Tak się złożyło, że ostatnio kibicuję dwu różnym dyscyplinom - tenisowi i snookerowi. W snookerze wielką wagę przykłada się do pozycji ciała i rozluźnienia ręki podczas uderzenia bili. Z początku trudno mi było uwierzyć w to, co mówią komentatorzy, ale przyglądałem się i przez pewien czas liczyłem, jak kończy się uderzenie bili po poprawieniu pozycji ciała. Szybko przestałem liczyć, bo to co zobaczyłem było poza wszelkimi granicami błędów statystycznych. Doliczyłem do 8 i tylko raz (za 6 razem) gracz trafił do łuzy. Normalnie około 9 na 10 razy gracz trafia do łuzy, ale jeśli z lenistwa poprawi pozycję, zamiast wstać i położyć się na stole jeszcze raz, wtedy trafia około 2 razy na 10.
Porównując snookera z tenisem widzę, że tenisiści nie muszą być idealnie ustawieni, aby trafić w piłkę. Bardzo niewielu tenisistów ma te krótkie chwile luzu, kiedy ciało ustawi się idealnie, a luźna ręka uderza piłkę z flipem, czyli strzałem z nadgarstka jak z bicza. Flipa w tenisie najłatwiej zobaczyć w jednoręcznym bekhendzie, ale np. Federer słynął też z flipa forhendowego.
Komentatorzy snookerowi zwracają też uwagę na wagę pojedynczego błędu. Jeden błąd często oznacza przegranego całego frejma, a gra się zwykle do 6 wygranych. Może się więc zdarzyć, że zrobisz 6 błędów i cały mecz przegrany. Uświadomiłem sobie, że tenis jest przeciwieństwem snookera. W każdym gemie można popełnić wiele błędów i wygrać gema, a gra się zwykle do 6 wygranych gemów... i to jest dopiero jeden set. A trzeba wygrać przynajmniej 2 sety. Daj na początku meczu tenisowego 6 podwójnych błędów serwisowych... a potem wygraj mecz 6:1 i 6:0
Błąd w stokerze waży więc tyle razy więcej niż błąd w tenisie, że nawet trudno to oszacować. W tenisie można więc sobie pozwalać na dużo ryzyka, nonszalancji i popisów pod publiczkę. W snookerze większość uderzeń musi być zagrana tak, aby minimalizować ryzyko i maksymalizować korzyści, bo błędy są wielkim zagrożeniem. Może dlatego snookerzyści grają jeszcze długo po wygraniu frejma - gra taki już sam ze sobą, żeby pograć sobie trochę na luzie, powygłupiać się i dać radochę kibicom.... a biedny przegrany musi grzecznie siedzieć i czekać... W tenisie można się wygłupiać nawet w czasie walki - to element taktyki psychologicznej... I tak doszliśmy tytułowego tematu - siła psychiki.
Uświadomiłem sobie, że snooker jest dyscypliną wymagającą bardzo silnej psychiki - możliwe nawet, że nie ma dyscypliny tak bardzo wymagającej psychicznie. Snookerzyści popełniają podczas meczu więcej niewymuszonych błędów niż tenisiści, i to z pełną świadomością, że każdy błąd może kosztować całego frejma - ile to nerwów kosztuje! Tenisiści popełniają błędy bez niemal żadnego obciążenia, przynajmniej w pierwszym secie. To, jak Rybakina grała kilka pierwszych gemów z Igą, pokazuje, jak dobrze rozumie tenis - że na początku można (i trzeba) na luzie się powygłupiać, potrenować i pokazać swoją pewność siebie.
Dlaczego tenisiści się denerwują, niektórzy nawet w pierwszym secie? Boją się o swoją kondycję w trzecim secie? A może boją się swojej słabej psychiki...To, jak Rybakina grała w ostatnim gemie meczu z Igą, pokazało, że ze swoją psychiką mogłaby grać nawet w snookera. Tak, jak Sampras i Davenport, Rybakina nie pasuje do tenisa - do tych płaczących i wściekających się kłębków nerwów, które w innych dyscyplinach nie miałyby szans... Wyobraźmy sobie w siatkówce, że dziewczyna po błędzie zaczyna wciekać się na siebie i na trenera, krzyczy, tupie, wali się po głowie i niszczy sprzęt, jaki się nawinie.
I tu kryje się piękno i siła tenisa. Tenis, to sport dla każdego - depresja, ADHD, dwubiegunówka, borderlajnówka... każdy ma szansę zostać mistrzem, bo w tenisie można bezkarnie popełniać błędy, wściekać się, obrażać trenera, niszczyć sprzęt... a mimo to wygrywać mecze dzięki winnerom... dopóki resztki słabego zdrowia psychicznego się nie wyczerpią. Przykładem jest Hingis, która zakończyła singlową karierę bardzo wcześniej, ponieważ meczbole w finałach paraliżowały ją tak bardzo, że żadnego nie mogła wygrać - przerzucała tylko ostrożnie piłkę trzęsącą się ręką na drugą stronę siatki licząc na cud, że przeciwniczka zepsuje tak łatwą piłkę. Rybakina zakończyła mecz na luzie - asami.




Komentarze
Pokaż komentarze