Pewien pan z Bundesrepubliki ma gdzieś na wschodnich rubieżach Wspólnej Europy domek przytulny, a nim gospodarza troskliwego, który (gdy czas pozwoli) w imieniu swego drugiego pracodawcy, wyjaśnia elektoratowi różne skomplikowane niuanse polityki miłości i inne dla maluczkich trudne do pojęcia zawiłości.
Dzięki jego staraniom (rzecz jasna po godzinach, gdy już przybytek chlebodawcy starannie troskliwym ogarnie okiem)
wiemy na przykład, że
w każdym ministerstwie uda się znaleźć jakieś oszczędności albo, że
jeśli sytuacja nie będzie katastrofalna to w 2010 roku rząd dobroduszny podatków nie podniesie ludności.
Już z powyższej, skromnej przecież próbki jego oratorskich możliwości, widać wyraźnie, że ów posłaniec różnych mądrości, lud słowem darzy z głębi serca swego szczodrości.
GdzieŻ zatem powód by go szkalować ohydnymi
słowem, że
„rzecznik polskiego rządu jest, co tu ukrywać, cieciem", skoro ewidentnie to język nienawiści jest i podłości?
Dlatego też wspólnie, społem, wystąpmy w obronie jego godności i powiedzmy i głośno: Głęboko wierzymy, że ktoś rząd reprezentujący przekazem tak pełnym mądrości i w domu Niemca żadnym cieciem być nie może, lecz jeno cześnikiem, może podczaszym, ale na pewno godnym i dumnym krzewicielem polskiej tradycji oraz gościnności! ;-)
Komentarze
Pokaż komentarze (19)