7 obserwujących
181 notek
96k odsłon
  2289   2

Jak Orlen uratował umierające dzienniki.

Wszyscy w opozycji mają pretensje do koncernu paliwowego o kupno gazet i portali, których nikt nie chciał kupić.

Niemiecki właściciel od kilku lat sprzedawał majątki poszczególnych dzienników, by wyjść na plus dla siebie. Nie inwestował, tylko spijał śmietankę w twardym pieniądzu i wywoził poprzez konta za granicę. Dziennikarze jeszcze za poprzedniego właściciela byli słabo wynagradzani, opcją dla początkujących była umowa zlecenie lub dzieło albo samozatrudnienie zamiast, jak kilka lat temu jeszcze, etat plus wierszówka i premie za „pierwsze strony”. Bieda-redakcje nie miały na wyposażenie biur, stanowisk dziennikarzy, serwis, czy lepszy papier do weekendowych wydań i opłaty. Ta degrengolada zaczęła się mniej więcej w 2011 roku. Inwestowano w działy marketingu, rozbudowane biuro (w stanowiskach) w Warszawie i strony internetowe tyle tylko, by móc funkcjonować. Ale nie było wewnętrznej kontroli nad marketingiem, ani spójnej polityki dla dwunastu dzienników. Już wtedy cała grupa, poza Warszawą, nie miała dobrej oferty zatrudnienia dla dziennikarzy w regionach. Niektórzy z nich musieli założyć agencje lub zgodzić się na zmianę etatu na zlecenie. Niektóre z dzienników nie łapały lokalnych informacji dla codziennych wydań, nie było pomysłów na znaczące spadki wydań papierowych. Strony internetowe poszczególnych dzienników grupy jeszcze nie miały wystarczającej liczby odsłon, żeby przyciągnąć dużych reklamodawców, czy domy mediowe z majętnymi klientami korporacyjnymi.

Spadała drastycznie liczba sprzedanych wydań papierowych, a strony internetowe przynosiły straty.

Dlaczego tak było? Mogę na podstawie własnych doświadczeń i rozmów przedstawić przyczyny tych schodów w dół. Nie było to tylko powszechne zinformatyzowanie w domach czytelników i bezpłatny dostęp online od wszystkich gazet. Lokalne dzienniki o wysokiej liczbie sprzedanych egzemplarzy wykańczała napływająca do wewnątrz patologia.

Kupno od wydawcy grupy dzienników wygląda na uratowanie przez koncern paliwowy wszystkich tych gazet przed zniknięciem z lokalnych rynków czytelniczych. To nie jest i nie była przez ostatnie lata maszynka do robienia pieniędzy. Po sprzedaży nieruchomości, w których mieściły się redakcje, poniesiono koszty wynajmu biur, gdzie ani dziennikarze, ani marketingowcy nie czuli się swobodnie. Powierzchnia do pracy dla dziennikarzy zmalała do w zasadzie jednego dużego pomieszczenia i dwóch czy trzech mniejszych dla naczelnego i działu reklamy. W redakcjach pozostali starzy stażem dziennikarze etatowcy, nie zatrudniano nowych lub zatrudniano ich tylko na śmieciówki. To samo działo się w działach marketingu.

Dziennikarz żeby funkcjonować musi mieć źródła informacji, teren lub temat na wyłączność, samochód i kasę na paliwo czy jedzenie. Niska płaca na zleceniu eliminowała z tych dzienników najlepsze młode „pióra”. Sprzedano komputery stacjonarne, wyposażono dziennikarzy w laptopy, redakcje stały się prawie wirtualne.

P.Dorota w zarządzie koncernu prasowego, jest niezbędna. To nieprawda, że zwalniała wszystkich wydawców, czy redaktorów naczelnych. Fakty mówią zupełnie co innego. Większość pisze, że gdy w marcu 2021 roku dokonano przewłaszczenia spółki do koncernu paliwowego, lewicowi dziennikarze sami składali wypowiedzenia, albo nie potrafili się dogadać z zarządem na temat płac lub odchodzili z komentarzem, że dla PIS-u nie będą pracować. Strzelanie sobie w kolana wywołało o dziwo przychylne potraktowanie uciekających pismaków przez inne redakcje, ale nie na tyle, żeby ich zatrudniać. W tygodnikach lub dziennikach innych firm mogli dostać zatrudnienie tylko najlepsi, a tych którzy zostali w nich zatrudnieni było tylko kilkoro.

Były moloch prasowy od kuluarów poprzez stosunki ludzkie: finansowe, intelektualne i reklamowe w jednym z dzienników nie wygląda tak super profesjonalnie. To nie firma Murdocha.

Pierwszym i ostatnim dobrym pomysłem w nim było wprowadzenie do działu marketingu przedstawicieli handlowych, którzy działali na zasadach podobnych do firmy Grupon. Klient reklamowy gazety lub nowy klient pozyskany, reklamował na łamach gazety i strony internetowej swoje usługi tańsze o 50% dla osób, które zamówią i wykupią kupon rabatowy. W portfel klientów wchodzili m.in.: fryzjerzy, pizzerie, salony kosmetyczne, siłownie, hotele, pensjonaty, miejsca odnowy biologicznej, myjnie samochodowe, czasem gabinety dentystyczne czy lekarskie. Nie wykorzystano potencjału nowych klientów, po upłynięciu umów. Nie stworzono medium na stronie do szybkiego dostępu po rabat, nie zaprojektowano nowego działu usług w darmowych ogłoszeniach gazety, które po akcji przez jakieś pół roku mogłby stworzyć dla reklamodawców potrzebę ponownego skorzystania z pomysłu na rabaty i reklamę w wydaniach papierowych.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura