10 obserwujących
75 notek
247k odsłon
6010 odsłon

Szokujący list ciężko chorej żony pracownika IPN. Instytut wzywa do zaprzestania krytyki

Archiwum IPN. Fot. PAP
Archiwum IPN. Fot. PAP
Wykop Skomentuj135

Były współpracownik śp. Janusza Kurtyki, mimo zapewnień prezesa IPN, traci posadę w instytucie. Żona Andrzeja Arseniuka cierpi na raka. Apele do czołowych polityków PiS nie spotkały się z żadnym odzewem. IPN żąda od rodziny historyka, by zaprzestała szkalowania placówki.

Kochani, Drodzy Państwo,

w styczniu dowiedziałam się, że choruję na raka piersi. Wiadomość, tym straszniejsza, że jestem matką, a moje dzieci są małe. Marcelina ma 16 miesięcy, Malwina – 7 lat, Łukasz – lat 14. Gdy się dowiedziałam o chorobie miałam 39 lat, a moja najmłodsza córka 6 miesięcy. Z dnia na dzień musiałam przestać karmić ją piersią. Potem rozpoczęłam bardzo trudne dla nas wszystkich leczenie, niestety nieprzynoszące efektów. 

Na ile to możliwe staramy się żyć normalnie. Ja, moje dzieci i mój mąż Andrzej. Zarówno ja, jak i on od wielu lat pracujemy w Instytucie Pamięci Narodowej. Ja od 2008 r., Andrzej od 2003 r. - 14 lat w Biurze Prezesa, podczas pięciu prezesur, bliski współpracownik ś.p. prof. Janusza Kurtyki, od czasu jego prezesury zastępca dyrektora tego Biura i rzecznik prasowy IPN. Oboje łącznie przepracowaliśmy w tej instytucji ponad 23 lata! Poza pracą mamy swoje pasje, klarowne poglądy na świat, w tym politykę. Od wielu lat jesteśmy wyborcami PiS. Wygrana tej partii w wyborach parlamentarnych i prezydenckich to była radość i nadzieja. 

W lipcu 2016 r. mój mąż został dyrektorem Biura Prezesa IPN i na szczególną prośbę dra J. Szarka rzecznikiem Instytutu. Ww. nie miał nikogo na to stanowisko, zresztą nie ma do dzisiaj. Wyjaśnię, że dr Szarek nie miał ani doświadczenia, ani zaplecza. Do lipca 2016 r. był głównym specjalistą w krakowskim oddziale IPN, do Warszawy zaś przyjechał wraz z Mateuszem Szpytmą, który został zastępcą prezesa, Zofią Sumarą (wówczas narzeczoną M. Szpytmy, która została zastępcą dyrektora Biura Prezesa!) i Jakubem Maciejewskim, który nie posiadał ani doświadczenia, ani nawet wyższego wykształcenia…

Dr J. Szarek o naszej sytuacji został poinformowany w styczniu. Mąż mając na uwadze zapewnienie sprawnego funkcjonowania Biura, w marcu zatrudnił Natalię Cichocką jako p.o. zastępcy dyrektora Biura. Wcześniej była ona asystentką prasową w Poznaniu, z którą mąż współpracował od lat. Dr Szarek nie znał tej osoby. Jak się potem okazało nie znał jej także mój mąż…

Kolejny przełomowy moment w naszym życiu nastąpił w czerwcu. Podczas urlopu ojcowskiego męża dr J. Szarek przyjechał pod nasz dom i w jednej z okolicznych kawiarni popijając colę poinformował go, że nie będzie już dyrektorem, zaś jego miejsce zajmie ww. osoba. Było to dni kilka po tym, gdy dowiedzieliśmy się, że dotychczasowe leczenie nie przynosi rezultatów, o czym Andrzej powiedział Szarkowi.

Mój mąż w ciągu niespełna miesiąca: został dwukrotnie zdegradowany (13.06. i 05.07.), straszony wyrzuceniem z pracy (11.07.), jego wynagrodzenie od marca będzie o prawie 60% niższe! Nie dostał nawet złotówki nagrody za pierwsze półrocze 2017 r., choć zajmował dwa stanowiska – dyrektora biura i rzecznika prasowego. Wspomnę, że 5 lipca podczas podpisywania drugiego z tzw. „porozumień stron”, które sytuację zawodową, a przez to i rodzinną mego męża zmieniło w sposób wręcz skrajny, żądano od niego, by w kilka minut podjął decyzję bez konsultacji ze mną, dopiero po wielu prośbach pozwolono mu zadzwonić do mnie!!! Działo się to 5 lipca rano, pierwszego dnia po powrocie z urlopu ojcowskiego podczas spotkania z J. Szarkiem, Janem Basterem (zastępcą prezesa) i Marcinem Stefaniakiem (dyrektorem generalnym). Dodam, że 4 lipca wieczorem podczas rozmowy telefonicznej dr J. Szarek zapewnił męża, że nie zamierza go zwalniać z pracy! Niespełna tydzień później w piśmie do związków zawodowych pisał, że chce go zwolnić!

Od 5 lipca 2017 r. Andrzej jest głównym specjalistą w pionie śledczym w oddziale warszawskim. Przygotowuje opinie historyczne do postępowań prokuratorskich. Ta praca nie ma nic wspólnego z tym, czym zajmował się przez wszystkie lata pracy w IPN. 14-letnie doświadczenie w IPN, nabyte za publiczne pieniądze okazało się być nic nie warte.

Choć wydawało się, że przekroczone zostały wszystkie granice - w październiku odebrałam dwa pisma od J. Szarka, oba zatytułowane „wezwanie do zaprzestania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji”. Jedno adresowane do mnie, drugie do męża. W pismach tych straszy się nas odpowiedzialnością na gruncie prawa pracy, cywilnego oraz karnego! Przypomnę, że ja przebywam na długotrwałym zwolnieniu lekarskim. Co więcej – poszłam na nie od razu po urlopie rodzicielskim! Ciekawe też, że w piśmie z 13 września J. Szarek zapewniał męża, że nie zamierza podejmować wobec niego żadnych działań z zakresu prawa pracy!!!

My od początku przyjęliśmy strategię, by sprawą zainteresować jak najwięcej osób. Niektóre poczuły się w obowiązku i jeszcze w czerwcu i lipcu dr J. Szarek otrzymał wiele próśb o zmianę swoich decyzji, o niepodejmowanie kolejnych działań. Co bardzo ważne - była też prośba od lekarza, argumentowana tym choćby, że stan psychiczny chorego w leczeniu choroby nowotworowej ma ogromne znaczenie! (Prośbę „o zaprzestanie kolejnych ewentualnych działań, wobec mnie i mojej rodziny i pozostawienie nas w spokoju” ze szczegółowym opisem naszej trudnej sytuacji w piśmie z sierpnia 2017 r. kierowanym do J. Szarka zawarł także mój mąż.)

Wykop Skomentuj135
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka