Bardzo dziwnie zachowuje się niemieckie społeczeństwo w Hamburgu. Mimo, że to miasto jest gospodarzem międzynarodowych rozważań gospodarczych z udziałem najważniejszych państw świata, nocne demonstracje nie mają nic z protestów politycznych. Budzi zdziwienie liczba rannych policjantów, kiedy to ponad setka "mundurowych" została ranna w starciach z demonstrantami, kolejnej nocy już dwustu policjantów zostało wyeliminowanych z udziału w przywracaniu porządku.
To, co daje się zauważyć w relacji dowodzących oddziałami policji oraz burmistrza miasta, to liczne grupy zamaskowanych osobników... Podobnie bywało w czasie listopadowych uroczystości 11 listopada w okresie sprawowania władzy przez koalicję PO-PSL, gdzie okazało się, że prowokacyjne spalenie budki przy sowieckiej ambasadzie zostało dokonane na polecenie osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie państwa.
Tu nasuwa mi się analogia do lat 30. XX w., kiedy to socjaliści niemieccy dokonywali napadów na przeciwników politycznych... Wtedy także dochodziło do starć, zabójstw, podpaleń...
Tu znowu powtarza się motyw zorganizowanych oddziałów, które totalnie niszczą infrastrukturę miejską pod osłoną nocy, dewastują placówki handlowe i doprowadzają do zorganizowanych kradzieży cudzego majątku. Ponadto zostają podpalane samochody, czyli następuje dewastacja majątku ludności... a służby policji ponoszą straty osobowe...
Wydaje się, że są to starannie zorganizowane akcje zsynchronizowane z pracą służb porządkowych - które są nad wyraz nieskuteczne. Grupa inicjatywna wywołuje burdę oraz materialne straty zwykłych obywateli. Służby porządkowe nie są w stanie opanować sytuacji - bo osoby dokonujące dewastacji są świetnie zamaskowane, co uniemożliwia ich identyfikację. Gdy pojawiają się służby porządkowe - wtedy napastnicy skutecznie przenoszą się w inne miejsce i pozostają nieuchwytni.
Ogrom zniszczeń jest imponujący - powyrywane płyty z nawierzchni dróg i chodników, powybijane szyby wystawowe i okradzeni właściciele sklepów. Poza tym dotkliwe stary materialne w postaci spalonych w czasie zamieszek ulicznych samochody - w konsekwencji bez szansy na zadośćuczynienie - bowiem sprawcy pozostają nieuchwytni a większość towarzystw ubezpieczeniowych odmawia wypłaty odszkodowania za straty powstałe w wyniku ataków terrorystycznych (jak zwał, tak zwał, jest podstawa do odmowy objęcia straty ubezpieczeniem).
Co ciekawe - obecne władze nie są w stanie opanować takiej napiętej sytuacji. Zatem szykują się szach i mat - ogłoszenie stanu wyjątkowego wyłącza procedury demokratyczne, tym samym jest możliwość przedłużenia mandatu urzędującej władzy - wybory w okresie nie krótszym, niż pół roku od chwili ustabilizowania sytuacji.
Dzisiaj Hamburg, jutro Kolonia albo Bonn, potem Berlin... miast jest dostatecznie dużo, aby wstrzymać procedurę wyborczą i pozostać przy władzy...
Pachnie mi to gronkowcem z Polski, wałęsaniem się służb specjalnych inicjujących wydarzenia uzasadniające ograniczenie swobód obywatelskich... Skąd ja to znam ?
http://fakty.interia.pl/swiat/news-eskalacja-przemocy-w-hamburgu-szukaja-winnych,nId,2414754
https://youtu.be/iyguO6MdqgY



Komentarze
Pokaż komentarze (1)