Opowiadałem wczoraj o Irlandii i jej dwudziestowiecznej historii, miałem wieczór autorski poświęcony swojej najnowszej książce zatytułowanej „Irlandzki majdan”. Zacząłem od sprawy, która została ostatnio nagłośniona w mediach, jako kolejna już afera dotycząca Kościoła Katolickiego w Irlandii. Oto media, poprzez jakąś badaczkę historii, wyciągnęły na wierzch starą, pochodzącą z początku lat siedemdziesiątych sprawę pochowania 800 dzieci z sierocińca w nieużywanym szambie. Spirala emocji nakręcona jest tak, że nie można właściwie się odezwać, ale jednakowoż spróbujmy. 800 dziecięcych trupów w szambie, to jest wynik nie byle jaki, lepszym poszczycić mógłby się tylko Gilles hrabia de Rais, żyjący w XV wieku marszałek Bretanii, oskarżony o sodomię i powieszony po pokazowym procesie. W jego zamku również znaleziono 800 dziecięcych szkieletów. W tamtych czasach nie było jeszcze aparatów fotograficznych, więc musimy wierzyć dokumentom, które czynią z Gillesa potwora równego Godzilli. No, ale w latach siedemdziesiątych aparaty fotograficzne były już w sprzedaży. Uczeni radzieccy wymyślili je już wcześniej, podobnie jak pastę do butów i elektrycznego pastucha. Badaczka zgłębiająca najnowszą historię Irlandii zapewne dotarła do zdjęć, tych straszliwych przerażających zdjęć ukazujących czynności ekshumacyjne, szkielety i czaszki równo ułożone na trawie, celem dokładnego przeliczenia i godnego pochówku. Te zdjęcia są oczywiście dostępne, ale jedynie przez opieszałość mediów nie mogliśmy ich jeszcze obejrzeć, prawda? Przecież jak morze wyrzuci jakieś większe rybie truchło, na plażę biegną tłumy fotografów, żeby sprawdzić czy to czasem nie kraken, trudno żeby w przypadku tak grubej afery nie zachowała się ani jedna fotografia. No, ale póki co nie widzimy tej dokumentacji. Musimy wierzyć relacjom na słowo, w szambie na terenie klasztornego sierocińca znaleziono setki szkieletów, było to co prawda dawno, ale dziś nadszedł dzień, kiedy można tę sprawę przypomnieć. I Kościół, który już dawno zapomniał o tej sprawie znów musi przepraszać. Zastanawialiśmy się wczoraj wszyscy dlaczego Kościół w Irlandii jest ciągle celem ataków, tak jakby irlandzcy księża i zakonnicy byli jakimiś skończonymi degeneratami, którzy mają na sumieniu jak nie pedofilię to morderstwa. Sprawa szkieletów w szambie jest kolejnym przypadkiem, zaświadczającym o podłości irlandzkiego Kościoła. Pojawiają się one w mediach cyklicznie i warto byłoby skojarzyć je jakimiś innymi wydarzeniami, które mogą mieć moc sprawczą w stosunku do tych irlandzkich faktów medialnych. Nie możemy jednak tego zrobić, bo po prostu nie mamy dostępu do wszystkich informacji. Możemy jednak zadać kilka ważnych, dotyczących tego ostatniego przypadku pytań. Dzieci w irlandzkich sierocińcach szykowane były do adopcji, przekazywano je rodzinom mieszkającym w USA, pośrednikiem w tym procederze byli urzędnicy republiki i trudni uwierzyć, by nie wiedzieli oni o tym jakie warunki panują w katolickich sierocińcach. Irlandia była biedna, nawet w latach siedemdziesiątych, kiedy nam się zdawało, że dno nędzy jest u nas w Polsce. Śmiertelność dzieci jednak nie była u nas tak duża. Dlaczego u nas nie, a tam tak? Mam sugestię następującą – republika nie została powołana do istnienia po to, by troszczyć się o obywateli. Jej misja była, a być może nadal jest inna. Troskę zaś o obywateli, szczególnie małoletnich republika przerzuciła na Kościół, nie dając temu Kościołowi jednocześnie żadnej pomocy. Zastanówmy się dlaczego tych biednych dzieci nie pochowano na normalnym cmentarzu? Ja nie wiem, ale może trzeba by zapytać o to zarządców cmentarzy? Może badaczka historii, która po 40 latach na nowo odkryła tę makabryczną historię zainteresowałaby się tym gdzie dziś pochowane są te dzieci i jak wygląda cmentarz gdzie leżą? To są moim zdaniem ważne pytania, rzucające światło na całą tę sytuację. No i jeszcze koniecznie trzeba zbadać ile pieniędzy rodziny adopcyjne płaciły republice za dzieci, a także jaki procent tych sum przekazywany był Kościołowi. Może warto by było także skłonić urzędników republiki do wyrażenia publicznych przeprosin za nędzę panującą w Irlandii, nędzę, która nie ustąpiła ani po odzyskaniu niepodległości, ani po II wojnie światowej, ani później. Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach Irlandia odbiła się od dna. Za takie przebieg wypadków nie odpowiada niestety Kościół, ale republika. Powtórzę więc pytanie, które zadawaliśmy sobie wczoraj wielokrotnie, czym jest w istocie Republika Irlandii? Powróćmy jednak do pytań szczegółowych, w sprawie tych szkieletów prowadzone było zapewne jakieś śledztwo, jego wyniki znajdują się zapewne w jakimś raporcie, pod którym widnieją podpisy i pieczątki. Czyje? Czy w czasie prowadzenia czynności wyjaśniających stwierdzono przestępstwo? A jeśli tak, to kto je popełnił i jak został za nie ukarany? To ciekawe i warto byłoby te kwestie wyjaśnić. Nikt tego jednak nie czyni, bo media rozsnuwają przed nami wizję upiornych zakonnic wrzucających nocą martwe dzieci do betonowego silosu zakopanego w ziemi. Propagandowy wymiar tego przekazu jest oczywisty i jak już powiedziałem charakterystyczny dla Irlandii. Powtórzmy więc jeszcze raz pytanie: dlaczego Irlandzki Kościół jest traktowany jak chłopiec do bicia, mimo że to nie Kościół sprawuje władzę na wyspie?
Przypadek tu omawiany nie jest z pewnością ostatni, za kilka miesięcy dowiemy się o kolejnych zbrodniach irlandzkich zakonników lub zakonnic. Martwić się jednak powinniśmy o to w jaki sposób ten mechanizm zostanie przeniesiony do nas. No i powinniśmy też ustalić jaki jest jego rzeczywisty cel. Być może chodzi jedynie o oderwanie, tym razem już całkowite, Kościoła od wychowania młodzieży i dzieci. O definitywne odsunięcie duchownych od wychowania dzieci, szczególnie tych dzieci, które takiego wychowania najbardziej potrzebują, czyli sierot, dzieci porzuconych lub biednych. Ostatnie afery dotyczą przecież katolickich sierocińców. A dlaczego nie dotyczą katolickich szkół? No przecież to oczywiste – tam swoje dzieci posyłają urzędnicy państwowi i partyjni, którzy urządzają nasz świat tak, byśmy nie mieli w nim żadnych szans na przetrwanie, byśmy dla nich i ich progenitury nie stanowili żadnego absolutnie zagrożenia. Po to właśnie potrzebny jest im Kościół jako instytucja, ale koniecznie pozbawiona misji, zachowująca jedynie metodę i dyscyplinę w wychowaniu. Sierocińce nie, bo tam się krzewi pedofilia i śmiertelność, a szkoły tak, bo tam mogą uczęszczać dzieci wybrańców. Tak to działa w mojej opinii i będę się upierał, że mam rację.
Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl,. Do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6, do księgarni Przy Agorze mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11A, do księgarni Latarnik w Częstochowie przy Łódzkiej 8 w Częstochowie i do księgarni Radia Wnet przy Koszykowej 8 w Warszawie.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo