5 obserwujących
124 notki
44k odsłony
  271   3

Judasz a fenomen Wałęsy

Judasz jest zawiedzionym, sfrustrowanym idealistą. Sądził, że Jezus ocali Izrael od rzymskiej okupacji, będzie Mesjaszem, który poprowadzi lud do walki o wolność, objawi potężne oblicze Jahve, znane mu z pism biblijnych. Tymczasem nic z tego. Jezus nie przypomina potężnego Jahve i często okazuje ludzką słabość…
    

Wałęsa też, w 1970r. był idealistą. Chciał walczyć o wolność ludu i dlatego wziął udział w protestach. Został jednak aresztowany przez SB. Będąc pospolitym, prostym robotnikiem, najzwyczajniej w świecie stchórzył. Dał się złamać (ale kto by się nie dał. Tylko nieliczni).
 

 W tym momencie, następuje w jego głowie, klasyczny proces psychologiczny, charakterystyczny dla ludzi, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Zaczyna się wstydzić swego tchórzostwa, odczuwać do siebie pogardę, wręcz nienawiść. Ale od czego są fachowcy z SB? Oni doskonale znają się na psychologii. Natychmiast obiecują korzyści materialne (oczywiście nie za wysokie od razu). Przysługa za przysługę. Najpierw weryfikacja wartości przekazywanych informacji, potem zapłata. No i poszło!
    

Wałęsa, będąc człowiekiem zachłannym i chciwym, chętnie, a nawet łapczywie, przyjmuje pieniądze. Ktoś mu podpowiedział coś o totolotku. Jest kasa, jest fajnie! Pogarda do samego siebie przygasa. Sumienie przytłumione. A tu żona zadowolona z wygranych, chwali za kasę, chwali za nowe mieszkanie. Nie ma to jak uznanie żony dla męża!
    

Dobrobyt przewraca Wałęsie w głowie. Jego pozycja w środowisku opozycji rośnie. Zaczyna czuć się ważnym, coraz ważniejszym, a nawet lepszym od innych. Być może SB zwodzi go zapewnieniami o działaniu dla dobra ojczyzny. Opłaca go i okazuje mu szacunek (stare metody). To wpycha Wałęsę w pychę i rozzuchwala go. Stąd już tylko jeden krok do znienawidzenia tych, którzy krytykują. I tak się staje…
 

 Ale wróćmy do Judasza. Apostoł, po dopełnieniu się jego grzechu (skazanie Jezusa na śmierć), uznaje swoją winę, odczuwa żal i zwraca srebrniki. „Zgrzeszyłem wydawszy krew niewinną” (Mt 27, 3-4). Zostaje jednak sam. Arcykapłani i uczeni w Piśmie, na jego wyznanie winy, odpowiadają cynicznie „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa” (Mt 27,4). Dla nich ważne bowiem były jedynie korzyści polityczne: usunięto niewygodnego proroka.
    

To był kulminacyjny punkt dziejów Judasza. Jego serce nie zostało całkowicie pogrążone w ciemnościach. Uznał własny grzech, próbował ocalić Jezusa, zwrócił otrzymane za zlecenie morderstwa pieniądze (por. Za 11,13). Wszystko czyste wielkie, co otrzymal od Jezusa, było nadal zapisane w jego duszy – nie mógł tego zapomnieć (Benedykt XVI).
 

 I w tym momencie miał szansę podążyć śladem Szymona (później św. Piotra). Powinien, niczym on, zwrócić się z nadzieją do Miłosierdzia Bożego. Szymon przecież też zdradził Jezusa (zaparł się Go). Tymczasem Judasz popada w rozpacz. Nie jest w stanie opanować ogromnego poczucia winy i nie potrafi znieść cynizmu faryzeuszy. Zwątpił w Miłosierdzie Boże i wiesza się. Uznał, że jego grzech jest tak wielki, że Bóg mu nie wybaczy! Że nie ma dla niego ratunku! (Warto w tym miejscu odwołać się do św. Jana Chryzostoma, który zwraca uwagę na pewien istotny szczegół: „Zauważ natomiast, kiedy pojawiają się u niego wyrzuty. Gdy grzech został spełniony i doprowadzony do końca. Taki właśnie jest diabeł. Tym, którzy nie czuwają, nie pozwala, by widzieli zło, aby nie zmienił się ten, kto wpadł w jego sidła. Gdy zbrodnia została dokonana w całości, wtedy poczuł żal, a i wówczas bez skutku. Wszystko można by uznać: że się potępił, że rzucił srebrniki, że nie uszanował żydowskiego ludu. Lecz jest dziełem złośliwego szatana, nie do przebaczenia, to z kolei, że się powiesił. Oderwał go od żalu, by nie miał z tego żadnej korzyści, zgładził go najhaniebniejszą i jawną dla wszystkich śmiercią, kusząc go, by sam odebrał sobie życie”.)
    

A Wałęsa? Też miał takie przełomowe momenty.

Podczas puczu Janajewa, przyznał się, może nie z poczucia winy, a ze strachu, ale jednak. Cóż z tego. Nie został sam. Przywołali go do porządku. Wycofano depeszę PAP-u.

Drugi przełomowy moment, to książka Cenckiewicza i Gontarczyka. I znowu Wałęsa nie został sam. Wielu go wsparło w kłamstwie.

Wreszcie trzeci przełom – teczka z archiwum Kiszczaka. I orzeczenie Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Prof. J. Sehna w Krakowie. Reakcja – podobnie, jak poprzednie.

Judasz miał szansę – zaprzepaścił ją, bo był zniewolony przez rozpacz. Wałęsa jest zniewolony swoją pychą i przez takich, jak on kłamców. Uwierzył, że jest bezkarny. Chyba uwierzył również w to, co mówi. To osobowość patologiczna.

Czy istnieje dla niego ratunek? Póki żyje...

Miłosierdzie Boże jest nieograniczone. Możliwości psychiatrii – wręcz przeciwnie.
   

Lubię to! Skomentuj46 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale