Ocalone! Na tego newsa czekałem od paru dni.
Małopolska i Śląsk przez 11 dni w ciemnościach żyły. I, w końcu wsparcie od frontu przybyło nie od władz, ale od armii. Dwudziestu wojaków i dwa ogromne samochody terenowe walczą z atakiem najmroźniejszej zimy XXI wieku. [Grozaaaa] Do tego jeszcze ze trzy czołgi i można by ruszać na wojnę.
Nie piszę, żeby wyśmiać polskie siły zbrojne. Dobrze, że ktoś w końcu przybył z pomocą. Pamiętam pewien pomysł, by wojacy malowali zebry na jezdniach. Czy coś takiego. W mundurach. Działanie na rzecz mieszkańców z południa Polski bardziej patriotyczne.
Żołnierze pomagają w oczyszczaniu sieci energetycznych [w końcu jest zapis, że polskie siły zbrojne mogą uczestniczyć w zwalczaniu klęsk żywiołowych]. Mam tylko nadzieję, że zdrowie żadnego z tych mężnych chłopaków nie ucierpi.
Na zimową partyzantkę wciąż czeka blisko 3 tysiące mundurowych, ponad setka sprzętu inżynieryjnego i 600 pojazdów samochodowych. Liczby obfite cyfry.
Dlaczego pomoc nadeszła tak późno? Dobrze, że w ogóle nadeszła... A nie jak ci Wielcy z Brytanii i Francuzi w 1939 roku. Czyli, że co - państwo polskie dba o obywateli? Nie, skądże znowu.
Pomoc bliźniemu ważna. Władze - centralne i samorządowe - grzeją tyłki i nie kwapią się do roboty. Niech im będzie. Ale co by było, gdyby [tfu!] w Polsce wybuchła wojna? Armia przecież ma co robić.
Politycy i samorządowcy na front? Oby nigdy i nikt. Ale szansa, podobnie jak na szóstkę w totka - jest.
adjj+
Człowiek, piłka nożna, kabaret i, w mniejszym stopniu, polityka - to moje życie.
Online:
All:
Zamieszczone na tej stronie wszystkie notki należą do autora tego bloga i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za jego zgodą.
Myśli Studenta
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka