W czasie Rewolucji Francuskiej słysząc protestujący pod oknami głodny tłum, dziesięcioletnia wówczas Maria Antonina miała zapytać, dlaczego z braku chleba nie jedzą po prostu ciastek.
Dzisiaj powątpiewa się w prawdziwość tej anegdoty, ale jej wiarygodność nie jest przecież najważniejsza. Pokazuje bowiem pewien sposób rozumowania sprawujących władzę niezależny od czasów i okoliczności. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi i niekoniecznie empatia powstrzymuje nas od mówienia tego, co naprawdę myślimy. Szczególnie, gdy nam samym nie dzieje się nic złego.
Żona Ludwika XVI przypomniała mi się w związku z debatą o dofinansowania z budżetu zapłodnienia in vitro i głośnym ujadaniem w tej sprawie znanej z wrażliwości społecznej lewicy.
Nie chcę tutaj rozwodzić się nad problemami służby zdrowia, które nie mają szans zniknąć bez bankructwa obecnej formy jej finansowania, a tylko pokazać obłudę i cynizm tych, którzy twierdzą, że jakąś receptę posiadają.
Mówienie bowiem w chwili gdy nie ma pieniędzy na podstawowe usługi medyczne o dofinansowaniu sztucznego zapłodnienia, jest bezczelnością pierwszej wody.
Analogia z ciastkami Marii Antoniny nie jest na pewno doskonała, tym niemniej dostrzec można pewne podobieństwa.
Znowu bowiem lud prosty dostaje radę od wrażliwych społecznie indywiduów:
Wprawdzie nie możecie po ludzku się zbadać, ale dlaczego nie macie dostać kasy, by sztucznie się rozmnażać.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)