W związku z nieomal powszechną zgodną na ustanowienie pierwszego sierpnia Dniem Pamięci Powstania Warszawskiego na pewno rozgorzała niejedna dyskusja ta temat sensowności wymyślania kolejnych świąt państwowych.
Szczęśliwie sam nie mam w tej sprawie wyrobionego zdania i tym samym wyjątkowo ominąć może mnie szufladka z napisem „prawicowy oszołom, martyrolog i nierób”, względnie ta z etykietą „internacjonalistyczny lewus bez szacunku dla bohaterów”.
Nie żebym czuł się z tym jakoś lepiej, ale przynajmniej mogę skoncentrować się na innych sprawach.
Teoretycznie, bo jednak ta chodząca mi po głowie jest jakoś z tym związana.
Mam tutaj na myśli kwestię bardzo ogólnie rozumianego patriotyzmu i pytania, czy ktokolwiek jeszcze wierzy, że dla rządzących nami ludzi interes Polski jest sprawą priorytetową.
Co więcej, czy obywatele w ogóle zastanawiają się nad tym, że jakkolwiek różnie interes ten można definiować, powinien być on każdego jednego rządu nadrzędnym celem i myślą przewodnią wszelkich działań.
Moje wnioski są oczywiście jednoznacznie negatywne i chociaż mam nadzieję, że przynajmniej część aktywnie działających polityków podpisałaby się uczciwie i szczerze pod
stwierdzeniem: „
Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”, to myśl o społeczeństwie, które nie ma nawet zdania, czego trzeba od władz wymagać trochę mnie przeraża.
Ale pewnie przesadzam i wcale nie jest tak źle.
Najważniejsze przecież, że ciągle chce nam się świętować pamięć tych, którzy mieli trochę większe wymagania.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)