Nadpotrzebnie chyba jednak się tak asekuruję, bo kandydatem może przecież być praktycznie każdy i zawsze. Nie ma więc powodu, by od razu przekreślać byłego prezydenta.
To, że konwent ma być zbieraniną mędrców wcale nie oznacza, że Lech Wałęsa już na starcie i niejako z definicji znajduje się na pozycji straconej.
Szanse są, ale sprawę wyboru członka – mędrca komplikuje trochę informacja z ostatniej części tego artykułu, że dobrym kandydatem byłby również Tadeusz Mazowiecki, który "ma szerokie horyzonty i doskonale rozumie idee kształtujące europejską cywilizację".
W sercu młodego europejczyka pojawić się więc musi dylemat kogo poprzeć, bo przecież szerokich horyzontów i rozumienia idei wszelakich również Wałęsie nie można odmówić.
Nikt nie ma chyba wątpliwości, że czasy, gdy ten uchodził za człowieka prostego i mało rozgarniętego, a Jerzy Urban w swoim tygodniku wręcz odliczał czas do jego wyłączenia, wraz z jego poparciem udzielonym Platformie bezpowrotnie minęły.
Czy to nie urocze, że podobnie trochę, jak w wyborach prezydenckich 1990 roku, panowie Wałęsa i Mazowiecki znów ubiegają się o to samo stanowisko?
Z tą drobną różnicą, że ten drugi chociażby z racji wieku i wolnego mówienia jest mędrcem powszechnie przez media niekwestionowanym, a pierwszy do tej roli jest dopiero namaszczanym.
Ciekawe tylko, czy nie pojawi się nagle mędrzec znikąd, który inaczej niż dawniej Tymińśki, obu panów skutecznie pogodzi.
Zapytam więc przy okazji: Co u profesora Bartoszewskiego? Jak miewa się pan Boni?



Komentarze
Pokaż komentarze (9)