Pani Minister w każdym zdaniu jednym tchem powtarza " nauczycieli i nauczycielek"...
Aż prosi się dodać za nią "szoferów i szoferek" czy "woźnych i woźnierek"...
Jak chodziłem do szkoły, a były to lata 60. i 70. XX wieku, na lekcjach języka polskiego tłumaczono nam, że z uwagi na pewne uwarunkowania historyczne w języku mówionym i pisanym utrwaliły się pewne zwroty i wyrażenia, które jednoznacznie określają, o co chodzi...
I tak na przykład pewne zawody były wykonywane wyłącznie przez mężczyzn, inne obejmowały kobiety - i dlatego w języku współczesnym zachowały się pewne sekwencje tamtych przekonań.
Na przykład zawód rycerza zawsze wykonywał mężczyzna. A jeżeli teraz kobieta chce uczestniczyć w grupach rekonstrukcyjnych z epoki - to na pewno nikt nie przyzna jej miana "rycerka"...
Że rycerz poruszał się konno, to dlatego, że nie było innego środka lokomocji. Ale kiedy wynaleziono samochód - to osobę prowadzącą taki pojazd określono mianem "szofer"... ale znamy z internetu bardzo sympatyczną "panię z gabarytów" - i nikt nie powie o niej, że ona jest "szoferką" czy też "kierowczynią" lub "kierownicą"...
No cóż, minęły lata i nie mnie przyszło "pójść w ministry"...
A jeżeli pani minister uczestniczy w konferencji prasowej - to osoba prowadząca taką konferencję zwraca się słowami:
"pani minister, prosimy o zabranie głosu..."
ale odezwanie się w sposób:
"pani ministerko, prosimy o zabranie głosu..." wywołałoby już konsternację wśród dziennikarzy - bo od nich wymaga się znajomości języka polskiego...
https://www.youtube.com/watch?v=6gHRezlcOc8


Komentarze
Pokaż komentarze (2)