1 obserwujący
99 notek
37k odsłon
  195   0

Polska jest zbyt ważna, by miała być ważna...


„Kult Maryi jako Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski wyróżnia Kościół katolicki spośród innych wyznań chrześcijańskich w Polsce. Kult ma charakter ogólny i występuje w Polsce oraz w polskich parafiach przy skupiskach Polonii. Tytuł NMP Królowej Polski mówi o obecności NMP w historii polskiego narodu. Jan Długosz nazwał Maryję Panią świata i naszą. Tytuł Matki Bożej jako Królowej Polski sięga drugiej połowy XVI wieku. Wtedy to Grzegorz z Sambora po raz pierwszy nazywa Maryję Królową Polski i Polaków. 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej król Jan Kazimierz w sposób oficjalny ślubował przed wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej: „Ciebie za patronkę moją i za królowę państw moich dzisiaj obieram”[1][2][3]. W trzechsetną rocznicę ślubów Jana Kazimierza episkopat Polski z inicjatywy więzionego prymasa Stefana Wyszyńskiego dokonał ponownego zawierzenia całego kraju Maryi i odnowienia ślubów królewskich. 26 sierpnia 1956 roku ok. miliona wiernych na Jasnej Górze złożyło Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego.” ---- Tyle Wikipedia.

Wtedy wszystko się zaczęło. 1 kwietnia 1656 roku. A może raczej wcześniej. W 966 roku.

A ja zacznę od cudu nad Wisłą 1920 roku. W książce „Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisłą. Dzieje kultu i łaski” Ewy J P Storożyńskiej i Józefa Marii Bartnika (wyd. 2020r.?), autorzy piszą o ok. 1500 świadectw przerażonych bolszewików o zjawieniu się Matki Bożej w dwóch lokalizacjach nad polem bitwy dnia 15 sierpnia 1920 roku przed świtem.    

A potem był pakt Ribbentrop – Mołotow i dwa uderzenia na Polskę. Jedno w twarz, drugie w plecy. Polska stała na przeszkodzie. Od zawsze.

Nasze trudne dzieje, znowu okupione krwią i cierpieniem, to Poznański Czerwiec, Grudzień 1970, Czerwiec 1976. Ale co to było? Zaledwie wierzgnięcie krnąbrnego narodu. Normalka, wliczona w koszty ujarzmiania. Niepokój zasiał dopiero drugi dzień konklawe – 16 października 1978 roku. Oddanych 99 głosów, na 111 możliwych. To było groźne. Ale chyba nie przewidziano wybuchu 1980 roku. Nie uwierzono bowiem z początku, w moc sprawczą słów o zstąpieniu Ducha i Odnowie tej ziemi. Ale zaraz potem rozpoczęto naprawianie błędu. I nadszedł 13 dzień maja 1981 roku. Jednak Najświętsza Maryja Panna – Królowa Polski, podobnie jak w sierpniu 1920 roku, znowu stanęła w obronie.

Ale wróg nie zrezygnował. Fenomen Solidarności uzmysłowił mu, jaka moc tkwi w narodzie. W polskim Kościele. Coś z tym należało zrobić. A więc stan wojenny! Podmiana władz ruchu „S” i pacyfikacja! Może to przez grzech oszustwa wydarzeń bydgoskich? Może…

Niemniej jednak groźba nadal istniała. Trzeba było naród okiełznać. Zdusić jego zapał, jego dążenia, jego siłę. Zapanował chaos. Nastała bieda. Rządziło oszustwo, kradzież i zdrada. I nadszedł dzień 10 kwietnia 2010 roku. Tragedia narodowa. Ale paradoksalnie, ponownie  zjednoczyła ona naród. Znów poczuliśmy tę solidarność, tę wspólnotę, tę moc. Więc należało to zniszczyć.  Podzielono nas. Poszczuto jednych na drugich. Uderzono w Kościół. Odwrócono znaczenie pojęć. Wartości zastąpiono antywartościami.  Kłamstwo nazwano prawdą. I odwrotnie. Prawdę – kłamstwem. Zabieg powtórzono po 12 latach. Fakty udowodnione, nazwano wymysłami. Nie było żadnych eksplozji! To tylko kłamstwo chorej z nienawiści „małpy z brzytwą” i brata bliźniaka.

Dzisiaj, to wszystko nadal jest aktualne. Hegemonom europejskim zależy, by Polska była jak najbardziej skonfliktowana z innymi państwami. By miała jak najwięcej wrogów. By miała jak najmniej sojuszników. Stąd choćby konflikt w sprawie Turowa, atak na Kaczyńskiego poprzez atak na Orbana, czy dzisiejsza wypowiedź niemieckiego agenta - Tuska, jakoby "Kaczyński twierdzi, że w USA sfałszowano wybory" (trzeba osłabić coraz lepsze stosunki  Polski  z USA). Służą temu również wszystkie spory wywoływane przez ataki TSUE, czy UE. i ataki opozycji na rząd za niezłomną postawę w tych sporach". Polska jest zbyt ważna, by miała być ważna."

I ostatnia sprawa. Wojna na Ukrainie i pomoc rządu, prezydenta i narodu polskiego Ukraińcom. Z zaskakujących stron pojawiają się ataki i krytyka. Że za dużo Ukraińców w Polsce. Że to niebezpieczne dla naszej tożsamości narodowej Że zbyt duża pomoc. Że z Polaków, rząd tworzy obywateli drugiej kategorii. Że Ukraińcy to cwaniacy bo ci, którzy tu żyją od lat, wyjeżdżają na Ukrainę, by wjechać z powrotem do Polski, już jako uchodźcy wojenni i uzyskać przywileje, których nie mieli (to bezczelne kłamstwo, takich łatwo byłoby zidentyfikować). Że Ukraińcy i Wołyń i Bandera. I, że oni nadal tak myślą. I tak dalej i tak dalej.

Tymczasem:
Zagrożenie życia, zagrożenie bytu narodu wszystko zmienia. Powinniśmy o tym pamiętać. Polacy spontanicznie ruszyli pomagać uciekającym przed zagładą Ukraińcom. Rząd polski, prezydent, czynią wielkie wysiłki na polu dyplomatycznym, międzynarodowym. To bardzo ważne, z punktu widzenia zaszłości pomiędzy oboma narodami. Ale o wiele ważniejszym czynnikiem, jest ogromna, szczera wdzięczność  narodu ukraińskiego dla Polaków za tę pomoc. Lekceważenie tego faktu, a może i ignorancja niektórych krytyków, to bardzo poważny błąd w analizie zjawiska. Fakty (ową wdzięczność), starają się oni zamazywać negatywnymi spekulacjami co do przyszłości. A przecież nasze narody zaczyna coś naprawdę łączyć. Głębokie rowy odwieczne jakby się spłycały. Owe zbliżenie się Polaków i Ukraińców zaczyna bardzo niepokoić Niemców i Rosję. Polska i Ukraina pogodzone, idące ramię w ramię w polityce, to potężne, śmiertelne zagrożenie dla interesów dotychczasowych hegemonów europejskich. Nie można tego nie dostrzegać. Mówił o tym niedawno (nie wprost) doradca prezydenta Dudy, pan Zybertowicz.

A hekatomba na Ukrainie trwa. Pan Bóg jednak czuwa. Może z tego bezmiaru zła wyprowadzi jakieś Dobro. Ono już się dokonuje. Za sprawą obu narodów.

A my? Czas szybko płynie. Już niedługo pójdziemy do urn wyborczych. Będziemy się opowiadać. Wyjdziemy zwycięsko z tej próby?





Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale