doku doku
72
BLOG

Demokracja bez konstytucji

doku doku Polityka Obserwuj notkę 0

Wciąż widzę dużo niezrozumienia na tym forum dla tego, co najważniejsze w programie każdej dobrej partii - budowanie państwa prawa. Zacznę więc od kluczowego pytania: Czy można popierać demokrację bez nadrzędnej roli niepodważalnej konstytucji? Wyobraźmy sobie państwo, w którym większość władców ustawodawczych ma prawo uchwalić dowolnie absurdalne prawo. Najpierw większością 90% głosów uchwalili prywatyzację wszystkich państwowych firm, a potem taka samą większością uchwalili, że dochód z ich sprzedaży podzielą między siebie w postaci premii za dobre rządzenie. Zauważcie, że celowo wymyśliłem przykład nieistniejący, absurdalny i dobrze umotywowany. Przecież prywatyzacja niemal zawsze jest dobrym ruchem i naturalnie skutkuje ożywieniem i rozwojem gospodarczym, nawet jeśli pieniądze z prywatyzacji zostaną niesprawiedliwie podzielone.

A jednak jest oczywiste, że taka ustawa byłaby złem i naród miałby naturalne prawo po czymś takim wywołać rebelię i wymordować posłów, którzy głosowali za przyjęciem takiej ustawy. A dlaczego nie ma w Konstytucji zapisu, że posłom nie wolno głosować w sprawie własnych wynagrodzeń? To zbyt oczywiste? Wynika z innych, ogólniejszych zapisów konstytucji?

Można bardzo długo dyskutować o różnych niedopuszczalnych pomysłach, których konstytucja powinna zabraniać. Jednak nie ma to sensu, bo dobrze wiemy o tym, że istnieją konstytucje i że starają się one jakoś opisać te granice, których posłom przekraczać nie wolno. Pewnie zauważyliście, że celowo unikam rozważań, czy 70%, czy 80% posłów może zmienić konstytucję. Unikam tego dlatego, że chcę skupić uwagę na innym aspekcie - na tym, że nie potrafimy napisać bezbłędnej konstytucji. To dlatego musi istnieć możliwość przegłosowania jej zmiany. Oczywiście wynika z tego ryzyko, że posłowie zawsze będą mogli zmienić konstytucję a potem uchwalić dla siebie absurdalne premie, mówiąc narodowi: "patrzcie, jak was okradamy - chcemy, żebyście nas zamordowali". Prawda, że to absurd.

Cały ten wywód jest początkiem, prowadzącym do w wniosku, że ten, kto publicznie broni konstytucji, ale nigdy nie proponuje poprawek, jest obłudnikiem. Szczerze, to można tylko bronić tylko wtedy, gdy konstytucja jest bezbłędna. Ale wtedy absurdem jest dopuszczać do zmian. Skoro jest bezbłędna, to trzeba zlikwidować zapis o tym, że 70% (80%) posłów może przegłosować jej zmianę. Ten zapis jest błędny, a więc konstytucja nie jest bezbłędna. Dlatego szczery konstytucjonalista, szczery obrońca konstytucji nie tylko broni konstytucji, ale także zgłasza czasem, co jego zdaniem trzeba w niej poprawić. Nieszczerzy obrońcy konstytucji (którzy nie zgłaszają poprawek) są tak samo źli, jak ci, co próbują łamać konstytucję - uchwalają ustawy sprzeczne z konstytucja, zamiast proponować zmiany konstytucji.

Obie strony zgodnie stoją po stronie zła - budują demokrację bez konstytucji, bo konstytucja łamana i niepoprawiana, to tak, jakby jej w ogóle nie było. Ten, kto zaproponuje publicznie poprawki do konstytucji, ten jako pierwszy pokaże, że staje po stronie dobra - pokaże, że chce poprawić konstytucję, aby była lepsza - aby trudniej było złym ludziom ją podważać i lekceważyć.

Na koniec dam konkretny przykład: "Art. 18. Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej". Czy znacie polityków, którzy publicznie głoszą, że są zwolennikami legalizacji małżeństw homo? Ilu z tych polityków jawnie proponuje ustawę zmieniającą Konstytucję? Który z nich uczciwie przyznał, że jego zdaniem art. 18 jest zły i że trzeba go zmienić? To jest bezbłędny test sprawdzający, który polityk jest uczciwym człowiekiem, a który jest tylko zadymiarzem, stojącym po stronie zła.

doku
O mnie doku

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka