Byłem przekonany, że musi to być „Dzisiaj w Betlejem” i gdy padną słowa „cuda, cuda ogłaszają!” kamera wyłuska gdzieś z tłumu pokraśniałego z zachwytu Johna Fitzgerald Tuska, miłośnika talentu Marilyn Rabczewskiej.
Dopiero po chwili zreflektowałem się, że wykonywanym utworem jest „Cicha Noc”, a premier nie jest obecny na sali.
Słusznie zresztą, bo na pewno nie obyłoby się później bez złośliwych i płytkich komentarzy, że słynna filmowa zmiana gdzie młody Donald występował, była też nocna i cicha, ale raczej nie święta.
Na szczęście te czasy dawno już minęły i dobrze, że miłościwie nam panujący nie daje frustratom okazji do tego typu podłych insynuacji.
Rząd bowiem mamy teraz światły i europejski, więc każda czekająca nas zmiana odbywać się będzie w świetle jupiterów i będzie zmianą na lepsze.
Jeżeli ktoś ma co do tego wątpliwości przypominam, że kolędy są pieśniami czasu miłości i pojednania, a Michał Boni wraca na należne mu, w pełni wykorzystujące jego doświadczenie miejsce.



Komentarze
Pokaż komentarze