A raczej ludzie. Nie wiem, po prostu nie wiem, jak zacząć te bazgrały. Potraktujmy to może jako rozwinięcie ostatniego tekstu. Tyle słów ciśnie mi się na usta pisane. Zarówno cenzuralnych jak i niecenzuralnych. Trudno, muszę. Czy zawsze, kiedy najmniej się tego spodziewasz, ktoś musi okazać się skurwysynem? Przepraszam wszystkich czytających za wyrażenie, ale musiałem. I jakoś mi z tym lepiej. Jestem katolikiem, ale uważam, że jak człowiek ma ochotę sobie zazemścić to powinien to uczynić. Podobnie z alkoholem – dla każdego, ale z umiarem.
Ale wracając do tematu. Czy zawsze, kiedy najmniej się tego spodziewasz, ktoś zawsze musi cię zawieść? Na pewno to przechodziłeś. Może nie raz, nie dwa. To jest tak jak z powietrzem – prawie wszędzie dostępne. Humanizm. Właśnie, gdzie on się zagubił w dzisiejszym świecie? Jesteś dobry i potrzebny, jak coś od ciebie chcą. Wtedy jesteś "przyjacielem". Zawsze do ciebie dzwonią, pytają o radę, rozmawiają z tobą. Czujesz się potrzebny. Mówisz – jestem w ich paczce. Wypady do kina, na łyżwy, na piwo. Spędzasz z "przyjaciółmi" mnóstwo czasu. Wspólny Sylwester, wspólne imprezy, rozmowy, wycieczki. I kiedy wydaję się, że wszystko gra, nadchodzi tsunami. Wszystko burzy, zmywa. W jednej chwili. Nie wiesz jak, dlaczego, po co. I wiesz co ci powiem? Z tym nie wygrasz. Nawet jeśli sobie coś założysz, coś wykombinujesz jak to załatwić, po pewnym czasie i tak wszystko „wali w łeb”.
Prawdziwa przyjaźń, prawdziwa miłość? Są zachwiane jak dla mnie. Nie zawsze, nie wszyscy. Mniejszość. Ale jednak właśnie ta mniejszość najdotkliwiej potrafi cię dobić, zdeptać. Sprawić, że czujesz się niepotrzebny, oszukany, zrównany z błotem. Splunął ci ktoś kiedyś w twarz? Słowem, czynem, zachowaniem? Na pewno. Może za bardzo się starałeś, byłeś nadgorliwy? A to gorsze niż faszyzm. Ludzie nie lubią jak im się nadskakuje, bo uważają po pewnym czasie, że wchodzisz z butami w ich prywatność. Paradoks, bo chcesz dobrze. Bo ich kochasz, szanujesz, lubisz. Po co się więc starać? Gdybyś był chamem z widłami w ręku to każdy by się z tobą liczył. Szanował. Może za twoimi plecami wieszałby na tobie psy, ale nigdy nie powiedziałby ci niczego w oczy. Z prostego powodu. Z lęku. Że użyjesz wideł.
Ale wiesz, co ci powiem? Dobrze, że taki nie jesteś. Że tak nie postępujesz. Bo ja cały czas wierzę, że jest ktoś, kto w końcu cię doceni. Nie za to, co robisz, ale za to jaki jesteś. Ktoś musi, w tym zgniłym świecie, być człowiekiem. Z krwi i kości. Nie kukiełką w masce kariery, własnych interesów. Człowiekiem. Zwyczajnym. Bo jeśli takiego nie ma, to moje zdanie z tytułu będzie zagładą.
P.S. Tak mnie poderwały te słowa, że po napisaniu tekstu, w myślach, wypowiedziałem wszystkie przekleństwa, jakie znam. W języku polskim i w każdym znanym mi przekładzie zagranicznym. Jeśli pomoże – zrób to samo. Tylko nie często, z umiarem, i w myślach. Tak, żeby cię nikt nie słyszał.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)