Bardzo interesująco rozpoczął się nowy wysyp informacji z taśm, tylko nie do końca wiadomo, o które to kopie chodzi. Jak niedawno podawano w mediach - do zespołów biegłych dotarło siedem kopii nagrań z czarnych skrzynek rozbitego samolotu. I co ciekawe - każda posiadała certyfikat zgodności z oryginałem, ale po ich porównaniu okazało się - że każda z nich jest inna.
Nie wdając się w dalsze dywagacje na ten temat warto zauważyć, że w chwili obecnej jedynie zespół międzynarodowych ekspertów jest właściwym organem do przeprowadzenia postępowania wyjaśniajacego tę sprawę. Podobnie, jak w 1943 roku było z wyjaśnieniem zbrodni w Katyniu.
Przypomnę, że po wkroczeniu Niemców na teren Zwiazku Radzieckiego w 1941 roku doszło do ujawnienia zbrodni ludobójstwa w katyńskim lesie. Propaganda hitlerowska szeroko poinformowała opinię światową o grobach polskich żołnierzy pomordowanych przez stronę radziecką. Oczywiście nikt nie chciał dać wiary zapenieniom, że są to ofiary sowieckie a nie ofiary zbrodni hitlerowskich.
Oczywiście próbowano powołać międzynarodowy zespół w celu ustalenia sprawcy zbrodni. MIała to być ekipa Czerwonego Krzyża. Ostatecznie ustalenia winnych dokonał międzynarodowy zespół ekspertów powołanych przez władze Związku Radzieckiego, który bezspornie ustalił, że winnymi tej zbrodni są żołnierze niemieccy, którzy wymordowali internowanych tam Polaków.
Oczywiście - chodziło również o Chatyn a nie o żaden Katyń. I ta wersja była utrzymywana przez władze PRL właściwie do lat 80. XX w., kiedy to masowy opór społeczeństwa nie pozwolił na zdławienie informacji przekazywanej z ust do ust - czym jest naprawdę "lista katyńska" i kto tę alcję przeprowadził.
Dla mnie sprawa z Tu 154 M jest bardzo podobna do tej z 1940 roku, kiedy to parafrazując słowa wielkiego Józefa Stalina - "Rosjanie popełnili ogromną pomyłkę" w wykonaniu polecenia likwidacji obozu internowanych polskich oficerów. Podobno strażnicy tego obozu zamiast likwidacji obozu zlikwidowali jego więźniów...
W ostatnich dniach marca 2015 w budynku parlamentu europejskiego odbyła się konferencja poświęcona wątpliwościom towarzyszącycm oficjalnej wersji katastrofy z 10 IV 2010 roku i wywołała ona ogromne poruszenie w społecznościach międzynarodowych, a efektem tej konferencji są rzekomo najnowsze ustalenia "komisji Laska". Nie pierwsza to i nie ostania wrzuta mająca na celu odwrócenie uwagi od istoty sprawy.
Samolot mógł runąć na ziemię tylko w przypadku wadliwej pracy jego zespołów. nie wiadomo jednak, co tę wadliwość wykonało. Mogło to być na przykład rozerwanie instalacji elektrycznej w taki sposób, że poszczególne mechanizmy utraciły możlwiość wzajemnego powiązania. My jeszcze nie wiemy, co mogło tę instalację elektryczną rozłączyć. Będziemy wiedzieć dopiero wtedy, kiedy szczątki maszyny zostaną starannie przejrzane przez specjalistów. Jednak obserwujemy staranne działania uniemożliwiające przeprowadzenie badań szczątków i tylko międzynarodowy nadzór nad zespołem badającym tę katastrofę jest gwarantem uznania, że prace zostały przeprowadzone prawidłowo. Dzisiaj jest zbyt wiele wątliwości, by przyjąć za wiążące ustalenia dokonane przez osoby już politycznie skompromitowane.
Inne tematy w dziale Polityka