48 obserwujących
315 notek
408k odsłon
  322   0

Oświęcimski ausweis upoważniający Józefa Seweryna do noszenia zegarka…

Internet
Internet

5 i 6 grudnia 1939 roku na krakowskim Kazimierzu, a późnij w Dzielnicy Podgórze Niemcy przeprowadzili akcje grabienia Żydów. Z domów otoczonych kordonem policji zbierali kosztowności, co cenniejsze meble, przedmioty codziennego użytku. Urzędnikowi gminy Maksymilianowi Redlichowi SS-mani kazali podpalić bożnicę. Kiedy odmówił, zastrzelili go. W gazowni wrzucili do ognia żydowskiego chłopca, a starego Żyda zmusili, żeby sypał na niego rozżarzony węgiel Kilka osób zastrzelili na ulicach.

„Aparat fotograficzny zawsze nosiłem przy sobie. Leicę z pazurkiem, stały obiektyw – to było najcenniejsze, co posiadałam. W czasie łapanki na Żydów w Podgórzu udało mi się zrobić kilka zdjęć z trumny, która stała na wystawie zakładu pogrzebowego. To było w rynku w zakładzie mojego kolegi Staszka Gawlika. Fotografowałem przez dziurę po sęku. Innym razem pstrykałem z tramwaju.

Kiedy wybuchła wojna mieszkaliśmy z mamą i dziadkami na Limanowskiego 11. Potem, w 1941 roku, nasza ulica znalazła się w obrębie getta i do trzypokojowego mieszkania dziadka wprowadziło się sześć rodzin. My przenieśliśmy się na sąsiednią ulicę Józefińską, do budyneczku, w którym był tylko jeden pokój, i dzięki temu mogliśmy mieszkać sami.

Tam, na Józefińskiej, dziadkowie zostali zabici we własnych łóżkach. Nie chcieli iść na wywózkę i Niemcy ich zastrzelili.

Ja już wtedy mieszkałem po stronie aryjskiej. Schronienie dał mi teść, Józef Lepka, chociaż wiedział, że jestem Żydem.

Oczywiście miałem fałszywe papiery nazwisko Kraus zmieniłem na Seweryn, które noszę do dziś. 20 listopada 1942 roku, gdy załatwiałem jakiś interes w kawiarni Arkady, podeszło do mnie dwóch gestapowców i wylądowałem w więzieniu na Montelupich. W ten sposób znalazłem się w Oświęcimiu, ale jako Polak!

Po kilku miesiącach SS-mani szukali kogoś, kto by ich obsługiwał, golił, strzygł. Zgłosiłem się i próba wypadła pomyślnie. Na początku wojny nie miałem pracy i dziadek mnie namówił, żebym się u niego poduczył fryzjerstwa. Chyba tez miałem fory u Artura Breitwiesera. To był absolwent Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Zanim został SS-manem, służył w 3. Pułku Strzelców Podhalańskich w Białej, w tym czasie co ja.

Potem zacząłem reperować Niemcom wieczne pióra, maszyny do pisania. Byłem im na tyle potrzebny, ze pozwolili mi poruszać się po obozie bez eskorty i nawet wydali z depozytu zegarek, żebym mógł się u nich stawiać o określonej godzinie.

I pomyśleć, że akurat ja się uratowałem. Żyd, który mógł chodzić po cały obozie.

Po wojnie byłem świadkiem na procesach zbrodniarzy wojennych, w Krakowie, Hanowerze, Frankfurcie, Wuppertalu. Kiedy sądzono Breitwiesera, powiedziałem, że jak na SS-mana zachowywał się przyzwoicie. Może dzięki mnie uniknął kary śmierci”.

Opowiedział Józef Seweryn


Zobacz galerię zdjęć:

Jozef Seweryn
Jozef Seweryn
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura