Chcąc dobrze zrozumieć zagadnienie, którego nie rozumieją rządzący socjaliści, trzeba zacząć od zrozumienia błędu, który popełniają, używając sformułowania: "fikcyjne samozatrudnienie". Walczą z nim w imię wyższego budżetu, jakby to była wartość sama w sobie. A tymczasem jest to wartość głównie dla biurokracji. To przypomnienie jest dobre na wstęp, więc przypomnę, że w kapitalizmie budżet państwa pełni inną funkcję niż w socjalizmie, gdzie jest po prostu własnością klasy rządzącej, jak w feudalizmie. W kapitalizmie budżet jest rachunkiem, z którego opłacane są usługi świadczone przez państwo. Kapitaliści prawicowi, zwani liberałami, wierzą w zasadę, że im mniej pieniędzy w budżecie, tym lepiej dla ludzi, bo usługi świadczone prywatnie są tańsze i wyższej jakości. Kapitaliści centrowi, zwani socjaldemokratami, wierzą, że im więcej pieniędzy w budżecie, tym lepiej dla ludzi, bo dostają oni więcej pieniędzy w postaci świadczeń socjalnych.
Po takim wstępie łatwiej dyskutować o fałszywych umowach, które w Polsce obniżają dochody rządzących socjalistów. Ich chciwość nie pozwala im rozumieć zła, jakim jest fikcyjne zatrudnienie, fikcyjne samozatrudnienie i inne fałszywe umowy (o pracę). Zło jest typu "dwa w jednym".
Pierwszym złem, tym fundamentalnym, jest odebranie godności człowiekowi, którego władcy zmuszają do zawarcia umowy o pracę. Tymczasem umowa o pracę powinna być dobrowolna z obu stron. Biznesmen i pracownik są wolnymi ludźmi, więc mają naturalnie prawo zawrzeć między sobą godną i korzystną dla obu stron umowę... a nawet czasem niekorzystną, np. z litości dla pracownika lub pracodawcy (np. słabego zdrowia) można mu zaoferować lepsze warunki niż rynkowe; albo np. z solidarności z pracodawcą lub pracownikiem (np. prowadzącym wolontariat) można mu zaoferować lepsze warunki. "Umowy" o pracę, zawierane pod przymusem, odbierają ludziom godność. Umowy dobrowolne i godne nie muszą być nawet jednakowo korzystne z punktu widzenia finansowego i rynkowego.
Drugim złem jest fałszywość umów. Jeżeli przepisy różnicują umowy o pracę ze względu na jakieś cechy, np. takie jak prawo do urlopu, to trzeba pilnować, aby umowa miała nazwę zgodną z prawdą. Dla ułatwienia podam najprostszy możliwy przykład takiego rozróżnienia, czyli wspomniany już podział na umowy z urlopem i umowy bez urlopu. Nazwijmy pracę z urlopem pracą "stałą" (bo pracownik stale się męczy i musi mieć urlopy wypoczynkowe), a pracę bez urlopu nazwijmy pracą "dorywczą" (pracownik prawie zawsze wypoczywa, bo zbyt rzadko pracuje, żeby się zmęczyć). Teraz pojęcie "stałości" przestało być słowem potocznym - stało się specjalnie zdefiniowanym terminem urzędowym. "Praca stała" to idiom, oznaczający pracę z urlopami. "Praca dorywcza" to też idiom, oznaczający pracę bez prawa do urlopu.
Przyjrzyjmy się szczegółom na konkretnym przykładzie. Wyobraźmy sobie pracownika opiekuńczego, który opiekuje się swoim pracodawcą słabego zdrowia. Praca polega na całodobowej dyspozycyjności opiekuna, także podczas wakacji. Opiekun po prostu wyjeżdża ze swoim pracodawcą na urlop, który pracodawca odbiera, ponieważ ma dobrą stałą pracę (zdalną - np. felietonisty w renomowanym czasopiśmie) i stać go na zatrudnianie opiekuna. Opiekun nie ma prawa do urlopu - jest więc pracownikiem "dorywczym". Jego pracodawca słabego zdrowia jest pracownikiem "stałym", więc ma prawo do urlopu. Przykład dla miłośników seriali z wyższych sfer - pracodawca opiekuna jest brokerem jakiegoś miliardera, więc jego opiekun oczywiście woli z nim wyjeżdżać na darmowe luksusowe wakacje niż mieć prawo do urlopu i samemu sobie go organizować i opłacać.
Inny przykład - księgowego zatrudnionego w stowarzyszeniu na etat stałej pracy. Wynagrodzenie bardzo niskie, ale księgowy popiera działalność stowarzyszenia, więc zamiast zapisać się do stowarzyszenia, jako członek i przypadkowy woluntariusz, woli zatrudnić się, jako księgowy. Oczywiście jego praca nie będzie stała w sensie potocznym - troszkę pracy raz na tydzień i dużo pracy jeden dzień w miesiącu.
Już pewnie sami zaczynacie rozumieć, o co mi chodzi. "Stała" praca na etacie może mieć charakter dorywczy - nie musi być pracą stałą w sensie potocznym, a praca "dorywcza" na umowie śmieciowej może być pracą stałą 24/7. O tym, czy praca jest "stała", czy nie, decyduje treść umowy o pracę - czy zawiera standardowe prawo do urlopu.
To były tylko abstrakcyjne przykłady, aby było łatwo zrozumieć, a teraz zejdziemy na Ziemię... i zrozumiemy, czym jest "fikcyjne samozatrudnienie". Zejście na Ziemię oznacza zrozumienie, że nie żyjemy w kapitalizmie. Pracodawcą wielu ludzi nie jest kapitalista, ale socjalistyczne państwo. W świecie socjalizmu umowy o pracę nie są partnerskie - są rodzajem niewolnictwa, tak jak chłopstwo i rzemiosło w feudalizmie, bowiem socjalizm jest nowoczesną odmianą feudalizmu. Pracodawcą nie jest kapitalista, ale feudał (zwany arystokratą lub biurokratą), czyli pan.
I tak doszliśmy do fikcji samozatrudnienia w socjalizmie. Panowie układają przepisy ("prawa") pozwalające im łatwo wyzyskiwać pracowników na podstawie fałszywych umów o pracę lub na podstawie fałszywych umów z samozatrudnionym wykonawcą, udającym kapitalistę. Samozatrudnienie jest w socjalizmie fałszem. Klasa rządza mówi światu: "patrzcie, nasi poddani są wolnymi biznesmenami"... a za chwilę mówi: "patrzcie, nasi poddani są pracownikami posiadającymi wszelkie prawa pracownicze". Tymczasem ci poddani robią to, co władza im każe - kiedy władcy jest łatwiej eksploatować niewolnika za pomocą umowy z samozatrudnionym, wtedy zatrudnia samozatrudnionych, a kiedy woli mieć niewolnika na etacie, wtedy zatrudnia kogoś na etat. Oto jest istota fikcji i fałszu w sektorze państwowym.
Jak widać, dyskusje o samozatrudnieniu i umowach śmieciowych są dwie różne: w kapitalizmie dyskusja o wolnych umowach partnerskich jest zupełnie inna niż dyskusja o fikcyjnych "umowach" feudalno-socjalistycznych między panem a poddanym.
A na koniec refleksja, teraz już pewnie dość oczywista. W Polsce (w UE) mamy dwa światy, które się przenikają. Mamy enklawy kapitalizmu, gdzie biznesmeni i pracownicy są partnerami umów i sami wybierają najlepszą dla obu stron formę umowy: umowa o pracę, umowa na usługę, umowa z dostawcą... ale mamy też enklawy socjalizmu (feudalizmu), gdzie rządzą panowie, którzy eksploatują niewolników na podstawie umów z państwem o pracę, umów państwa z wykonawcą, z usługodawcą... Różnica jest taka, że w enklawach socjalizmu umowy nie są ani partnerskie, ani dobrowolne.
Każda umowa w enklawie kapitalizmu naturalnie jest dobrowolna z obydwu stron... ale obie strony muszą stale pamiętać, że mają wspólnego wroga ludzi - tego samego wroga, którego mieli poddani w czasach feudalizmu - tym wrogiem jest biurokracja, dawniej zwana arystokracją.
PS. Najprostsza umowa o pracę - dobrowolna i partnerska: "Pracownik zobowiązuje się wytwarzać bulugi wysokiej jakości. Pracodawca zobowiązuje się dostarczać pracownikowi surowiec, narzędzia i warunki do produkcji bulug wysokiej jakości. Wynagrodzenie jest proporcjonalne do liczby wytworzonych bulug godnie z umową. Każda ze stron ma prawo wypowiedzieć umowę z miesięcznym wyprzedzeniem, bez żadnych konsekwencji. W przypadku niedotrzymania lub zerwania umowy bez miesięcznego wyprzedzenia, strona zrywająca zobowiązuje się do pokrycia strat drugiej strony". W przypadku obustronnego niedotrzymania lub zerwania ważne jest tylko pierwsze w czasie".


Komentarze
Pokaż komentarze