Kiedyś napisałem tutaj notkę z precyzyjnymi obliczeniami, w jaki sposób liczba dzieci wpływa na rozwój gospodarczy, czyli tzw. dochód narodowy. Obliczenia przeprowadziłem przy założeniu, że inne czynniki pozostają niezmienne, np. dyscyplina pracy, wzrost długości życia, dopływ kapitału zagranicznego, gastarbeiterów... Nic się nie zmienia, poza liczbą dzieci, rodzonych przez Polki. Nie będę powtarzał szczegółowych obliczeń - kto jest zainteresowany niech zajrzy do tamtej notki. Przypomnę tylko tezę, którą udowodniłem:
Średnia liczba dzieci rodzonych przez jedną kobietę, zapewniająca najszybszy rozwój gospodarczy, wynosi około 1.7 zdrowego dziecka.
Teraz skupię się na ułatwieniu zrozumienia. Dawniej wierzyłem w to, że matematyka ułatwia rozumienie, ale dzisiaj już wiem, że na takim forum trzeba wszystko prosto i jasno tłumaczyć, bo dominacja trolli sprawia, że matematyka i fizyka są naukami podważanymi, zgodnie z filozofią postmodernizmu.
Skrajne przypadki ułatwiają zrozumienie istoty rzeczy:
Popatrzmy więc na model gospodarki z zerową liczbą dzieci. Nic się nie zmiana poza tym, że Polki nagle przestają rodzić dzieci. Przez pierwsze 10 lat gospodarka rozkwita, bo ludzie nie mają co robić z zarabianymi pieniędzmi, więc inwestują bezpośrednio albo pośrednio - np. przez banki, gdzie gromadzą oszczędności. Po 20 latach połowa pracowników odeszła na emeryturę i produkcja spadła dwukrotnie. Po 30 latach ludzie zaczynają głodować...
Popatrzmy więc na przeciwną skrajność - Polki nagle zaczynają rodzić 10 dzieci (co 2 lata przez 20 lat w wieku 18-38). Po dziesięciu latach liczba dzieci powiększy się tak bardzo, że ludzie zauważą, że już nie stać ich na żadne inwestycje czy oszczędności - wszystko muszą wydawać na utrzymanie rodziny, bo mają coraz więcej małych dzieci, a coraz mniej kobiet pracuje zawodowo. Po 20 latach dzieci masowo umierają z głodu, chorób i wojen gangów ulicznych.
Teraz pewnie będzie Wam łatwiej zrozumieć istotę rzeczy: właściwą proporcję między liczną ludzi pracujących na utrzymanie, a liczbą ludzi na utrzymaniu tych pracujących. Im więcej (względnie, stosunkowo) ludzi pracuje, tym więcej pieniędzy mają na utrzymanie niepracujących: dzieci, matek (karmiących), bezrobotnych, rencistów i emerytów. Więcej pieniędzy zostaje im na oszczędności i inwestycje.
Istotą rzeczy jest zauważenie tego: za mało dzieci - jest źle. Za dużo dzieci - jest źle. Jaki jest z tego wniosek najprostszy? W matematyce mówimy: "funkcja posiada ekstremum". W potocznym języku zamiast "ekstremum" mówimy "liczba optymalna" lub jeszcze prościej i dosadniej: "wartość najlepsza". I teraz zaczynacie rozumieć, prawda... można policzyć, która liczba jest najlepsza. Przy jakiej liczbie dzieci odsetek pracujących jest najlepszy? Ja to policzyłem - ta liczba to w przybliżeniu 17/10.
Popatrzmy więc na model optymalny gospodarki Polski. Każde 10 Polek rodzi 17 dzieci w swoim życiu. Mija 10 lat, mija 20 lat, mija 30 lat... a Polska pozostaje w równowadze - cały czas zachowując najwyższy odsetek pracujących, najwyższe wskaźnik inwestycji, najwyższe możliwe tempo rozwoju w określonych i stałych warunkach... Ale jest jeden feler - coś się powoli zmienia. Co zauważymy za 100 lat?
Zauważymy za 100 lat minimalny spadek liczby ludności, mimo wydłużającego się czasu życia ludzi... chyba, że nauki biologiczne coś wymyślą, ale to nie musi się udać. Przyjmijmy więc, że za 100 lat ludzie będą żyli średnio 100 lat... a to nie wystarczy - liczba ludności się zmniejszy, a więc PKB zacznie spadać. Oczywiście nadal będziemy rozwijać się szybciej niż inne kraje (różniące się od Polski tylko tym, że rodzą nieoptymalną liczbę dzieci) - nadal będziemy im uciekać w rozwoju, nadal będą zostawać za nami coraz bardziej z tyłu... ale za jakieś 200 lat ta odległość zacznie się zmniejszać z tego właśnie prostego powodu. Liczna Polaków będzie za mała.
Warto więc zrozumieć, że nie tylko od liczby dzieci zależy rozwój gospodarczy. Liczba 17/10 jest i pozostanie najlepsza - tego nie ma sensu zmieniać. Warto zmienić inne czynniki, np. zamiast rodzić nadmiarowe dzieci lepiej sprowadzić gastarbeiterów, którzy są najtańszymi pracownikami, albo np. w miarę poprawiania się zdrowia seniorów można podnieść granicę wieku emerytalnego - zdrowi seniorzy są najwydajniejszymi pracownikami i najlepszymi mentorami, albo np. upowszechnić pracę zdalną dla matek karmiących, albo np. inwestować więcej w podnoszenie wydajności pracy... Istnieje mnóstwo czynników wpływających na rozwój kraju silniej nawet niż liczba dzieci - wystarczy w miejsce metod socjalizmu wprowadzić metody kapitalizmu, a wtedy można rodzić nawet 3 dzieci i mimo to prześcigać w rozwoju kraje socjalistyczne rodzące optymalne 17/10 dzieci...
Zejdźmy na zakończenie na Ziemię. Polska znów stała się krajem socjalistycznych i dlatego upada gospodarczo - cieszmy się więc, że nie rodzimy za dużo dzieci, bo socjalistycznej Polski po prostu nie stać na utrzymanie nawet 2 dzieci



Komentarze
Pokaż komentarze