Zapiski z domu buntownika
Choćbyś nie wiem jak bardzo starał się zmienić rzeczywistość, węgiel pozostanie węglem, a tlen tlenem.
3 obserwujących
3 notki
2470 odsłon
546 odsłon

Wybory, wybory i po wyborach

Wykop Skomentuj

„Uff, wreszcie koniec” – to moja pierwsza plebejska refleksja po zakończeniu drugiej tury i ogłoszeniu cząstkowych wyników wyborów prezydenckich, które de facto przypieczętowały reelekcję Andrzeja Dudy na fotel głowy państwa. Uff – bo czuję ulgę z powodu zamknięcia czy raczej zawieszenia brudnej kampanii (chociaż tak naprawdę ta kampania trwa od co najmniej 15 lat i jej końca nie widać), prowadzonej z rozmysłem przez obie strony polskiego duopolu politycznego. Wreszcie – bo z polityką jest jak z sernikiem świątecznym: niektórzy amatorzy słodkości mogliby jeść go całymi dniami, prędzej czy później jednak każdego zemdli i przyprawi o ból brzucha. Koniec – ale tylko pozorny, bo jak już zauważyłem, zwycięstwo Andrzeja Dudy to tylko kolejna wygrana batalia na froncie długotrwałych zmagań Platformy (Koalicji) Obywatelskiej z PiS-em.

 Dziś, 13 lipca 2020 roku Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) opublikowała na swojej stronie dane z 99,99% protokołów z przeprowadzonych wyborów – według oficjalnego komunikatu, aktualnie urzędujący prezydent, wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość, zgromadził 51,08% głosów (co odpowiada 10 433 576 suwerennym decyzjom obywateli), jego kontrkandydat, startujący z ramienia Koalicji Obywatelskiej, Rafał Trzaskowski uzyskał 48,92% poparcia (zagłosowało na niego 9 993 712 Polaków). Mimo zagrożenia epidemiologicznego związanego z koronawirusem, odnotowano wyjątkowo wysoką frekwencję – w drugiej turze wyborów prezydenckich wzięło udział aż 68,16% uprawnionych, czyli ponad 2/3 Polaków posiadających czynne prawo wyborcze. Pokonany w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego gospodarz Warszawy może czuć podwójny niedosyt – po pierwsze, przegrał nieznacznie (o nieco ponad 2 punkty procentowe); po drugie, jego bezwzględny wynik (czyli liczba uzyskanych ważnych głosów w drugiej turze) był z perspektywy historycznej trzecim najlepszym, licząc od transformacji ustrojowej 1989. Oprócz Dudy, w ostatnim trzydziestoleciu tylko Lech Wałęsa zdobył w wyborach prezydenckich więcej głosów od Trzaskowskiego, gdy w 1990 roku pokonywał Stanisława Tymińskiego.

 Gdy pokazałem dziś znajomej mapę z podziałem województw według oddanych głosów, skwitowała ją uśmiechem. Zobaczyła Polskę podzieloną (żelazną kurtyną?) na dwie strefy. Zachodnią – popierającą Trzaskowskiego, oraz wschodnią, stojącą murem za Dudą. Od tego momentu zaszła niewielka zmiana. Według wstępnych sondaży Duda wygrał w 7 województwach, w tym na Mazowszu. Najnowsze wyniki wskazują jednak, że w mazowieckim triumfował Trzaskowski. Czytając komentarze internautów zauważyłem pytania o to, jak to się stało, że mimo zwycięstwa Trzaskowskiego w dziesięciu regionach, globalnym zwycięzcą okazał się Duda. Oczywiście odpowiedź na to pytanie jest prosta – wystarczy przeanalizować strukturę głosów w poszczególnych województwach, żeby zrozumieć, że w kilku regionach przewaga Dudy była znaczna (np. w podkarpackim zgromadził on 70,92% głosów), natomiast Trzaskowski w żadnym regionie nie przekroczył 60% (najbliżej tego był w pomorskim), zaś w kilku miejscach jego wynik oscylował wokół remisu (w śląskim i mazowieckim zagłosowało na niego około 51% wyborców). Tak czy inaczej, po raz kolejny uwypuklił się podział Rzeczypospolitej na dwa obozy. Pozornie ten podział wydaje się dość oczywisty. Stereotypowo (nie mam absolutnie zamiaru nikogo w tym momencie obrażać, posługuję się jedynie mainstreamową nomenklaturą) można powiedzieć, że zwolennicy Trzaskowskiego widzą zachód Polski jako twierdzę nowoczesności, europejskości i tolerancji. Strefę wolną od ksenofobii i ignorowania interesów mniejszości. Wschód naszej ojczyzny jawi się takim wyborcom jako zagłębie obskurantyzmu, uprzedzeń, nienawiści, bezrobocia – słowem, ciemnogród. Z drugiej strony, triumfujący elektorat Dudy uważa się za bastion tradycyjnych wartości i ostoję dla klasycznego modelu rodziny. Ci wyborcy postrzegają siebie jako prawdziwych patriotów, którzy walczą, z ich zdaniem szkodliwymi ideologiami, opierają się wpływom zachodu, pragnąc Polski silnej, suwerennej i opartej na wierze katolickiej oraz tradycyjnej rodzinie. Dla tej grupy ludzi wyborcy Trzaskowskiego jawią się jako jednostki antypolskie, zdeprawowane, którym nie zależy na dobru narodu, a jedynie na wdrażaniu libertyńsko-kosmopolitycznej ideologii.

 Oczywiście prawda jest o wiele bardziej złożona i skomplikowana niż serwują nam to media. W mojej ocenie nie ma obiektywnego podziału na dwie, ani trzy ojczyzny. Przeczytałem dziś wypowiedź Szymona Hołowni, sugerującą, że Polska to w istocie teatr trzech zbiorowych autorów (myślę, że warto w tym miejscu przytoczyć jego słowa): "ekscytujemy się, że jest 10 mln ludzi, którzy zagłosowali na Dudę i 10 mln ludzi, którzy zagłosowali na Trzaskowskiego, zapominając o tym, że jest 10 mln ludzi, którzy nie zagłosowali (…) i stoją obok Dudy i Trzaskowskiego jako trzeci wielki, milczący uczestnik tej II tury wyborów". To oczywiście cenne spostrzeżenie, zwłaszcza że przypadkiem sam zaliczam się do „wielkiego, milczącego uczestnika II tury wyborów”. Określenie to o tyle łechce ego, że podkreśla szacunek do tych, którzy skorzystali z prawa do braku wyboru. Byłoby gargantuiczną arogancją i pychą z mojej strony przerywać milczenie i wypowiadać się w imieniu całej zbiorowości, dlatego przedstawię jedynie własne, czysto subiektywne refleksje, jakie przyszły mi do głowy w trakcie kampanii i tuż po ogłoszeniu wyników wyborów.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka