Zacznę tym razem od zadania domowego i częściowego rozwiązania tego zadania. Zadanie brzmi: Zastanówcie się, w jakich kontekstach w literaturze pojawia się słowo "imperator". Częściowym rozwiązaniem jest podanie dwóch skrajnych przykładów. Skrajnie superlatywny - dobry i boski, oraz skrajnie pejoratywny - zły i szatański.
Boski Imperator najpiękniej jest opisany w Wojnie i Pokoju. Narratorem jest Mikołaj Rostow. Miłość Mikołaja do Imperatora to jeden z najpiękniejszych opisów w literaturze światowej uczuć, jaki człowiek może odczuwać wobec Boga. Ta gloria, w której objawiał się Mikołajowi Aleksander - Mikołaj widział Aleksandra na własne oczy, ale glorię dodawała Aleksandrowi miłość Mikołaja. W taki sposób postrzegali cara Rosjanie i wielu Polaków przyjęło w 1812 tę narrację z wdzięczności za wyzwolenie Polski z terroru kurdupla.
Na przeciwnym biegunie znajduje się Imperator z Gwiezdnych Wojen - szkaradny kurdupel siejący dookoła śmierć i zniszczenie.
Jakich jeszcze "imperatorów" znacie?
Na tym kończę wstęp i przechodzę do meritum - do wniosków z tej pracy domowej. Jednym z wniosków jest ten, że boski imperator jest postacią rzadką. Słowo "imperializm" nie wywołuje zdziwienia, że pochodzi od kogoś tak boskiego. Imperializm odbieramy jako zło, gdyż imperatorów oceniamy zwykle, jako zło.
A teraz popatrzcie, co zrobiła z nami rosyjska propaganda imperialna. Zawsze wiedzieliśmy, że na wschodzie mamy imperatora. Nasi monarchiści tęsknią za powrotem cara na tron Polski, bo wspominają jak dobrze żyło się ich przodkom pod rządami boskiego imperatora do około 1820 roku... Aż tu nagle około 100 lat temu słowo "imperator" zaczęło wychodzić z użycia. Propaganda leninowców i stalinowców okazała się tak skuteczna, że większość Polaków prawie zapomniała o słowie "imperator".
Potem była rosyjska okupacja i słowo "imperator" nie było używane w odniesieniu do Chruszczowa i Breżniewa. Czy cenzura zabraniała używania tego słowa? Czy to polski cenzor wewnętrzny zabraniał Polakom myśleć o imperatorze tym słowem?
Dzisiaj większość Polaków ma już odblokowany mózg. Myślimy czasem, a nawet mówimy odważnie, o Rosji, jako o "imperium". Politykę Rosji nazywamy "imperializmem". Cara (nie pamiętam oficjalnych tytułów Putina) Rosji nazywamy "imperatorem". Ale często nasz język pokazuje, że jeszcze niedawno nasze mózgi były zablokowane.
W PRL myśleliśmy, że Rosja jest krajem z przeszłości - została zmieciona przez Rewolucję i że teraz jesteśmy jednym wielkim wolnym słowiańskim narodem radzieckim pod światłymi rządami władz sowieckich (co znaczy to samo co radziecki). Szczególnie słowo "radziecki", którego nikt nie rozumiał, kojarzyło się polskim sowietom z czymś dobrym, szlachetnym i sprawiedliwym. Słowo "Rosja" wywoływało w PRL zdziwienie:
"Jaka Rosja?! Rosji już dawno nie ma! Rosja i inne państwa połączyły się w nowy bezpaństwowy twór polityczny o nazwie ZSRR lub RWPG, jak kto woli - ZSRR obejmuje mniej krajów niż RWPG, ale znaczy to samo - rodzaj federacji bratnich narodów".
A słowo "imperator" w PRL istniało? Tu was, młodzi, zaskoczę: Istniało. Tym słowem sowieci nazywali demokratycznie wybranego prezydenta USA. Polscy sowieci byli totalnie ogłupieni przez Rosjan, których nie wolno było nazywać Rosjanami. W PRL nazywano ich "ludźmi radzieckimi" lub "sowietami". To dwa największe absurdy sowieckiej wiary Polaków: "imperator", jako nazwa prezydenta USA i "sowieci", jako nazwa Rosjan. Co jest większym absurdem: "amerykański imperator" czy "człowiek radziecki"?
Czy wciąż żyją wśród nas wierni ludzi radzieccy, wierzący w amerykański imperializm?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)