11 obserwujących
133 notki
85k odsłon
723 odsłony

Piosenka jest dobra na wszystko. Impresje na temat.

Z Internetu
Z Internetu
Wykop Skomentuj46

Piosenka na śniadanie, piosenka na dobranoc; na każdą porę roku i na każdy dzień tygodnia. 

Muzyka jest dobra na wszystko - piosenka jest dobra na wszystko, a w piosence jest muzyka i są słowa. Słowa polskiej piosenki zawsze są łatwe i zrozumiałe:

„Piosenka jest dobra na wszystko:

Piosenka na drogę za śliską,

Piosenka na stopę za niską,

Piosenka podniesie Ci ją.”

Każda muzyka i każda piosenka, albo uspokaja, albo ekscytuje; zmusza do śmiechu albo do łez. Czasem po prostu muzyka gra a piosenka sobie leci i wszyscy są zadowoleni... Ale są piosenki szczególne. Każdy takie ma.

Dawno już temu, będąc uczniem a później studentem, mieszkałem z rodzicami w nowej dzielnicy na praskim brzegu Wisły, która nazywała się Praga Dwa... Kiedy tam zamieszkaliśmy, na całym osiedlu było tylko dziewięć „bloków”, prawdziwych sześciopiętrowych bloków .

Nasz, to była „dziewiątka”... Na osiedle wiodła ulica wybrukowana betonową, sześcioboczną „trylinką”, (wynalazek genialnego Władysława Trylińskiego), która nazywała się Projektowana... Po rozbudowie i uporządkowaniu topografii osiedla nazywała się Dąbrowszczaków... W „dziewiątce” mieszkaliśmy na 5 piętrze z windą. Lokatorzy byli różni, większość znaliśmy i mówiliśmy sobie „dzieńdobry”... Na trzecim piętrze mieszkali Państwo; on wysoki, ona średniego wzrostu, dość pulchna i rudowłosa... Ta Pani była redaktorką i pisywała cotygodniowe felietony do tygodnika „Stolica”, jako „Syrenka”... To była dość popularna Pani.

Pewnego dnia jechałem windą w dół, chyba spieszyłem się na uczelnię.

W pewnym momencie winda zatrzymała się i wsiadł do niej jakiś wysoki mężczyzna... Poparzyłem... i osłupiałem... To był Jeremi Przybora!

W tamtych czasach, kiedy ludzie czekali na „Kabaret starszych Panów” w telewizji, kiedy piosenki z Kabaretu fruwały w radio, telewizji i po ulicy; to było coś niebywałego; to dla mnie było wydarzenie... Piosenki śpiewane przez Kalinę Jędrusik, Wiesława Michnikowskiego, Barbarę Kraftównę, Bogdana Łazukę, Irenę Kwiatkowską,...i wielu innych, wspaniałych wykonawców, znała cała Polska. .. Teraz, ten kabaret, tamte piosenki i wykonawcy, są zupełnie nieznani... Trudno się dziwić, bo jest inne pokolenie, ale też zupełnie inna kultura... Zbyt często bez kultury.

Pan Jeremi wysiadł pierwszy, ja za nim... Zgadywałem, że idzie na nieodległy przystanek autobusowy, bo wtedy jeździło się autobusami i tramwajami. Do przystanku tramwajowego przy Ulicy 11 listopada, był kawałek.

Podrygując, szedłem za nim krok w krok... Pewnie mnie zauważył, bo jak stanąłem obok na przystanku autobusowym, uśmiechnął się; tak, jak tylko on potrafił... Zacząłem z nim rozmowę a on zauważył, że ze mną jest coś nie tak... Pospiesznie coś dukałem... "... znam pana z Teatru Eterek – Mundek, profesor Pęduszko, Pani Eufemia, Pan Gwidon, Kabaret...

Nadjechał autobus, Pan Jeremi znowu się uśmiechnął i powiedział „do widzenia”... Byłem niepocieszony, do zatłoczonego autobusu nie wsiadłem. 

Ale zacząłem na niego czyhać... Rankami, koło ósmej, łaziłem pod klatka schodową i czekałem. Po kilku dniach zrezygnowałem. Aliści, minęło kilka dni i natknąłem się na niego wracając do domu, wieczorem...

Z daleka zobaczyłem jak idzie w kierunku klatki schodowej i przyspieszyłem... Na winę czekał on i jeszcze jakieś osoby; winda była ciasna, jakoś się w nią wepchnąłem, ostatni. W międzyczasie ludzie naciskali przyciski...

Winda zatrzymała się na na trzecim piętrze, wysiadłem żeby wypuścić Pana Jeremiego i z nim zostałem... Popatrzył na mnie zdziwiony a ja zacząłem coś dukać... Niewątpiwie, czuł moją ekscytację; uśmiechnął się i przerwał moje gadanie... 

„Wie Pan, nie będziemy tutaj gadać...” otworzył drzwi i zaprosił mnie do środka... Wszystkie mieszkania w bloku były w tym samym standardzie – „dwa pokoje z kuchnią plus łazienka”, ale w sumie, ich metraż był 56-58 metrów w kwadracie. (Większy metraż miały mieszkania z osobnym „kibelkiem”... Później, budowali mieszkania w „wielkiej płycie” i podobny standard mieszkania dwupokojoego był 36-38 m2). 

Rozmowa w przedpokoju nie trwała długo, bo sytuacja była krępująca; ale kilka minut porozmawialiśmy... Pan Jeremi czując moje rozgrzanie powiedział – „Wie Pan, któregoś dnia umówimy się u mnie na herbatkę”... Podaliśmy sobie ręce...

Niestety, Pan Jeremi na herbatkę mnie nie zaprosił... W czasie rozmowy wyjaśnił, że właściciel mieszkania którego dobrze zna, wyjechał „na placówkę” do ambasady polskiej w Paryżu, jako kulturalny attache.. On był czasowym lokatorem.

Po niedługim czasie zorientowałem się, że Pan Jeremi już tam nie mieszka... Nigdy, nigdzie go nie spotkałem... Tyle lat minęło, a ja to spotkanie pamiętam ze szczegółami...

Normalnie, na Florydzie wstajemy z Zosią około wpół do ósmej, w weekendy trochę później.

Mycie zębów, ablucje... Zosia parzy świeżą kawę i wyciąga biscotti, albo kroi po kawałku chałki którą smaruje jakimś dżemem... Nieraz są owsiane ciasteczka z rodzynkami; jedno, dwa... Śniadanie upływa w ciszy bo dochodzimy do siebie.

Wykop Skomentuj46
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura