Na wstępie zacytuję archaiczną definicję "wolontariatu", aby raz jeszcze przypomnieć, ile daliśmy światu. Oto ta definicja:
"Dobrowolna, bezpłatna, świadoma praca na rzecz innych osób lub całego społeczeństwa, wykraczająca poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie".
Dzisiaj już jest o wiele łatwiej formułować takie rzeczy, dzięki upowszechnieniu słowa "solidarność", które ściśle i zwięźle oddaje ideę wykraczania poza związki rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie". Od czasu Solidarności do lamusa odeszła ideologia lojalności: "wolność, równość, braterstwo (albo śmierć)". Dzisiaj obowiązuje: "wolność, równość, solidarność". Wolontariat ma duszę solidarnościową, a nie lojalnościową.
A teraz dam Wam chwilę, abyście dostrzegli wewnętrzny logiczny błąd, niemal sprzeczność, w tamtej definicji. Błąd niezauważalny dla osób z czasów przed powstaniem Solidarności, ale teraz już go można dostrzec, kiedy rozumie się to przeciwstawienie solidarności lojalności. W solidarności nie chodzi o swoich (np. związkowców) - chodzi o obcych (np. niezwiązkowców z innej branży).
Pewnie teraz już wiecie, o czym mówię...: "na rzecz innych osób lub całego społeczeństwa" - widzicie to? Powinno być: "na rzecz innych osób lub całej ludzkości". Podam więc poprawioną, zwięzłą i ścisłą definicję "wolontariatu":
"Dobrowolna, charytatywna i świadomie solidarna praca".
A teraz przejdźmy do tego, co dla wolontariatu jest najważniejsze - do praktycznych aspektów pracy wolontariuszy. Oto "najlepsze praktyki", jak mawiają ITILowcy:
Te najlepsze praktyki są dwie, wypracowane przez Amerykanów i Kanadyjczyków. Oto pierwsza:
1. "Eyes see hands do"
Pierwszą zasadę nazywam zasadą spontaniczności, będącą przeciwieństwem rosyjskiej zasady: "Glaza boyatsya, a ruki delayut". Najlepiej zrozumieć ją na przykładzie podnoszenia papierka z alejki w parku - zasada ta mówi, że jeśli dostrzegasz papierek, to natychmiast go podnosisz, zanim zdążysz sobie uświadomić, że to nie twoje zadanie, tylko służb miejskich, dozorców, tego kto wyrzucił papierek, a może jeszcze kogoś innego...
Druga zasada niejako uzupełnia pierwszą. Kiedy z jakiegoś powodu ręce nie zdążą wystartować do roboty, zanim pojawią się pierwsze refleksje hamujące działanie, wtedy ma zastosowanie druga, bardziej stanowcza zasada:
2. "Just do it"
Drugą zasadę najłatwiej zrozumieć, kiedy trzeba coś kupić dla stowarzyszenia. Zastanawiasz się, czy da się wcisnąć ten zakup do jakiejś pozycji w budżecie stowarzyszenia; kombinujesz, czy zdążysz zorganizować nadzwyczajną telekonferencję Zarządu; wysyłasz SMSa do księgowego i czekasz na odpowiedź... chrzań to! Po prostu to kup... i nie zgub rachunku. Przy okazji dasz rachunek kasjerowi stowarzyszenia, a on zwróci ci pieniądze, bez zastanawiania się, czy to da się zaksięgować, czy to co kupiłeś jest potrzebne... bo kasjer też zna tę zasadę.
I tak doszliśmy do największego zagrożenia dla wolontariatu - do wsparcia instytucji państwowych. Pieniądze od państwa paraliżują wolontariuszy zamiast im pomagać. Biurokracja zawsze będzie się zastanawiać, czy dobrze wydała pieniądze. Biurokracja w najlepszym przypadku zawsze chce mieć udokumentowane i udowodnione, że pieniądze zostały wydane z pożytkiem, w najgorszym przypadku chce mieć udokumentowane i udowodnione, że pieniądze zostały wydane zgodnie z przepisami.
Kto przyjmie pieniądze od państwa, musi potem udowodnić, że zostały one wydane zgodnie z przepisami i celami stowarzyszenia. Wolontariusze zostają sparaliżowani, bowiem wszystkie niezaplanowane wydatki muszą mieć uchwałę Zarządu.
Nie przypadkiem wolontariat rozwija się w wolnym świecie, a nie w krajach socjalistycznych. W Polsce wolontariat zaczął się w 1990, ale po powrocie PZPR (SdRP) do władzy państwo zaczęło prześladować pozarządowych, tak jak w PRL. Ta presja państwa na pozarządowych, kontynuowana przez POPiS, trwa do dzisiaj.
Kochani Wolontariusze! Nie bierzcie pieniędzy od państwa. Dopóki jesteście wolni, dopóty możecie robić co chcecie, byle nie łamać prawa. Ale kiedy weźmiecie pieniądze NA coś, a nie ZA coś, wtedy będziecie musieli robić to tak, jak biurokracja wam każe.
PS. Teoretycznie jest możliwe, że gdzieś w wolnym świecie istnieje państwo, którego rząd wspiera wolontariat. Na czym polega prawdziwe wsparcie? Na płaceniu z dołu, a nie z góry. Przychodzisz do urzędu i przedkładasz "Roczne sprawozdanie z działalności stowarzyszenia". Urzędnicy analizują wydatki i zwracają część pieniędzy, jeśli uznają wydatki za godne państwowego wsparcia. A kto nie chce zwrotu, w ogóle nie przedkłada urzędowi takiego sprawozdania - wystarczy standardowe sprawozdanie finansowe na potrzeby urzędu podatkowego.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)