Morawiecki gra o centrum. Nowa jakość czy zasłona dymna?

Redakcja Redakcja Wideo Salon24 Obserwuj temat Obserwuj notkę 41
Mateusz Morawiecki ogłosił zamiar założenia stowarzyszenia. Powiedział to wprost w rozmowie z "Wirtualną Polską". Co za tym stoi? Czy to próba budowania mostu do PSL i nowego centrum, czy raczej karta przetargowa w rozmowach wewnątrz PiS? Ten wątek zdominował najnowszy odcinek podcastu Salon24, w którym Piotr Paciorek rozmawiał z Jackiem Protasiewiczem, Adamem Abramczykiem i Łukaszem Jasiną.

Nikt z gości podcastu nie udawał zaskoczenia. Morawiecki budował tę pozycję konsekwentnie od miesięcy i każdy, kto śledził jego ruchy, wiedział, że to tylko kwestia czasu. Abramczyk zauważył, że trudno dziś wskazać polityka, który poradziłby sobie z nim w otwartej debacie. Kosiniak-Kamysz stanął do tej konfrontacji i wypadł dobrze, ale realizował przy tym własny cel. Rozmówcy Salon24 byli zgodni, że Morawiecki wysyłał w tej debacie bardzo konkretny sygnał w stronę Kaczyńskiego. Przekaz był prosty: mogę przeprowadzić PSL do koalicji, w której PiS dyktuje warunki.

Obejrzyj najnowszy odcinek podcastu Salon24: 


Co mówią liczby o Morawieckim

Sondaż SW Research dla "Rzeczpospolitej" pokazuje, że gdyby Morawiecki założył własną partię, 16,7 proc. respondentów rozważyłoby na nią głosowanie. Najsilniejszy elektorat byłego premiera to mężczyźni, osoby w wieku 35-49 lat oraz mieszkańcy wsi i największych miast. Im wyższe wykształcenie, tym mniejsza skłonność do popierania nowego projektu. Przy obecnym rozdrobnieniu sceny politycznej taki wynik czyniłby z nowego ugrupowania realnego gracza.

Stowarzyszenie jako karta do gry

Protasiewicz i Abramczyk zgadzali się, że ten ruch ma co najmniej dwa możliwe znaczenia. Pierwsze to sygnał dla Kaczyńskiego. Morawiecki pokazuje, że ma zaplecze, że może działać samodzielnie i że jego cena przy rozmowach o listach rośnie. Problem w tym, że w otoczeniu prezesa działa środowisko, które Abramczyk nazwał zakonem PiS. Błaszczak, Brudziński i im podobni od lat czekają na moment, gdy pozbędą się tych, których traktują jak przybyszów. Morawiecki w tej narracji jest właśnie takim przybyszem, niezależnie od tego, ile lat spędził w rządzie.


Drugie czytanie jest jednak równie prawdopodobne. Trzydziestu posłów i dziesięciu europosłów, którzy mają tworzyć trzon stowarzyszenia, mogłoby stać się zalążkiem czegoś nowego. Nowego centrum, budowanego razem z PSL, który od dawna szuka powodu, żeby nie iść na wspólne listy z Koalicją Obywatelską.

PSL: nóż w plecy czy partnerstwo?

Pytanie o PSL rozgrzało rozmowę najbardziej. Protasiewicz postawił tezę wprost: Kosiniak-Kamysz w końcu wbije nóż, ale zrobi to dopiero wtedy, gdy będzie mógł sam zostać premierem. Jasina dodał do tego portret psychologiczny lidera ludowców. Kosiniak-Kamysz to człowiek o wyjątkowej kulturze osobistej, co w polityce bywa raczej balastem niż atutem. Stąd te hamletowskie wahania, które wszyscy obserwują. Historia jednak postawi go przed wyborem bez dobrego wyjścia. Wejście na wspólne listy z KO to dla PSL niemal certyfikat likwidacji. A partia, która przetrwała PRL, niekoniecznie chce skończyć jako przybudówka Tuska.

Tusk i rachunek, który dopiero nadejdzie

Rozmówcy Salon24 byli bezlitośni w jednej ocenie. Tusk po wyborach 2023 roku miał szansę zostać premierem koalicyjnym w pełnym sensie tego słowa. Mógł rozdzielić odpowiedzialność, dać partnerom realny wpływ, zbudować coś trwałego. Zamiast tego wybrał model, który Protasiewicz opisał jako politykę piątego piętra. Wszystko decyduje się u góry, partnerzy dostają do podpisania gotowe rozstrzygnięcia. Kosiniak-Kamysz wprowadził do koalicji 14 procent wyborców i w zamian dostał mniej wpływu niż niejeden poseł Solidarnej Polski. Ten dług będzie musiał być kiedyś spłacony.


Osobny rozdział to kampania prezydencka. Tusk wszedł między turami do gry osobiście, zaatakował Nawrockiego frontalnie i osiągnął efekt odwrotny od zamierzonego. Abramczyk porównał go do feldmarszałka Bluchera, który wkroczył pod Waterloo z przekonaniem, że rozstrzygnie bitwę. Nie rozstrzygnął.

Rozmowa skończyła się bez gotowej odpowiedzi, bo polska polityka jej dziś nie daje. Przestrzeń między twardym PiS a lewym skrzydłem KO istnieje i jest spora. Morawiecki ją widzi. PSL ją widzi. Pytanie, kto pierwszy zdobędzie się na ruch, który nie jest tylko sygnałem, ale realnym projektem. Na razie mamy stowarzyszenie i sondaż. Reszta przed nami.

red.


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj41 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (41)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo