O tym, że edukacja młodzieży ma się raczej gorzej niż lepiej, nie ma co mówić. Po latach podjęto program naprawczy. Zmorą jest dowożenie dzieci na odległość nawet kiolku kilometrów od domu, gdzie raczej uczą się niewiele robić. Nie mam tu na myśli renomowanych gimnazjów. Mam tu na myśli dziesiatki szkółpodstawowych - gdzie młodzież rozpoczyna edukację. Pozostawienie ich w swojej miejscowości na kolejne dwa lata będzie wymagać reorganizacji sieci placówek. Nie ma wątpliwości, że spowoduje to zwiększenie liczby klas... a tym samym trzeba będzie jednak nauczycieli...
Dzisiaj szkoły dbają o atrakcyjność swojego programu i tutaj tworzy sięklasy specjalizujące się - gdzie część uczniów zdobywa jeden zawod, druga część uczniów zdobywa inny zawód, ecz na przedmioty ogólnokształcące klasy są łączone... by spełnić warunek dofinansowania placówki...
Młodzież po sześciu latach szkoły podstawowej i kolejnych trzech lat dojeżdżania do szkoły (gimnazjum) ogólnie ma problemy z dostosowaniem się do programu. W tej grupie są dzieci uczące się dobrze i bardzo dobrze, ale też zdarzają się dzieci wymagajace większego wkłądu w ich przygotowanie się do ekcji. Jeżeli zostanie to zaniedbane - tracą kontakt i momo awansu z klasy do klasy - już nie nadążają z opanowaniem programu. W takiej sytuacji są bardzo złym obciążeniem klasy w szkole śreniej, zdecydowanie zaniżają możliwość samokształcenia się nielicznej grupy uczniów w szkole średniej i na uczelni wyższej...
Co można w tej sytuacji zrobić ?
Praktyka pokazuje, że aby w administracji polskiej coś zmienić, to musi być to akt rangi ustawy. I taki akt został sporządzony. Już przyjęto rozwiazanie zmieniajace procedurę kształcenia. Od września będzie obowiązywać program wygaszania gimnazjów i rozpocznie się powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej. Po niej ucznowie będą podejmować naukę w szkołach ponadpodstawowych.
To dopiero krok pierwszy. Mamy więc dwa lata na przygotowanie szkół dla przyszłorocznych uczniów klasy siódmej szkół podstawowych. Będzie można zaoferować im albo liceum ogólnokształcące, albo5-letnie technikum, ale też będą dwu i trzyletnie szkoły na poziomie zawodowym, gdzie uczeń zdobędzie zawód w ciągu dwóch-trzech lat bez stresy z emocjami matury. Te szkoły nie będą przygotowywać na poziomie przyszłych studiów wyższych...
Myślę, że jest to bardzo dobry powrót dosprawdzonych rozwiazań i zapewnienia wykształcenia adekwatnego do indywidualnej zdolności poszczególnych uczniów. I nadal każdy z nich będzie miał możliwość studiowania, jeżeli opanuje niezbędny materiał inauczy się samodzielnej nauki...



Komentarze
Pokaż komentarze (11)