W podstawówce wszyscy uczymy się popełniać błędy, prawie wszyscy uczymy się dostrzegać błędy, ale niewielu uczy się wskazywania błędów. Pamiętam, że sam należałem do osób, które dopiero jako osoby dorosłe zaczęły się uczyć wskazywania błędów. W podstawówce z radością i dumą poprawiałem błędy popełniane przez matematyczkę i za każde takie odkrycie dostawałem dodatkową piątkę... Ale nie warto przedłużać wstępu, czasem wystarczy go odfajkować.
Polityką w tym kontekście nazywam kilka mrocznych sztuk: popełniania, dostrzegania, wskazywania i poprawiania błędów.
W socjalizmie najważniejsza jest sztuka popełniania błędów. Twoi przełożeni muszą mieć pewność, że jesteś od nich głupszy i mniej inteligentny, bo inaczej nie masz szans na awans. Twoi koledzy też muszą widzieć, że popełniasz błędy, jak każdy. Życie to nie kartkówka z ortografii czy matematyki... Zresztą nawet w podstawówce niebezpiecznie jest nie popełniać błędów. To jest bezpieczne na niektórych studiach, ale w pracy bezbłędność jest absolutnie nieakceptowalna.
Sztuka dostrzegania błędów dzieli się na kilka osobnych dyscyplin. Sztuka dostrzegania błędów przełożonych jest sztuką trudną, jak zresztą każda sztuka kontrolowania mowy ciała. Jest oczywiste, że nie można parsknąć śmiechem ani skrzywić się demonstracyjnie, ale nie jest oczywiste to, że w ogóle nie można się zdradzić z dostrzeżeniem błędu - twój szef musi wierzyć, że to on odkrył błąd i go poprawił. Sztuka dostrzegania błędów podwładnych wymaga sporej bystrości, gdyż podwładni zwykle są uważni w obecności przełożonych (zwykle! - nie zapominaj o sztuce popełniania błędów), więc trzeba sprawnie dostrzegać nawet drobne błędy podwładnych, żeby móc stale okazywać im swoją wyższość. Sztuka dostrzegania błędów kolegów jest zbyt złożoną dyscypliną - prawdopodobnie wymaga osobnej notki.
Sztuka wskazywania, zgłaszania, raportowania, zaznaczania, markowania, tagowania, sztuka korekty... Kiedy zaczynałem karierę informatyka bardzo się dziwiłem, że programiści obrażają się, gdy trafiają do nich RBO (Raport Błędu Oprogramowania). To była oczywiście wina złej nazwy zaadoptowanej bezmyślnie z jakiegoś standardu. W XXI wieku to jest już nie możliwe - ITIL uczy stanowczo: "adopt and adapt!" RBO stosowaliśmy głupio, jako standardowy formularz, na którym zgłaszane były także błędy popełnione przez projektantów... a nawet analityków. Programista napisał program bezbłędnie, jak zawsze, gdyż programiści mają swoje crosstesty i nie wypuszczą programu, który zawiera błąd... no chyba, że im się zdarzy jakieś nieprawdopodobne przeoczenie...
Albo inna sytuacja, z moich późniejszych doświadczeń. Weryfikujesz jakiś dokument projektowy, znajdujesz błąd, zaznaczasz go, piszesz komentarz, idziesz dalej, tagujesz kolejny błąd... A potem się dowiadujesz, że jakiś VIP się na ciebie obraził, bo w pośpiechu obraźliwie zaznaczyłeś błąd w równaniu "3*3=6" sugerując, że autor nie potrafi mnożyć. A on chciał napisać "3+3=6" i to była omyłka - zwyczajna klawiszówka. Odsuwają cię od weryfikacji... a potem widzisz wersję ostateczną, gdzie jest "3*3=9". Gdybyś od razu zaproponował poprawienie na "3+3=6", to by cię polubili i awansowali, i sami by odkryli, że jednak lepiej napisać "3*3=9".
Najważniejsza zasada: jeśli możesz, to zaznaczony błąd popraw bez komentowania - w formie np.: "czy nie lepiej będzie "3+3=6"?".
I tak doszliśmy do ostatniej z mrocznych sztuk - sztuki poprawiania błędów. Oczywiście nie chodzi tu o autora, który poprawia swoje błędy, bo to jest sztuka dość łatwa, niewymagająca tutaj banalnego lania wody. Skupimy się więc na poprawianiu cudzych błędów, bo jedną z najgorszych rzeczy, jaką możesz zrobić podczas weryfikacji, to napisać komentarz w stylu: "może warto spróbować to jakoś lepiej napisać". Ktoś, kto pisze takie komentarze, trafia w końcu do najgorszej firmy w branży, gdzie wszyscy reprezentują ten sam denny poziom umiejętności pracy zespołowej.
Zupełnie inaczej to wygląda, kiedy taki komentarz zostanie uzupełniony konkretną propozycją w rodzaju: "Proponuję, żeby zamiast tego napisać: "3=3<6".". To konkretna propozycja, na pewno lepsza niż "3*3=6", ale na tyle słaba, że autor wymyśli coś lepszego i będzie miał satysfakcję, że to on, a nie ty, wymyślił najlepsze sformułowanie.
Najtrudniej jest, kiedy musisz sam podać najlepszą wersję, bo wiesz, że akurat w tej kwestii jesteś najlepszy i jak napiszesz coś niechlujnie, to łykną to i opublikują. Przykładowo, jesteś ITILowcem w firmie i weryfikujesz nową wersję słownika pojęć do nowej dokumentacji bezpieczeństwa informacji. "Incydenty" (bezpieczeństwa) mylą im się z "problemami" i "zdarzeniami". Przy okazji ktoś nowy definiuje na nowo słowa "awaria" i "niedostępność", bo jeszcze nie rozumie ITILa. Musisz sam precyzyjnie poprawić te definicje. Musisz po prostu zaufać jasnej stronie mocy...
... Bowiem jasna strona sztuki poprawiania błędów też zawsze jest obecna. Są ludzie, którzy po prostu chcą, żeby było dobrze, aby coś dobrze działało, aby firma zarabiała, żeby Polakom żyło się lepiej, żeby prawda zwyciężyła... Oni po prostu akceptują dobre poprawki.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)