Jeżeli zastanawiamy się nad problemami Polski w kontakcie z administracją brukselską, to można mieć bardzo dużo zastrzeżeń. Sięgnę pamięcią do lat 990. XX w., kiedy to oferowano unijne środki na dofinansowanie...
Oczywiście, podjąłem się próby pozyskania ze środków unijnych i uczestniczyłem w kursach przygotowawczych. Poświęciłem na to kilka miesięcy, by dojść do konkretnych wniosków, dodam, to były jeszcze lata 90. XX w.
Organizatorzy zapraszali na bezpłatny kurs pisania wniosków na dofinansowanie działalności gospodarczej. Uczono tam wypełniania takiego wniosku. Sam wniosek to było kilkadziesiąt stron formatu A4, gdzie w rubrykach trzeba było coś wpisać według jakiegoś klucza.
Tak wypełniony wniosek trzeba było złożyć w określonym terminie podanym do powszechnej wiadomości, przez internet.
Oczywiście, w ramach szkoleń były omawiane prace nad wypełnieniem takiego wniosku, były informacje o tych - przyjętych i... postarałem się poznać kryteria oceny wniosków, które uzyskały takie dofinansowanie.
Dlaczego chciałem taki wniosek ?
Bo już od dobrych kilku lat prowadziłem działalność i chciałem przebranżowić się.
Jakie wnioski uzyskiwały wsparcie ?
No cóż, tu mam rozterki. Bo - aby rozszerzyć działalność - trzeba było uzyskać płynność finansową i dokupić urządzenia do nowej działalności. I tu zaczynał się problem. Jeżeli dotychczasowa działalność nie dawała zysku, to po co ją dofinansowywać ? Chyba proste. A nowe - to cóż, trzeba było mieć zlecenia na coś, czego nie da się wykonać z braku oprzyrządowania...
Jak to wyglądało w praktyce ?
Akceptację uzyskiwały wnioski na wymianę mebli w biurze, ale nie na urządzenia produkcyjne. Były środki na malowanie ścian i inne drobne prace w biurze typu wymiana oświetlenia, ale nie było akceptacji na dostosowanie posiadanego pomieszczenia do nowych zadań...
No i były środki na zakup nowych komputerów, ale nie na zakup urządzeń produkcyjnych...
Uznałem, że te zabiegi warte są funta kłaków. Pieniądze dostanie się na refinansowanie kosztów na wystrój estetyczny biura, ale nie otrzyma się dofinansowania na zwiększenie zdolności produkcyjnej...
No i składanie wniosków... Napisałem z trudem taki wniosek, przygotowałem go do wysłania (wtedy internet nie był powszechny, trzeba było korzystać z tzw. "dostępu wdzwanianego") przez internet - i po kilku próbach, gdy połączyłem się z przyjmującym wnioski, pojawił się komunikat (w granicach kwadransa od rozpoczęcia przyjmowania wniosków) o zakończeniu przyjmowania z uwagi na ilość już przyjętych wniosków, co uniemożliwia rozpatrzenie kolejnych...
Wkrótce zrozumiałem, że warto skorzystać z doradcy w sprawie wypełnienia wniosku. Ale była to już usługa odpłatna. Trzeba było zapłacić za przygotowanie wniosku, co nie gwarantowało, że dofinansowanie będzie przyznane. Dałem sobie spokój, bo warunki nie były do przeskoczenia, z czegoś trzeba było przecież żyć a wypełnianie wniosków nie dawało wynagrodzenia.
I tu pojawił się kolejny problem. Raz napisany wniosek nie mógł być przedstawiony w kolejnym naborze, bo wtedy kryteria były już inne.
I przestałem zabiegać o środki unijne, chociaż gminy i inne duże organizacje takie środki uzyskiwały...
A dzisiaj informacja dobra i zła zarazem - że UE praktycznie już... nie istnieje...
https://www.youtube.com/watch?v=xol3PEbvqG0


Komentarze
Pokaż komentarze (5)