Dopiero co premier wyjaśnił, że kampania wyborcza musi zakończyć się na 24 godziny przed datą wyborów parlamentarnych a już dzisiaj pojawiły się w mediach doniesienia, że prezydent zrobi inaczej, aniżeli oczekuje PiS...

Wieczorem, 13 października na Stadionie Narodowym w Warszawie piłkarska reprezentacja Polski zagra z Macedonią Północną w ramach eliminacji do Euro 2020 roku. Głowa państwa chciałaby uniknąć sytuacji, żeby wieczory wyborcze i pierwsze sondażowe wyniki były prezentowane równocześnie z meczem.
https://fakty.interia.pl/polska/news-prezydent-zarzadzi-wybory-parlamentarne-na-20-pazdziernika,nId,3083101
Moja ocena jest bardzo prosta - premier jako szef rządu, musi tak pokierować jego pracą, aby w chwili ogłoszenia terminu wyborów przez prezydenta wszystkie organa zobowiązane do przeprowadzenia wyborów były na ten dzień gotowe. W ocenie prezesa rady ministrów - uwzględniając wszystkie okoliczności na dzień konwencji PiS w Katowicach - prezydent może wskazać terminy październikowe, więc najbardziej prawdopodobnym terminem zakończenia akcji wyborczej byłby piątek, 12 października do północy. I jest to najwcześniejszy termin, na który rząd musi wykonać swoje obowiązki w zakresie zorganizowania lokali wyborczych, dostarczenia urn oraz dostarczenia materiałów wyborczych. To jest zadanie organizacyjne a nie polityczne.
Państwowa Komisja Wyborcza przystępuje do wykonywania swoich czynności zgodnie z Ordynacją Wyborczą, ale nie zajmuje się ani zbieraniem podpisów z poparciem dla kandydatów, ani też nie przygotowuje lokali w celu przeprowadzenia wyborów. Jej zadaniem jest dopilnowanie, aby same wybory przebiegały w sposób nie budzący wątpliwości.
Za przygotowanie sieci lokali wyborczych oraz zapewnienie kadry obsługującej komitety wyborcze odpowiada gmina - więc rząd musi przygotować dla administracji samorządowej odpowiednie środki i pełnomocnictwa w celu wykonania zadania w terminie.
Nic więc dziwnego, że racjonalnie podchodzący do swoich obowiązków premier w jakiś sposób wstępnie określa REALNY termin dnia wyborów, aby na ten dzień zorganizować wszystko zgodnie z oczekiwaniami - nie tylko wyborców, ale także i kadr ubiegających się o mandat posła oraz senatora.
Prezydent...
Przecież prezydent także ma swoje zadania ale też jest ponad podziałami politycznymi i musi podjąć decyzję uwzględniając różne aspekty w uzgodnieniu terminu wyborów.
Możliwymi terminami październikowymi, zgodnie z Ustawą, to 6, 13, 20 i 27 października oraz 3, 10, 17 i 24 listopada.
W mojej ocenie dzień 3 listopada należałoby wyłączyć z uwagi na wyjazdy w uwagi na Święto Zmarłych, kiedy to wiele osób może spotkać się z rodziną, często już tylko z okazji święta Zmarłych. A tu mamy aż trzy dni -1 listopada przypada w piątek, potem mamy dwa wolne dni - sobotę (2) oraz niedzielę (3). Żaden rozsądny polityk nie wybierze tej niedzieli, jeżeli ma na myśli interes społeczeństwa.
Kolejna niedziela to albo 10 albo 17 listopada... Jeżeli ze względów politycznych dzień 10 listopada nie powinien być dniem wyborów, to 17 listopada może być już późno przy uwzględnieniu terminów obowiązujących przy ukonstytuowaniu się nie tylko nowego parlamentu, ale również i nowej rady ministrów.
W tej sytuacji pozostaje nam już tylko październik - niedziela 6 może być terminem zbyt wczesnym na zatwierdzenie kandydatów przez Państwową Komisję Wyborczą i może nie starczyć czasu na rozpoznanie ewentualnych protestów wyborczych, Pozostają więc niedziele 13, 20 i 27 - jako realne terminy na przeprowadzenie wyborów powszechnych. I tu wracamy do punktu wyjścia - obojętne, który z tych terminów wybierze Prezydent - rząd musi zakończyć prace związane z przeprowadzeniem wyborów prze 13 października.
Uważam, że jest to jak najbardziej racjonalny system przewidywania działań rządu, który w niczym nie ujmuje kompetencji prezydenta państwa. Przeciwnie, gotowość przeprowadzenia wyborów osiągnięta w dniu 12 października daje prezydentowi możliwość swobody w podjęciu decyzji o terminie wyborów.
Przystąpienie do utworzenia harmonogramu prac przez rząd odwleczone do wskazania terminu wyborów przez prezydenta może być zagrożone przez opieszałość osób nieprzychylnych większości parlamentarnej... więc gdzie tu jest problem konfliktu premiera z prezydentem państwa ?




Komentarze
Pokaż komentarze (4)