Kacper Tomasiak wywalczył w Predazzo trzy medale. Bez żadnej łaski, bez wsparcia Bozi czy, jak kto chce, losu, i nie przez słabość rywali. Wywalczył, bo był w świetnej formie. Fizycznej i psychicznej. Miał na igrzyskach mocniejszą od prawie wszystkich rywali głowę, lepsze wybicie, lepszą fazę lotu, i lepsze lądowanie. No i najważniejsze: dłuższe skoki. WSZYSTKIE jego medale były więc jak najbardziej zasłużone. I należały mu się jak psu buda. Do tego stopnia, że nawet jury ostatniego z konkursów zachowało elementarną przyzwoitość i anulowało trzecią serię skoków duetów, gdzie ten wredny Czech ewidentnie chciał nas udupić i spuścił Kacpra w kanał.
Przy okazji i nawiasem. W tych zawodach wspaniale spisał się też Paweł Wąsek który, wszem i wobec, udowodnił że jego wyjazd na igrzyska to był ze strony Maciusiaka strzał w 10-tkę. Ja zresztą również uważałem, że na igrzyska winien jechać Wąsek, a nie np. Kubacki. No i wyszło na moje. No dobra. Zaraz po Maciusiaku:). Wróćmy jednak do głównego wątku tekstu. Otóż.
Z tego, co się da zaobserwować, Kacper Tomasiak to wyjątkowo dobrze poukładany 19-latek. I to dobrze poukładany nie tylko przy wyjściu z progu, w locie i przy lądowaniu. On jest dobrze poukładany ogólnie. Ma wielki talent. To raz. Dobrze w głowie. To dwa. Charakteryzuje się stoickim spokojem. Trzy. No i bardzo dobrze dzieje się u niego w domu. Harmonia, harmonia i jeszcze raz harmonia. Jak to w porządnej, chrześcijańskiej rodzinie. Każdy zna swoje miejsce.
Ja myślę tak. Jeśli temu chłopakowi nie przytrafią się żadne kontuzje, bo te są w stanie zniszczyć każdą, nawet najlepiej zapowiadającą się, karierę, to może się okazać, że doczekaliśmy się materiału jeszcze wartościowszego niż Małysz oraz Stoch. Może nie razem wzięci, ale osobno to już tak.
Oczywiście. Na razie Tomasiak zachwycił na igrzyskach. Igrzyska to tylko jeden z elementów tej całej skokowej układanki. Inne składowe, których nie będę wymieniał, bo je każdy kibic zna, to jeszcze, na palecie osiągnięć Tomasiaka, praktycznie pusta tablica. Ponadto z samych igrzysk można jeszcze wycisnąć dużo więcej, co udowodnił choćby Kamil.
Mamy w skokach narciarskich (i to w dość krótkim, jakby nie liczyć, czasie, bo cóż to jest ćwierć wieku naprzeciwko wieczności?) kolejną, trzecią już, perełkę. Wydaje się, a w zasadzie można mieć pewność, że oszlifowaną znacznie bardziej od dwóch poprzednich, kiedy były w tym wieku.
Ale nie zapeszajmy. Martin Hoellwarth w wieku 19. lat też miał dwa olimpijskie srebra, nawet dwa indywidualne. No i co? Owszem, do końca kariery się liczył. Tyle, że Nykaenenem, ani nawet, poszukajmy po jego lokalnym rynku, Morgensternem, nie został. Nawet w 25-tce najlepszych w historii bym go nie umieszczał. Więc różnie się to z tym Kacprem jeszcze może potoczyć.
Natomiast szanse na to by polscy kibice, tak jak 25 lat temu, znów wpadli w amok, są duże. Już nie pisząc o tym, że pod bokiem Kacpra rośnie drugi Tomasiak. Jak ćwierkają beskidzkie wróble, o podobnym potencjale.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)