doku doku
103
BLOG

Czym się różni prawo od praw

doku doku Prawo Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Na przestrzeni wieków zmieniało się rozumienie "prawa" i "praw". Dawniej mówiło się bezmyślnie "prawo boskie", a dzisiaj to oczywisty oksymoron. Boska może być wiara, boskie mogą być dogmaty, ale jest oczywiste dla każdego, że żaden Bóg nie napisał kodeksu karnego ani żaden biskup nie jest przełożonym policjantów, prokuratorów ani sędziów. Prawo jest czymś wymyślonym przez człowieka.

Ale to tylko połowa prawdy. Dawniej ludzie wymyślali prawo, bo mieli władzę i chcieli ją chronić. Wymyślali więc prawo pomagające im utrzymywać niewolników i chłopów w posłuszeństwie. Prawo było narzędziem władców, pomagające im w eksploatacji ciemnego ludu. Dzisiaj jest oczywiste, że prawo jest napisane po to, żeby chronić bezbronnych ludzi przed potężnymi władcami, którzy dysponują policją i wojskiem, i mogą w każdej chwili rozkazać spacyfikować nieposłuszny lud. Prawo stoi na straży bezpieczeństwa ludu, aby władcy nie mogli skutecznie wydać takiego rozkazu. Podstawowa idea jest taka, że władca, który się ośmieli spróbować wykorzystać aparat władzy przeciwko obywatelom, zostaje skazany za przestępstwo polegające na łamaniu praw obywateli.

Podsumujmy ten wstęp - dwa skoki jakościowe w rozwoju prawa - dwa przewroty w myśleniu o prawie:

1. Prawo wymyślili ludzie, a nie prorocy ani guru sekt.

2. Prawo broni ludzi przed władcami, a nie jest po stronie władców walczących przeciwko obywatelom.

Teraz możemy zacząć odpowiadać na pytanie tytułowe. Zaczniemy od łatwiejszego, czyli od tego, co było w czasach barbarzyństwa, kiedy władcy eksploatowali swoich niewolników za pomocą praw boskich. W tamtych czasach odpowiedź była prosta: Prawo składało się z praw. Kodeks praw był prawem, a paragraf w kodeksie był osobnym prawem. Kodeks składał się z paragrafów - prawo składało się z praw. Prawda, że dzikusy nie miały trudno - większość z nich rozumiała tytułowe pytanie: "Czym się różni prawo od praw".

Dzisiaj oczywiście prawie każdy od razu wskaże błąd w takim rozumieniu. Otóż pokolenia naszych dziadków, rodziców, dzieci i wnuków wychowały się już w świecie rządzonym przez prawa człowieka. Jest więc dla wszystkich oczywiste, że zakazy nie są prawami. Kodeksy, kiedy przyjrzeć im się z bliska, zawierają zakazy, a nie prawa. Kodeksy nie są więc zbiorami praw. Zbiory praw, np. zbiór praw człowieka, zawarte są w książkach o innych tytułach. Prawa dziecka, prawa pacjenta, prawa pracownika, prawa uchodźcy... można wymienić bardzo wiele takich "kodeksów", które nie są kodeksami, bowiem tradycyjnie kodeksami prawo nazywa książki będące zbiorami zakazów.

Dzisiaj więc odpowiedź na pytanie nie jest już trywialna. Dzisiaj pod pojęciem "prawo" rozumiemy zbiór kodeksów, które nie są zbiorami praw, ale są zbiorami zakazów. Zbiory praw tworzą osobną biblioteką, która nie jest częścią prawa, ale jest częścią etyki.

Podstawową trudnością w żonglowaniu tymi pojęciami jest to, że słowo "prawo" w rozumieniu "zapis w księdze" = "paragraf" - jest dwuznaczne. Niektórzy ludzie, siłą bezwładności, nazywają "prawami" nie tylko prawa, ale także zakazy - dla tych ludzi o duszach barbarzyńców (na końcu pokażę, że nie wierzę w ich szczerość) każdy paragraf w kodeksie jest "prawem", nawet jeśli jest jawnym zakazem (czy nakazem). A teraz czas na konkretne przykłady:

"Prawo do pracy" jest jednym z praw człowieka. Związane są z nim inne prawa człowieka: "prawo do urlopu", "prawo do weekendu", "prawo do codziennego odpoczynku". Dla jeszcze jaśniejszego przedstawienia uproszczę i skonkretyzuję ten przykład jeszcze bardziej:

- Prawo do pracy - każdy człowiek ma prawo do zatrudnienia się na wolnym stanowisku, jeśli spełnia wszystkie warunki określone w opisie stanowiska.

- Prawo do urlopu - każdy pracownik ma prawo do płatnego wypoczynku raz w roku w wymiarze minimum 23 dni roboczych dla pełnego etatu.

- Prawo do weekendu - każdy pracownik ma prawo do minimum dwudniowej, trójnocnej przerwy (minimum 60 godzin bez przerwy).

- Prawo do odpoczynku - każdy pracownik ma prawo do codziennej przerwy w pracy w wymiarze minimum 12 godzin bez przerwy.

Porównajmy to z zakazami:

Zakaz pracy w niedzielę... Czy taki zakaz można traktować tak samo, jak prawo do weekendu?

Zakaz pracy ponad 40 godzin tygodniowo... Czy można go traktować, jak prawo do codziennego odpoczynku?

Czy zakazy (i nakazy, obowiązki) są prawami? Czy nakaz pracy dla studenta, który skończył studia, można traktować, jak prawo do pracy?

I tak można rozprawić się z każdym barbarzyńskim "prawem". Czy obowiązkowy pobór do wojska można traktować, jak prawo do bezpieczeństwa granic swojego kraju?

A na zakończenie obiecane wyjaśnienie, że nie wierzę w barbarzyńców. Ludzie, którzy zakazy i nakazy i nazywają "prawami" to ludzie źli, związani z władzą, która stara się łamać prawa przy pomocy źle napisanych kodeksów. Istnieją bowiem złe kodeksy - napisane przez sowietów i innych totalitarystów, np. przez religijnych . W takich kodeksach niektóre zakazy nie służą obronie ludzi przed władcami, ale są przemyconymi paragrafami barbarzyńskimi, które stoją "po stronie władców walczących przeciwko obywatelom" (zacytowałem fragment ze wstępu, na wypadek, gdyby ktoś się zgubił w śledzeniu tego wywodu). Ludzie, którym służą takie paragrafy, muszą udawać wierzących barbarzyńców, aby móc je jawnie bronić... a czasem nawet musza udawać wierzących w boskie prawo. Takie trollownie, służące władzy totalitarnej, są dzisiaj powszechnym zjawiskiem. Trolle udają idiotów za pieniądze.

Każdy zakaz (nakaz, obowiązek), zapisany w prawie, musi służyć obronie obywatela przed władcą lub innymi siłami łamiącymi prawa człowieka.

doku
O mnie doku

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka