Gdyby natura obdarzyła mnie figlarnymi loczkami, uroczo sepleniącą wymową i zawsze trzydniowym zarostem, być może również ubierałbym zielone okulary, siorbał reklamowo herbatę Lipton i cieszył się opinią słynnego publicysty.
Na szczęście jednak noszę się trochę mniej pretensjonalnie i nie jestem ani trochę sławny, więc mam pełen komfort pisania, co mi ślina z języka na palce przeniesie bez obawy, że zdradzając się myślą głębszą mógłbym nadwyrężyć image na takie i inne okazje gotowy.
Właśnie o tej zalecie anonimowości pomyślałem oglądając dzisiaj rano na Polsat News powtórkę programu z udziałem Piotra Najsztuba i jakiegoś księdza, który być może również jest znany, ale jakoś go nie kojarzę.
Rozmowa dotyczyła
koncertu Madonny i tego, czy katolik ma prawo być jej występem urażony. Obowiązki katolika pełnił oczywiście ksiądz, a wyznawcę bliżej niesprecyzowanej religii (prawdopodobnie marksizmu, ale nie dam sobie za to uciąć głowy) odgrywał właściciel pokręconej fryzury, zielonych okularów i lekko świszczącej mowy.
Zapewnie upraszczam, ale chyba specjalnie się nie pomylę twierdząc, że z wypowiedzi klechy wynikało, że można iść na mszę, a później na koncert
Madonny, a niekatolik potakiwał dodając, że najważniejsza jest świeckość państwa, które nie powinno angażować się w tego typu
spory.
Jakkolwiek, przebieg dyskusji był raczej pokojowy i mało mnie interesował, bo ani słynna wokalistka, ani jakiś miałki ksiądz czy lubiany smakosz herbaty nie są postaciami, których występy mąciłyby spokój mój czwartkowy.
Ożywiłem się dopiero w momencie, gdy redaktor Najsztub stwierdził, że wokalistka jest inteligentną prowokatorką, która wie gdzie uderzać tak, by było głośno, a mimo wszystko włos nikomu nie spadł z głowy.
Chodzi mu tutaj tutaj rzecz jasna o religie, czyli obszary rozpalające miliony. A ponieważ wyznawcy Islamu słyną z dość umiarkowanego poczucia humoru w sprawach własnej wiary i jakaś radosna prowokacja mogłyby się źle skończyć dla śpiewającej
„Like a virgin” diwy, wybór padł na potulniejszych Chrześcijan, którzy najwyżej grzecznie bekną, że krzyż można interpretować różnie, niekoniecznie jako znak chrystusowy.
Tak czy inaczej Najsztub miał oczywiście rację i nie wspominałbym nawet o tym gdyby nie fakt, że gdybając nad prowokacyjną przydatnością wielkich religii, zupełnie pominął Judaizm. Jest to o tyle zdumiewające, że Pan Redaktor jest przecież bardzo
wyczulony na wszelkie przejawy antysemityzmu, który rzecz jasna niekoniecznie należy łączyć z narodową religią Żydów, ale nie bądźmy jednak zbyt drobiazgowi.
Śmiało można bowiem przypuszczać, że jakiś wesoły eksces artystki Madonny wymierzony w wyznawców judaizmu na pewno nie przeszłaby niezauważony. Bardzo ciekawe zatem, że słynny dziennikarz nawet się nie zająknął gdybając, jak mógłby zostać odebrany utrzymany w takich klimatach jakiś wygłup konceryowy.
Oczywiście, może zapomniał. Ale może po prostu wiedział, nie tylko rozsądna Madonna nawet o takiej głupocie nie pomyślała, ale też, że jego image prawdziwego inteligenta i „toleranta” ucierpiałby bardzo, gdyby zaczął tak niedorzecznymi i absurdalnymi spekulacjami mącić zmęczonych widzów głowy?
Komentarze
Pokaż komentarze (6)