Po powrocie Zosią z podróży dookoła świata (w 30 dni) przyszło mi zająć się XX letnim Jubileuszem Salonu24, któr ego gościem jestem od ponad 6 lat... Krótko się przypomnę – JamDziobaty, z mazowiecko – mazurskiego rodu Dziobatych... Jako organista - instrumentalista i niezrównany wykonawca rapowych przebojów z kółka „Ciotka” w Koluszkach (ostatne rapowe wykonanie jakoś tak, we wrześnu 2012); od swojego tutejszego początku uważam, że salonowa historia snuje się jak organiczny sound of music... W tym organowym jubileuszowym koncercie symfonicznym na Salonie, każdy może znaleźć wszystko; w zależności (of course) od zmysłu słuchacza; tj. wyrazu muzycznego smaku, kształtu ucha i wrażliwości słuchu. Fugi J.S. Bacha, par excellence, nie naśladuję.
Co do początków tego koncertu, encyklopedyczne dane trochę się różnią...W infoHistatmad.org , z dnia 23 lutego 2007 (założonego w 2001 roku, pierwszego polskiego portalu internetowego o tematyce historycznej), można przeczytać – „W grudniu 2005 roku Igor Janke założył swojego bloga w portalu internetowym Onet.pl. Stał się jedną z nielicznych znanych osób prowadzących tego typu pamiętnik (o ile słowo „pamiętnik” pasuje do zbioru komentarzy politycznych)” . Ten pamiętnik był muzykowym andante, w tempie spokojnego kroku w przyszłość... W sieciowej wersji powstałej ponad rok póżniej, google podaje trochę inną wersję wydarzeń – „Portal Salon24.pl powstał 16 października 2006 roku. Założycielami serwisu byli dziennikarze Bogna Janke oraz Igor Janke, a także Radosław Krawczyk. Była to innowacyjna na polskim rynku medialnym platforma blogowo-publicystyczna, na której publicyści oraz zwykli użytkownicy internetu mogli na równych prawach komentować bieżące wydarzenia społeczno-polityczne”... Jak tam było, tak było; ale trzeba powiedzieć uczciwie, że koncertowa oprawa na Salonie nadal utrzymywała się na poziomie moderato cantabile i mezza-forte legato.
Historia muzyczna S24 podaje kolejne akustyczne fakty i opinie... (1). Muzyka ambitna i poważna (2006–2014 plus) - miała styl sonatowego allegro, a jego dramatyczny charakter dobrze odbijał przesłanie utworów. Jego ostatnia część liryczna utrzymała muzyczne treści na wysokim poziom merytorycznym, realnie kształtując kierunek agendy medialnej w Polsce... (2). Następny jej etap (2017-2021) - muzyka masowa pod kierownictwem Bogny Janke, przyniosła rewolucję technologiczną; serwis i platforma dyskusyjna zmieniły się w symfoniczne staccato instrumentów perkusyjnych i dętych z dodatkiem organów Hammonda... (3). Kolejny etap (2021–2024) Sławomira Jastrzębowskiego, stał się impezą estradową; postawił na automaty perkusyjne, syntezatory i instrumenty klawiszowe digital, które przyniosły krzykliwe clickbaity i waloryzację monetarną przy pomocy agresywnych reklam... (4). Ostatni etap komercyjny Jana Peńsko (od sierpnia 2024...) - dzieli platformę w koncertowy składak łatwych i prostych dźwięków tytułowo/informacyjnych i rozrywkowych, operujących stylem neodisco i rap ... Rapowany głos blogera brzmi jak instrument perkusyjny; efekty wokalne multiprocesorów, zamieniają blogerską narrację w rozgłośnię salonowego syntezatora... (tumipiaczi).
Badania naukowe (doszczętne) wykazały, że właśnie taka muzyka poznawcza transformuje moduły informacyjne młodych pokoleń w nowy wymiar, w sposób prawie idealny... W efekcie, dwudziestoletni okres Salonu24, wyostrzył jego pierwotny kształt z wielu oczywistych powodów - czas przyspieszył... media spęczniły astronomicznie... technologiczny pojazd zaczął się wyrywać z rąk kierowcy. Algorytmy i nowe decyzje redakcyjne zaczęły promować teksty generujące silne emocje, ruch w interesieie oraz pokaźne walory finansowe... Drzewiej, o sile portalu decydowała swoboda wypowiedzi/w granicach kultury osobistej. Wprowadzenie zaostrzonych i arbitralnych systemów moderacji (w tym autonarzędzi AI, oraz nowych uprawnień administratora) doprowadziło do stanu cenzurkowania i odpinania z witryny głównej, głosów wielu niezachrypniętych i przytomnych blogerów... Elegancko rzecz ujmując - tradycyjni dziennikarze i doświadczeni publicyści odeszli, redakcja postawiła na młodszych twórców treści, którzy zamują się kopiowaniem depeszy agencyjnych... Analizatorem i syntezatorem procesów opiniotwórczych i opiniodawczych na S24 stał się nowy naczelny, Pan Artur Sz. Jednakowoż, oddychając głębiej - Nil desperandum ... płakać nie warto, coś innego warto. Nastały takie czasy że tego trendu nie odwróci nic; w szczególności bezsilne pitolenie... siła i medialna moc tkwią w rewolucji i Mamonie (słowo pochodzenia obcego)... Warto też pamiętać, że zgrzytanie zębami narusza zęby przednie.
Salonowi bywalcy którzy moje notki/felietony kiedyś czytali wiedzą, że odbijałem w nich senne echa wydarzeń i faktów z czasów starożytnych, średniowiecznych i tych całkiem nowych... Brutus z mieczem w ręku; albo konny Wernyhora jako profet wielkość polskich Kresów... towarzysz Stalin w PKiN w Warsawie jako sędzia na procesie polskich dysydentów ... w kształcie sennych mar odwiedzili mnie też premier Tuski i prezes Kaczyński... We śnie zawsze grałem na organach.
Nie byłem więc zdziwiony, że po kolejnym dniu salonowego niebytu, przyśnił mi się wybitny poeta narodowy Norwid, Cyprian K.; który recytował swój słynny rapsod żałobny ku pamięci jednego polskiego generała – jego występ był niezupełnie w stylu rap. Zaraz po tym w uroczystość senną wkroczył słynny polski bard i organista Niemen, Czesław... Nie było to rapowanie bynajmniej; ale zmuzykowana moc rapsodu była niesamowita... Niemen zaśpiewał rapsod organistycznie, manifestując zawiedzionym sprawiedliwością społeczną i rozczarowanym nowym salonowym niebytem, swoje negatywne stanowisko ujemne... Staremu raperowi @D, nie wypadało nic innego, jak oba dzieła połączyć w jedno... Po przebudzeniu i porannej kawie, wydaliłem swój protest song w rapowanej formie, na piśmie ... Zosi się spodobał, więc włożyłem go w jubileuszowy koncert... Uwaga - najlepiej daje się rapować stojąc w rozkroku na ugiętych kolanach - łokcie uniesione do góry, środkowe palce obu dłoni rytmicznie dziobią podłogę.
„Czemu, cieniu miniony > wchodzisz w cyfrowe czeluście / Procesor od łez się zanosi > klawisze toną w newguście / Gdy serwer cicho łka > w modułach słabnie tętno / Data bekap więdnie > w treść zamazaną i mętną / Idą blogery żałobni > z rękami pełnymi iluzji / stare dyski łamią > w zawiedzionej konfuzji / W bateriach zbiera się łezka > nad tamtym bytem spływa / Gdy twarda płyta pęka - smętności więcej przybywa” ... Ważne - na każdą ostatnią literę półwiersza należy kłaść mocny akcent, np. Czemu, cieniu miniony’ > wchodzisz w cyfrowe czeluście’... i tak dalej... Dla uspokujenia dodam, że Koluszki i Częstochowę dzieli tylko trochę więcej niż 100 km w linii prostej.
W uogólnieniu rzekł bym, że tutejsza publiczność salonową muzykę słabo słyszy i słabo czuje; instrumentów muzykowych nie zna i nie wie, że muzyczne koło historii stało się kwadratowe, chociaż w zaprogramowanym dziwnym zarządzeniem losu i technologii cyklu koncerów, organy albo cymbały grają dalej... ("plany nie organy... " , "było cymbalistów wielu" - jak wspomina Wieszcz)...
Tutejsze autorskie teksty przetransformowały się w stroniczki z galeryjkami obrazkowym i listkami referencji, własnych i cudzych; ewentualnie, trzeba dodać kilka zdań własnych... Komentarstwo przeszło metamorfozę w stronę bluzgatorstwa, albo rechotek reklamowych o osiągnięciach pupilów i własnych... Jeśli to przesada, niech mnie kaczki zdepczą; podkreślam wszakże, że kilku ważnych i cnotliwych autorów pozostało.
Jeden cnotliwy he/bloger pisze „Jednak wiem, że w S24 wciąż przeważają normalni blogerzy” - są tacy he/blogerzy których cnota nie opuszcza do grobowej deski, o grobowych deskach she/blogerów nie wspominam... Inny bloger, z wyjątkowym poczuciem homoru, zauważa – „komentarze często mają większą wartość niż notki” jego komentarze to salonowy piedestał.
Na Salonie dzieją się rzeczy różne - pudelkowanie i tik-tokowanie...Podfruwanie i spady w nicość .. Asshologia & Vanity fair... Zasadzki i podkopy. Pratchawce-latawce wiatrem kosząco-nurkowym; laskowi hamleciarze-szekspirowcy i kierowcy pogotowia ratunkowego ruchający w dół... Chorzy na pomarańczową self-chorobę nieuleczalnego wodogłowia, na których czyha dwukolorowa brunatnica... Najwięcej toż po-peerlowskich wykształciuchów lat osiemdziesiątych, którzy budują swoją nową mediaPolskę, do utraty tchu... Nad wszystkim czuwa Artur i jego załoga.
Salon jest jak Polska Ludowa tamta i Polska today, ludowa bardziej... Odbija gusty muzyczne wszyskich uspołecznionych osobników... przynosi echa zawiedzionych nadziei i niespełnionych marzeń... Dźwięki wspomnień wygranych w totolotka i dudnienie obciachów w dużych interesach... melodyjne disco-polo i uliczny polish-rap... zmiany imioniskai list salonowych bywalców... Jeden Pan powiedział że po większej połowie salonowego dachu spływa kwaśny deszcz, ale dobrze jest że jedni się martwią a drudzy się cieszą... Cieszyć się warto - ”Bo ja się czesze byle czym”- jak śpiewał kiedyś Skowroński i Ali-Babki...
Osobiście nawiasem mówię, że zgłosiłem do pewnego wydawnictwa w Warszawie swoją masową epopeję – „Byt należyty i czesanie polskiego jeża. Osiem dekad cierpliwości” ... Ma wyjść na początku przyszego roku... do przeczytania jednym tchem.
Zgodnie z dziobatologią, Salon traktuję zgodnie z poglądem „kruk krukowi oka nie wydziobie”... Nie ze mną takie numery Brunner... Ogólnie rzecz biorąc - „life is good”... Może czasami będę wpadał...
Salonowi życzę zdrowych organów i żeby grało wszystko, aż do przesady.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)