33 obserwujących
5661 notek
1992k odsłony
  150   0

frustracja władzy sądowniczej

Przez dziesiątki lat nie było żadnych problemów wiążących się z kompetencją władzy. Wiadomo było, że przewodnią siłą była partia a pierwszy jej sekretarz miał głos rozstrzygający. Tak było z każdym szczeblem władzy - nie tylko tej centralnej w Warszawie, ale też i wojewódzkiej, i powiatowej, i gminnej a także i zakładowej.


Wracając jednak na poziom konstytucji - tam jednoznacznie wskazuje się, że najwyższym organem władzy w Polsce jest jednak sejm. Po sierpniowych awanturach (znaczy się: rok 1980, Lech Wałęsa, Stocznia Gdańska i Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność")  nawiązano jednak do przedwojennych struktur i wprowadzono senat jako izbę wyższą polskiego parlamentu. Wiadomo, że tak naprawdę chodziło o utrwalenie pozycji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej dzierżącej polityczne stery od 1948 roku.

Wracając do Konstytucji - nadawała ona Sejmowi rangę władzy stanowiącej - najwyższego organu władzy w państwie z umocowaniem w zakresie tworzenia prawa państwowego - czyli obowiązującego wszystkich z chwilą dopełnienia procedury legislacyjnej.

Sejm w tamtym czasie obradował w sesjach, a w okresie między sesjami posłowie sprawowali swoje obowiązki w miejscu zamieszkania. W czasie, gdy nie obradował sejm - również najwyższym organem władzy w państwie - ale już tylko w randze władzy wykonawczej - był rząd - czyli rada ministrów pod przewodnictwem pierwszego ministra - prezesa rady ministrów, określanego także w skrócie premierem.

To premier w imieniu rządu i państwa jednoosobowo reprezentował państwo na wszystkich uroczystościach, które miały miejsce. Jednak, z racji przesłanek politycznych - najważniejszą osobą w państwie był I Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej a najważniejszym kręgiem doradczym była egzekutywa PZPR - czyli ściśle określona grupa osób - członków PZPR i jednocześnie obejmująca wszystkie strategiczne sektory państwa.

O ile sejm miał kompetencje tworzenia norm prawnych zgodnie z oczekiwaniem społeczeństwa a raczej stosownie do wytycznych ścisłego grona egzekutywy PZPR, to rząd działał już tylko w granicach umocowania aktami prawa - ustawami - i tylko w zakresie, w jakim regulowały to przepisy.

Rząd mógł wydawać akty porządkujące, znane też jako dekrety, ale warunkiem powszechnego ich obowiązywania było potwierdzenie przez sejm na najbliższej sesji. Jeżeli sejm nie akceptował dekretu - tracił on moc prawną. Ten system sprawowania władzy został poważnie skrytykowany po wydarzeniach sierpniowych w 1980 roku i ostatecznie zrezygnowano z normatywów w randze dekretu.

W dokumentach stanowiących sprzed 1939 roku można znaleźć akty prawne w randze dekretu prezydenta (czy też Rozporządzenia Prezydenta) - ale już po roku 1945 urząd prezydenta państwa w Polsce, poza krótkim incydentem z Bolesławem Bierutem, pozostawał nieobsadzony. Dopiero po roku 1980 przywrócono w Polsce urząd prezydenta państwa. Niestety, nie jest to urząd o jednoznacznie określonych kompetencjach i w Polsce wiele spraw dzieli się między osoby prezydenta państwa oraz premiera. Nie zawsze taki podział jest sprawny na tyle, ile wymaga tego polityka państwa.

Stosunkowo mało interpretacji dotyczy kompetencji sądów - które określa się często terminem "władzy sądowniczej". I ten wątek w ostatnim czasie jest bardzo często podnoszony jako element władzy w państwie równorzędnej z władzą parlamentarną - z kompetencjami sejmu praz kompetencjami  rządu.

Konstytucyjnie sądy są uprawnione do rozstrzygania spraw spornych między obywatelami, między obywatelami a urzędem oraz w przypadku konfliktu między urzędami. Sądy obowiązane są rozstrzygać nie na bazie własnych interpretacji, ale w granicach norm obowiązujących w chwili zaistnienia konfliktu.

Po roku 2015 w szczególności politycy zaliczający się do "opozycji" zaczęli domagać się zrównania kompetencji sądów z kompetencjami sejmu oraz kompetencjami rządu. Oczekuje się, że "władza sądownicza" będzie pełnić rolę kontrolującą pracę sejmu i będzie oceniać, czy procedura legislacyjna jest zgodna z prawem, czy też dany akt prawny jest "sprzeczny z Konstytucją" i nie może być aktem obowiązującym...

W mojej ocenie taka procedura podważa kompetencje najwyższego organu władzy w Polsce - która konstytucyjnie jest przypisana sejmowi.

O tym, że mam rację, świadczą następujące przesłanki:

1. ustawa budżetowa jest wyłączną domeną sejmu i senat nie może jej oceniać,

2. akt prawny jako projekt wpływa do laski marszałkowskiej i dopiero po opracowaniu przez właściwe komisje sejmowe może być przekazany do zaopiniowania izbie wyższej - czyli rozpatrywany przez senat,

3. projekt ustawy sporządzony przez sejm wraca do niego po rozpoznaniu przez senat i tylko w powtórnym głosowaniu przyjmuje się lub odrzuca poprawki senatu. To SEJM podejmuje decyzję o ostatecznym kształcie projektu ustawy,

4. po zakończeniu procesu legislacyjnego ustawa trafia do  prezydenta państwa, który w określonym czasie podpisuje projekt - co oznacza konieczność opublikowania takiego aktu prawnego i nadania mu mocy obowiązującej,

5. prezydent państwa może zakwestionować projekt (veto prezydenckie) lub przekazać projekt aktu prawnego do Trybunału Konstytucyjnego. W przypadku zgłoszenia przez prezydenta weta, projekt aktu prawnego wraca do sejmu i w wyniku głosowania sejm albo uwzględnia uwagi prezydenta, albo je odrzuca - co kończy procedurę legislacyjna a prezydent musi taki akt po odrzuceniu weta podpisać przekazać do opublikowania jako obowiązujący akt prawny,

6. w przypadku skierowania projektu do Trybunału Konstytucyjnego wraca on do prezydenta celem uwzględnienia werdyktu TK - wtedy prezydent podpisuje akt prawny jako obowiązujący, bądź też przekazuje projekt aktu prawnego wraz z orzeczeniem TK do sejmu celem zajęcia stanowiska. Wtedy sejm taki projekt pozostawia bez dalszego biegu lub też uwzględnia uwagi i przedstawia już poprawiony projekt celem ostatecznego zatwierdzenia.


Powyższe w sposób jednoznaczny określa rolę sądów w procesie legislacyjnym. Konstytucja nie przewiduje żadnej kontroli sądowej prawa tworzonego przez sejm. Dopuszcza się sprawdzenie zgodności projektu aktu prawnego z Konstytucją, ale tylko w przypadku wątpliwości prezydenta państwa.

W takim przypadku Trybunał Konstytucyjny ocenia tylko zgodność projektu aktu prawnego z Konstytucją, ale nie przewiduje się żadnej interpretacji prawnej. Projekt albo jest zgodny z Konstytucją, albo nie jest z nią zgodny - co wywołuje określone konsekwencje. Na tym etapie nie ma już możliwości "wprowadzania poprawek".


Zatem wszelkie próby "sądowej kontroli" aktów prawnych tworzonych przez Sejm jako najwyższy organ władzy w państwie jest podważeniem kompetencji sejmu w zakresie tworzenia norm prawnych.



Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka