doku doku
115
BLOG

Czym się różni terroryzm?

doku doku Polityka Obserwuj notkę 2

Ponieważ niektóre tematy są niekomentowalne w warunkach działania salonowego cenzora, więc nie widzę innej możliwości, niż napisać notkę. Miał to być komentarz, ale cenzor usuwa niektóre treści i jak wiecie, nie ujawnia, za co usuwa... zresztą jest niekonsekwentny - czasem usuwa posty losowo. To miał być komentarz do informacji o zamachu na dyplomatów, ale w komentarzach nie wolno pisać nawet o "zabijaniu"...

Zacznę od pytania łatwiejszego: Czym się różni terroryzm od partyzantki? Zdarza się, nawet na naszym światłym forum, że ktoś porównuje terrorystów z partyzantami, sugerując, że np. AK była organizacją terrorystyczną... albo odwrotnie, sugerując, że islamscy terroryści są partyzantami, takimi jak AK. Jednak to są wnioski nieprawdziwe, bo nie ma istotnych podobieństw. To, że terroryści i partyzanci strzelają i chodzą na dwóch nogach, to za mało. Różnice są tak wielkie, że terroryści sytuują się wyraźnie po stronie sił zła, zaś partyzanci - po stronie dobra. Partyzanci zabijają żołnierzy i innych funkcjonariuszy okupanta. Terroryści zabijają cywilów - dzieci i kobiety.

Trudniejsze pytanie odnosi się do wojny bez partyzantki. Gdy nie możemy używać słowa partyzant, musimy zamiast niego używać słowa "bojownik". Jeszcze gorzej brzmi "bojownictwo" czy "bojówka" (zamiast "partyzantka"). Porównajmy np. IRA i oranżystów - angielską sektę (a nie holenderskich zwolenników dynastii orańskiej) antykatolicką. IRA walczyła o wolność Irlandczyków i nie atakowała cywilów, natomiast oranżyści terroryzowali irlandzkich cywilów w kraju przez siebie okupowanym. Dopóki IRA była partyzantką, dopóty jej walka zbrojna nie budziła etycznych kontrowersji. Polityczne kontrowersje oczywiście istniały - Anglicy ścigali IRA jak przestępców, tak jak Niemcy ścigali AK - sojusznicy Anglii musieli więc udawać, że potępiają IRA - jednak etycznie sprawa jest jasna - partyzanci walczą po stronie dobra.

Po upadku ZSRR wszystko się zmieniło i walki partyzanckie w Irlandii ustały. Czuło się, że IRA straciła moralny grunt - wielu partyzantów IRA nie chciało zostać bojownikami - zaakceptowali decyzję rządu o rozejmie i pokoju - nie mieli sumienia zabijać dalej wbrew rozkazom. Podobny dylemat mieli partyzanci z AK, po tym, jak Niedźwiadek rozwiązał AK i zwolnił ich z przysięgi. Niektórzy partyzanci z IRA i AK poradzili sobie z tym, wstępując w szeregi innych formacji partyzanckich. Dla wszystkich partyzantów jest oczywiste, że szlachetniej jest zachować status partyzantów, niż zacząć zaliczać się do bojowników. To są jednak subtelności.

Nadal istnieje ogromna różnica między zabijaniem żołnierzy wroga, a zabijaniem cywilów, stąd bierze się odczucie, że pomiędzy terrorystą a bojownikiem jest przepaść, a pomiędzy bojownikiem a partyzantem odstęp jest niewielki (mimo, że z perspektywy partyzantów jest wyraźnie spory). Bojownik zabija funkcjonariuszy wroga, mimo że nie jest członkiem żadnej partyzantki. Jeśli robi to na swoim terytorium okupowanym, to może jeszcze uchodzić za błędnego rycerza, ale jeśli np. zabija wrogich dyplomatów w innym kraju, to już może budzić wątpliwości, czy walcząc ze złem sam nie stoi po stronie zła. Tylko czy tego rodzaju dylematy są dostatecznie absorbujące, aby zapomnieć o tej fundamentalnej różnicy: czy celują w żołnierzy, czy w cywilne kobiety i dzieci?

Czy można nazwać "bojownikami" tych, którzy z premedytacją celują tak, żeby zabijać cywilne kobiety i dzieci? Tak robi Hamas. A z drugiej strony mamy Palestyńczyków, którzy walczą metodami IRA. Jeżeli nie celują w cywilów, to zasługują na określenie "bojownicy".

Mówienie o Palestyńczykach, jak o terrorystach, jest szczególnie krzywdzące, gdyż Palestyńczycy są ofiarami terroru Hamasu. Hamasiści biorą palestyńskie kobiety i dzieci na zakładników i używają ich jako żywe tarcze. Zdarza się, nawet na naszym światłym forum, że ktoś porównuje hamasistów z Palestyńczykami

I na koniec najtrudniejsze: Pamiętajmy, że terroryści z Hamasu też są ludźmi potrafiącymi myśleć. Nauczyli się od rosyjskich instruktorów różnych knajackich i bolszewickich sztuczek, wymyślonych przez opryczników, np. nie biorą przypadkowych kobiet i dzieci na żywe tarcze - oni biorą rodziny tych Palestyńczyków, którzy nie chcą być terrorystami. Jeśli uda im się złamać w ten sposób jakiegoś Palestyńczyka, to można przez chwilę zwątpić w tę przepaść między terroryzmem a partyzantką. Czy Palestyńczycy, "zwerbowani" terrorem przez Hamas, przestają zaliczać się do ofiar?  
doku
O mnie doku

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka