Kojot Wile E. chyba nigdy nie dopadł Strusia Pędziwiatra.
Skomplikowane pułapki, które uparcie i mozolnie przygotowywał najczęściej odwracały się przeciwko niemu samemu i wszystko zaczynało się od nowa.
I chociaż ze względu na bezmyślno-bezrefleksyjny (przerywany tylko
dziobaniem karmy) pęd do przodu, na pewno można porównać tego gibkiego zwierzaka do wyborców Platformy, to jednak zdecydowanie lepiej wypada porównanie Kojota Wiliego E. do specjalistów do marketingu politycznego z partii Kaczyńskiego.
Ich liczne majstersztyki w stylu przyjęcie w szeregi charyzmatycznego Ryszarda Czarneckiego, pozbycie się Ludwika Dorna, czy publiczne wyśmiewanie znajomości angielskiego popularnego Ziobry są tylko drobnym ułamkiem działań, które powinny przecież służyć zmniejszaniu dystansu do króli…strusia, a tylko go rozśmieszają.
Dzisiaj jednak pojawia się niepowtarzalna okazja odwrócenia trendu, a przynajmniej zasiania ziarna niepewności w sercach pędzących lemi…strusiów. Idealna.
Cóż bowiem wiemy o tych skądinąd sympatycznych stworkach? Czy mają jakieś poglądy poza takimi, które można krótko scharakteryzować: „Ojej, żeby było dobrze i żeby dobrze o nas mówili!”? Względnie „Ojej, żeby było dobrze i żeby mówili o nas nawet i źle, ale podkreślali, że to było dawno, przepraszamy i to się nie powtórzy!”?
Chyba niespecjalnie.
Jest jednak pewien aspekt, który łączy wszystkie pędziwiatry.
Pogoń za blichtrem i pozorami.
A co jest zatem fetyszem idealnym dla nich?
Symbolicznym, a zarazem namacalnym? Przyjemnym dla oka i miłym w dotyku? Powabnym, kolorowym, wartościowym, a co najważniejsze i-n-t-e-r-n-a-c-j-o-n-a-l-i-s-t-y-c-z-n-y-m i w stu procentach europejskim? Fetyszem, który teraz oddala się wielkimi krokami?
No właśnie. Ukochane, wymarzone Euro!
Nie będzie zgrabnych gwiazdeczek w strusiowym portfeliku zbyt szybko!
Kto winien? Rząd! Zwiększa deficyt budżetowy!
A my chcemy, chcemy, już teraz mieć zamiast ksenofobicznej złotówki ten banknot kolorowy!
Myślę, że mądry Kojot wykorzystałby taką okazję.
Wprawdzie liczyć mógłby tylko na tak zwany efekt pijarowy i najwyżej lekkie osłabienie przeciwnika, ale…
...Ale z drugiej strony dobre i to.
Trudno przecież oczekiwać więcej skoro chcąc cokolwiek ugrać, do zdolności poznawczych podmiotu należy dostosować komunikat wprost i ten podprogowy.
Komentarze
Pokaż komentarze (4)