krąpiec spędził na komendzie i w gabinetach różnych oficerów. To w ogóle nie jest istotne, zważywszy na gorączkowe i coraz głupsze próby zawłaszczenia jego postaci, próby przypominające zjadanie ciał odważnych wrogów przez polinezyjskie plemiona i obwieszanie się skalpami jeńców. I aż dziw bierze, że w tych pogańskich praktykach celują ojcowie Dominikanie na spółkę z wydawnictwem „Czarne”. Nie, nie myślcie sobie, że ja tu będę wzywał kogoś do opamiętania. Nic z tego. Powiem nawet inaczej – róbcie tak dalej. Im więcej takich książek, im więcej wywiadów z Dominikanami i większe portrety Krąpca na ścianach prywatnych domostw, tym lepiej. To nam dopiero daje wskazówkę jak żyć i co robić, żeby zapisać się dobrze w pamięci ludzi. Nie tylko tych zwyczajnych, ale także tych wyjątkowo głupich i podłych, takich jak Rosiak.
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl Sprzedajemy ostatnie egzemplarze książki rodziców Grzegorza Brauna zatytułowanej „Dobrzy księża” i ostatnie egzemplarze pierwszego numeru „Szkoły nawigatorów”. Wszystkich zapraszam do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, do księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a, a także do sklepu FOTO MAG przy metrze Stokłosy. No i do księgarni Latarnik w Częstochowie – ulica Łódzka 8.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo