myśli studenta myśli studenta
39
BLOG

Bankowe rozterki

myśli studenta myśli studenta Polityka Obserwuj notkę 8

Nocą, 13 grudnia 2008 roku dostałem mandat. Za przejście na czerwonym świetle.

I tak będę się upierał, że to był mandat bezpodstawny, bo wszedłem na jezdnię jak migało światło zielone. Moją wersję potwierdzili znajomi, z którymi żegnałem się przy światłach i poganiali mnie, że "zaraz będzie czerowne". Nic nie jechało ani z prawa, ani z lewa. Kierowałem się w stronę przystanku, żeby zobaczyć, o której mam mpk nocny. Długo musiałbym czekać, więc wyjąłem telefon, by zadzwonić po taksówkę. Jednak zamiast taksówki, podjechał policyjny radiowóz. Podobno stał przed pasami. Nie zauważyłem go. Dostałem mandat, ale się nie kłóciłem. Zapytałem tylko:

- Panowie, podrzucicie mnie?

- Niech Pan wsiada - odpowiedział policjant.

Przywieźli mnie pod klatkę, jak królowi drzwi otworzyli. I odjechali. Za normalną taksówkę zapłaciłbym ok. 25zł. Ta kosztowała mnie złotych 50. Ale jak bezpiecznie! Później zauważyłem, że blankiet pan policjant wypisał tak: "Przejście przez w miejscu niedozwolonym przez jezdnię". A kwotę: "piedziesiąt złoty". Powinienem mandat przyjąć?

***

Drugi mandat dostałem w lutym 2009. Rano. Owego dnia miałem egzamin poprawkowy ze Wstępu do stosunków międzynarodowych.

Chciałem dostać się na przeciwległy przystanek i w tym celu musiałem przejść przez jezdnię. Kiedyś były tam pasy, ale położyli nową nawierzchnię i o zebrze zapomnieli. Z prawej i z lewej pusto. Idę. Dochodząc na przystanek, z renówki wyłoniła się postać w mundurze policjanta...

Czekając na kolejny autobus, z 50-złotowym mandatem w ręku, patrzyłem jak panowie w ciemnym Renault łapią kolejnych 5 młodych osób ubranych na galowo. Egzamin zdałem.

***

Kar nie opłaciłem od razu. Pomyślałem, że skarbówka odbierze sobie z rozliczenia podatkowego. Źle pomyślałem...

Pierwszą należność uiściłem z kosztami dodatkowymi w banku [50zł + 16.60zł], który egzekucyjnie chciał zająć mi pieniążki, ale nie miałem wystarczającej sumy na koncie. Po czym uruchomiłem znajomości i drugi mandat Urząd Skarbowy sam sobie wziął. Plus koszty egzekucyjne, rzecz jasna.

Można by rzec, że sprawa się wyjaśniła. Nic z tego.

Dziś wszedłem na swoje konto bankowe w Internecie, a tam... zabrano mi 66.60zł. Za co? Nie wiem. Przewertowałem w głowie ostatni rok, ale nie było w nim mandatu. Zadzwoniełem do banku. Pani telefoniczna nie umiała mi powiedzieć z jakiej to się stało okazji, bo widziała na swoim komputerowym ekranie to samo, co ja na swoim. Zadzwoniłem do znajomej z Urzędu Skarbowego. Ale - co zrozumiałe - nie mogła mi z marszu pomóc.

Siedzę w Olsztynie, 150km od rodzimego Oddziału Bankowego. Poprosiłem mamę, by wzięła wszystkie moje dokumenty z zeszłorocznego rozliczenia podatkowego i udała się do placówki, celem wyjaśnienia sprawy. Może "na żywo" się uda.

Pani telefoniczna nie potrafi powiedzieć mi, za co i kto, wziął sobie moje pieniądze. A Urząd Skarbowy pewnie nie wysłał stosownego pisma do banku. Przynajmniej tak mnie się na obecną chwilę wydaje. Będę walczył jak lew. 


P.S. Paranoja.

Ostatnio: 36403 odwiedzin

Człowiek, piłka nożna, kabaret i, w mniejszym stopniu, polityka - to moje życie. Online: All: Zamieszczone na tej stronie wszystkie notki należą do autora tego bloga i mogą być kopiowane do użytku publicznego tylko za jego zgodą. Myśli Studenta Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka