Zgryz wielki mają wszyscy twierdzący, że Donald Tusk nie ma żadnych sukcesów.
Symboliczne i na pewno numerologicznie nieobojętne pięćset pięćdziesiąt pięć głosów oddanych na Jerzego Karola Buzka pokazało, że chody wielkie ma nasz premier nie tylko na wschodnich jej rubieżach, ale i w sercu Europy.
Wprawdzie złośliwi podważają nie tylko wpływ Donalda Milionów Polaków na ten wybór, ale wręcz negują trudną do przecenienia, prestiżową, wpływową i sexi rolę przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, lecz to tylko mali zawistnicy i szkoda nawet komentować ich głosy.
Najważniejsze, że były charyzmatyczny premier stał się obecnym charyzmatycznym europarlamentarzystą numer jeden i teraz nikt nam już nie podskoczy.
I chociaż Pan Jerzy swą silną osobowością prestiżowy stolec będzie ogrzewał tylko przez pół kadencji, bo jego następcą w dalszej części będzie Niemiec Martin ‘"Doskonałą okazję do ukarania Polski” stwarza najbliższy szczyt Unii Europejskiej w Lizbonie”’ Schulz, to przecież najważniejsze, że dzięki iście makiawelicznym, zakulisowym, skromnie przemilczanym w mediach staraniom naszej ekipy profesjonalistów, ktoś taki rządzić będzie tylko przez pół kadencji.
(A zresztą, nawet gdyby, Schulz wcale nie wtrącał się w sprawy Polski, a tylko używając skrótów myślowych doradzał nam – serdecznie ściskając kciuki z dobroci serca o braci słowian się troszczył.)
Dlatego też przestańmy wreszcie te wszystkie niemerytoryczne spory nudne i głupie.
Najważniejsze, że Jerzego Buzka mamy na jakiś czas z głowy i gdy Stronnictwo Demokratyczne z przystojniejszym nawet od Krzaklewskiego Olechowskim nowy rząd z uciekającymi z Platformy inteligentami ukręci, kochany jak Pan Jerzy Donald ma szansę nie zostać na lodzie i być naszym nowym-starym premierem, a w przyszłości nie na byle pół, ale na całą kadnecję wybranym charyzmatycznym europejskiego parlamentu przewodniczącym!
Komentarze
Pokaż komentarze (3)