Powściągliwy Dynamitard
Any writard who writes dynamitard shall find in me a never-resting fightard
13 obserwujących
58 notek
88k odsłon
  511   1

Czy zostaliśmy zdradzeni o świcie? czyli o naszej polityce zagranicznej słów kilka.

Rząd PiS poczuł się zdradzony o świcie i trąbi: Amerykanie nas nie kochają, bo się zgodzili na Nord Stream 2, a Niemcy i Rosja są źli, bo prowadzą coraz więcej działań jawnie sprzecznych z interesami naszego regionu. Litwa oszalała i próbuje przejąć rolę pierwszego amerykańskiego lizusa w regionie, a Węgrzy trollują wszystkich, najczęściej polskimi rękami. Zatem Polska postanowiła się na wszystkich (zwłaszcza na USA obrazić) i kopnąć Amerykanów po kostkach. Przyznam szczerze, że przyglądanie się jak szybko polski rząd przeszedł do kąsania amerykańskiej ręki którą wcześniej czule całował, jest co najmniej ciekawe. 

Słowa i polityka nowego Prezydenta USA o zgodzie na budowę NS2 i nie drażnieniu Niemców, choć dla Polski gorzkie i trudne, są jasnym symbolem zmiany myślenia Ameryki o Europie. Od kilku lat bowiem, elity dyplomatyczne USA dyskutujące na łamach Foreign Affairs i Foreign Policy (bardzo polecam, wiele artykułów nie jest za paywallem!) podnoszą, że po pierwsze Europa powinna w końcu sama zadbać o swoje bezpieczeństwo wojskowe albo płacić więcej za amerykański parasol ochronny. Po drugie, w debacie tej od dawna jest jasne, że że strategicznym rywalem USA nie jest już Rosja, ale Chiny i raczej będzie chodziło o to, żeby nie dopuścić do silnego sojuszu Niemcy-Rosja-Chiny. 

Zresztą krytyka amerykańskich elit wobec Donalda Trumpa dotyczyła raczej tego, że próbuje w pojedynkę, przeciw wszystkim pokonać Chiny, lekceważąc dotychczasowych sojuszników. Demokraci zatem przystąpili do odbudowy relacji atlantyckich i budowy sojuszu antychińskiego. I tutaj rola zwłaszcza Niemiec jest dla USA bardzo ważna. Biden zresztą powiedział, że zależy mu na Niemczech, więc nie chce ich antagonizować blokadą NS2. Kto zaskoczony, niech zobaczy jak Amerykanie cynicznie, ale zgodnie ze swoimi interesami na Bliskim Wschodzie potraktował Kurdów. 

Dla Polski oznacza to, że czas wiary w Amerykę jako gwaranta naszego bezpieczeństwa na arenie międzynarodowej i opierania się na relacjach z USA kosztem relacji z Unią Europejską się kończy. Oczywiście, niektórzy twierdzą, że to jest prawdziwa miłość i ona nigdy się nie kończy, tylko przeżywa czas próby. Niezależnie od tego, w musimy zatem przemyśleć nasze cele strategiczne i dyplomatyczne na arenie międzynarodowej. 

Myślę, że warto tu przypomnieć pięcu nienowych zasad polityki zagranicznej:


1) Mierzmy zamiar podług sił i nie wkładajmy palców między drzwi. 

Cnoty umiaru i pragmatyzmu nie były nigdy przesadnie mocno zakorzenione w polskiej polityce zagranicznej. Często naiwność, brak rozeznania albo resentyment uniemożliwiały nam prowadzenie polityki zagranicznej zgodnej z naszymi interesami. 

Zdajemy sobie sprawę z naszej słabości (zwłaszcza liberalnej strony) polegającej na silnej potrzebie zdobywania uznania na europejskich salonach i prowadzenia polityki zagranicznej nie w zgodzie z polskimi interesami, ale zgodnie z wyobrażeniami i oczekiwaniami innych. Jednak po 30 latach wolnej Polski mieliśmy szansę już kilkukrotnie na własnych błędach przekonać się, że siła i powaga naszego państwa jest wprost proporcjonalna do siły naszych firm i naszych możliwości ekonomicznych i organizacyjnych, a nie od pochlebnych artykułów w zachodniej prasie. 

Jasnym jest, że nie cofniemy kijem Wisły i nie zmienimy naszych narodowych przywar w miesiąc. Dlatego proponujemy zacząć od małych rzeczy. Po pierwsze, przyjmijmy, że nie będziemy się angażować w inicjatywy które dotyczą polityki globalnej, ale nie dotyczą nas. Czyli przyjmijmy podejście życzliwego braku zainteresowania takimi sprawami. 

Owszem, miło jest zasiąść przy stoliku z globalnymi mocarstwami, ale warto robić to w określonym celu. Przykładowo, organizowanie szczytu antyirańskiego w Warszawie, było daleko idącym gestem wobec USA, ale przyznać trzeba, że nie mamy zbyt wielu interesów w Iranie i w tamtej części globu (ale przyznać trzeba, że w Iranie to z powodów historycznych Polaków lubią, więc trochę szkoda). 

Podobnie, nie blokujmy jako pierwsi w UE kapitału chińskiego, żeby się przypodobać USA, tylko starannie obserwujemy otoczenie i podejmujmy decyzje pragmatycznie, zgodnie z interesami naszych firm. Zresztą widać, że wiele państw UE, wiedząc że blokowanie Chin jest dla USA priorytetem, świadomie balansuje i nie deklaruje wprost (i za darmo!) wrogich gestów wobec Chin. 

Jeśli narzucimy na swój narodowych charakter takie dwa filtry,, to już będzie duży przełom w polskiej polityce zagranicznej od XVII wieku. Nie od razu w końcu Kraków zbudowano. 


2) Nie grajmy otwarcie i bez powodu przeciwko tym, z którymi mamy silne więzi handlowe.

O utracie Alzacji w 1870 Francuzi mieli “myśleć zawsze - mówić nigdy”. My robimy dokładnie odwrotnie.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka