Trwają dyskusje na temat - co może prokuratura. Trwają też dywagacje na temat, czy wykonanie polecenia prokuratora może być niewykonane tylko dlatego, że osoby trzecie "z ważnych przyczyn osobistych" mogą uniemożliwić wykonanie przeprowadzenia postępowania dowodowego.
Ogólne rozważania nie mają tutaj sensu. Trzeba oprzeć się na normach prawnych. Otóż gwarantem docodzenia prawdy jest państwo. To państwo organizuje służby uprawnione i kompetentne do prowadzenia postępowania wyjaśniającego w sprawie z wniosku osoby zainteresowanej lub z mocy samego prawa.
Jedną z podstawowych zasad jest prawo do dochodzenia prawdy. Są okoliczności, któe staja się faktami dokonanymi i żadne działania nie przywrócą stanu pierwotnego. Tak jest na przykład w przypadku oskarżenia osoby podejrzanej o przestępstwo i ukaranie jej prawomocnym wyrokiem sądu.
W tym przypadku państwo ma obowiązek przeprowadzenia postępowania w sposób wnikliwy i obiektywny, który pozwoli na ustalenie prawdopodobnego ciągu zdarzeń zakończonych czynem karalnym. Często mamy do czynienia z czynem trudnym w ustaleniu rzeczywistego przebiegu wydarzeń i tutaj analiza zeznań świadków oraz zebranie materiału dowodowego może wykazać niewinność osoby oskarżonej o popełnienie czynu zabronionego lub też skazać osobę niewinną dopuszczenia się takiego czynu, a która nie potrafi dowieść swej niewinności.
Jeżeli dopuszczamy instytucję omylności organu osądzającego, musi być system weryfikacji jużydanego wyroku. W takiej sytuacji nie może być sytuacji, która mogłaby uniemożliwić dochodzenia prawdy.
Czasami dopiero rozwój technik badawczych może pozwolić na analizę już raz przeprowadzonego materiału porównawczego i jeszcze raz, zupełnie inną techniką, wcześniej nieznaną, dokonać analizy tego materiału na okoliczność stwierdzenia bądź wykluczenia wcześniej "absolutnie pewnych" okoliczności.
Wiadomo, że chodzi o katastrofę, w której zginęło 96 członków delegacji z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego w kwietniu 2010 roku na uroczystości 70 rocznicy zbrodni na polskich oficerach dokonanej z rozkazu Józefa Stalina przez NKWD w 1940 roku. Chodzi tu o polskich oficerów zgromadzonych w obozach dla internowanych w Ostaszkowie, Starobielsku i Kozielsku, a któych szczątki odnaleziono w okolicach Katynia pod Smoleńskiem.
Gdy okazało się w 1943 roku, że na terenie objętym działaniem oddziałów niemieckich znajdują się masowe groby żołnierzy polskich, doprowadzono do powołania międzynarodowej komisji do zbadania okoliczności tej zbrodni i obciążenia Niemców - domniemanych zbrodniarzy. Przeprowadzone prace ekshumacyjne pozwoliły na ustalenie tożsamości ofiar. Niestety, nie dokonano jednoznacznego wskazania winnych tego mordu, sprawę przekazano do innego postępowania w ramach Trybunału Norymberskiego, ale z chwilą zakończenia jego pracy to śledztwo również nie zostało zakończone. Nie oskarżono też Niemców za dokonanie tej zbrodni dokonanej na polskich oficerach.
I chociaż zeznania kilkudziesięciu świadków tej zbrodni nie budzą dzisiaj żadnych wątpliwości - kto był jej autorem i wykonawcą, zbrodnia katyńska nadal nie znajduje zakończenia postępowania. Szansą na powrót do wyjaśnienia źródeł tego dramatu i odpowiedzialnych za tę zbrodnię pojawiła się w związku z 70 rocznicą wymordowania kilkudziesięciu tysięcy polskich oficerów. Jednak tragiczna w skutkach katastrofa nie tylko nagłośniła ponownie problem, ale takze stała się próbą zablokowania dochodzenia w sprawie.
Jeżeli chodzi o wyjaśnienie przyczyn katastrofy nad Smoleńskiem w 2010 roku, to mozemy zaobserwować splot różnych wydarzeń, które nie umożliwiają zakończenie sprawy. Dzisiaj na pewno wiadomo, że spośród 9 ciał ekshumowanych aż sześć było zamienionych lokalizacją miejsca pochówku. Tak duża liczba błędnych pochówków może być podstawą zakwestionowania całej procedry badania okoliczności postępowania wyjaśniającego. W tej sytuacji każda z rodzin dotkniętych tragedią ma prawo do sprawdzenia, czy szczątki ich zmarłego członka rodziny zostały złożone we właściwym grobie. Wiąże się to z pobraniem próbki w celu identyfikacji kodu genetycznego...
Badania IPN na utajnionych miejscach pochówku pozwoliły na ustalenie tożsamości osób zamordowanych ponad 70 lat temu. Zatem istnieje pewna technologia, która pozwala na jednoznaczne potwierdzenie tożsamości osoby złożonej w miejscu pochówku. Problem będzie wtedy, gdy potwierdzenie tożsamości osoby zmarłej wykaże, że szczątki nie należą do osoby wskazanej w księdze cmentarnej. W taki przypadku musi dojść do zbadania kolejnych szczątków w celu ustalenia lokalizacji pochówku osoby poszukiwanej.
Jeżeli przy 9 ekshumacjach aż 6 wykazało błędne złożenie szczątków w danej lokalizacji, to przy 90 pochówkach należy liczyć się z faktem, że około 60 osób spoczywa w mogile przeznaczonej dla kogoś innego.
W tym przypadku państwo musi włączyć się z urzędu i własnym kosztem ustalić lokalizację pochówku poszczególnych osób. Decyzją rodzin będzie rozstrzygnięcie, czy szczątki pozostaną w grobach już wykonanych, czy też nastąpi przełożenie szczątków zgodnie z dyspozycją członków rodzin nawet w sytuacji, gdyby tylko jedno z ciał było zamienione z innym ciałem.
Tylko takie działanie może przywrócić wiarygodność polskiemu rządowi. Tu nie ma miejsca na żadne inne kompromisy. W wyniku katastrofy zginęło blisko sto osób i w wyniku błędnego działania urzędników państwowych doszło do skandalicznej zamiany ciał już po przeprowadzeniu sekcji zwłok i potwierdzenia tożsamości osoby zmarłej przez osobę bliską osobie tragicznie zmarłej.
Wiadomo także, że szczątki jednej z ofiar katastrofy... zaginęły. Wydano ciało innej osoby, ale nie zabrakło żadnego z ciał.
/.../ W grudniu 2013 r. "Gazeta Polska" ujawniła, że dokumentacja przypisana do osoby pochowanej po ekshumacjach w grobie Anny Walentynowicz nie dotyczy bohaterki "Solidarności". Co więcej, spośród 24 rosyjskich dokumentacji medyczno-sekcyjnych dotyczących 24 kobiet, które zginęły na pokładzie tupolewa, żadna nie opisuje śp. Anny Walentynowicz. Oznacza to, że już drugie ciało, które miało należeć do śp. Anny Walentynowicz, to inna ofiara katastrofy smoleńskiej. /.../
Tu MUSI ingerować państwo z urzędu, bowiem jest to bardzo poważny zarzut. Człowiek nie może być liczony na podstawie liczby sztuk. Człowiek to wartość indywidualna. W tej sytuacji państwo nie może uciec od odpowiedzialności za błędy w sprowadzeniu szczątków tragicznie zmarłych w czasie delegacji na uroczystości państwowe - co chyba już nie budzi żadnych wątpliwości. Konsekwencją będzie ustalenie winnych powstania tak rażącego błędu.
1. http://natemat.pl/37941,andrzej-gwiazda-gdzie-jest-twarz-anny-walentynowicz-kto-profanowal-zwloki
2. https://youtu.be/p7u8-PcxdcU



Komentarze
Pokaż komentarze (3)