„- Ci, którzy mnie znają wiedzą, że ja bardzo mało w ogóle piję i jestem człowiekiem bardzo, bardzo w tego typu sprawach ostrożnym i wyważonym” - powiedział Marcin Kierwiński, zapewniając jednocześnie, że "nie jest abstynentem".
No, cóż. Ja wprawdzie mało znam pana Marcina, ale na rzeczy znam się jak mało kto. Toteż, oglądając w telewizji jego głośne wystąpienie, stwierdzam kategorycznie, że pan Marcin był wtedy trzeźwy jak świnia!
Powtórzę więc za panem Brejzą Krzysztofem: Ludzie! Zostawcie Kierwińskiego! Był trzeźwy!
PS. Fakt, że oglądałem wystąpienie pana Marcina, będąc pod wpływem obsmyczonej pół godziny wcześniej whisky Talisker Skye 0,7 litra, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)