FB
FB
Eternity Eternity
97
BLOG

Chamstwo i znieczulica. O komentarzu „Prędzej Pan z wózka spadnie…”

Eternity Eternity Społeczeństwo Obserwuj notkę 7


Na jednym z portali przeczytałem dziś komentarz, który – nawet na tle internetowego ścieku – zwala z nóg. Użytkownik „catrw” napisał pod adresem niepełnosprawnego senatora: „Prędzej Pan z wózka spadnie, albo pampers przecieknie…”. Autorowi wydawało się pewnie, że jest dowcipny. W rzeczywistości pokazał tylko własne okrucieństwo i intelektualną nędzę.


Nie chodzi tu nawet o to, czy ktoś lubi Jana Filipa Libickiego, jego partię, czy jego poglądy. W sporze politycznym można się ostro spierać – krytykować decyzje, głosowania, sojusze, wypowiedzi. Ale w momencie, kiedy przeciwnik przestaje być człowiekiem, a staje się „tym na wózku”, „tym w pampersie”, przekraczamy granicę, po której nie ma już debaty. Zostaje tylko czyste chamstwo i pogarda.


Co mówi o nas społeczeństwie to, że takie komentarze w ogóle komuś przychodzą do głowy? Że ktoś siada rano do komputera, patrzy na człowieka z niepełnosprawnością – obojętnie, czy go lubi, czy nie – i pierwsza myśl, którą postanawia się podzielić ze światem, to życzenie mu upadku z wózka albo przeciekającego pampersa? Że inni to czytają, czasem klikają „lubię to”, czasem tylko przewijają dalej, wzruszając ramionami: „E, internet”.


To nie jest „ostry język polityki”. To nie jest „satyra”. To jest po prostu przemoc słowna wymierzona w najsłabszych. I nie ma znaczenia, że ofiarą jest akurat senator. W takim stosunku do ludzi z niepełnosprawnością wyraża się szersza, przerażająca postawa: jeśli ktoś jest słabszy, chory, ograniczony ruchowo – wolno go wyśmiać, wolno go upokorzyć, wolno mu życzyć upadku. Bo „śmiesznie”. Bo „memy”. Bo „polityka”.


Chamstwo w internecie łatwo zbyć wzruszeniem ramion: „Nie czytaj komentarzy”, „To tylko troll”, „Nie karm hejtera”. Ale każdy taki wpis zostawia ślad. W kimś, kto sam jest na wózku. W rodzicu dziecka z niepełnosprawnością. W kimś, kto właśnie przechodzi ciężką chorobę. Taka „żartobliwa” złośliwość przypomina im: w oczach wielu ludzi twoja słabość nie budzi współczucia, tylko szyderstwo.


W tej samej dyskusji pojawiła się odpowiedź innego użytkownika, który odpisał „catrw” w jego własnym, wulgarnym stylu, życząc mu skończenia na wózku „srając pod siebie”. Rozumiem emocje. Rozumiem odruch: odpłacić pięknym za nadobne, uderzyć równie nisko, żeby zabolało. Ale to też pokazuje, jak bardzo wszyscy już tkwimy w logice odwetu i odczłowieczenia. Z jednej strony pogarda wobec niepełnosprawności, z drugiej – pogarda jako odpowiedź. Spirala, która nikogo nie leczy, niczego nie naprawia, za to systematycznie zabija w nas wrażliwość.


Mówimy często o „znieczulicy”. To słowo wydaje się abstrakcyjne, dopóki nie zobaczymy jej w praktyce. Znieczulica to nie tylko obojętność na to, że ktoś leży na ulicy. To także obojętność na to, że w przestrzeni publicznej – w mediach, na portalach, w komentarzach – bezkarnie dehumanizuje się innych. Że śmiejemy się, gdy ktoś drwi z cudzego kalectwa. Że klaszczemy, kiedy „nasz” polityk czy „nasz” komentator jedzie po „ich” bez litości.


Można nie lubić senatora Libickiego, można mieć mu za złe tysiąc rzeczy. Ale jeśli ktoś naprawdę uważa, że najlepszym sposobem wyrażenia tej niechęci jest sugerowanie, że spadnie z wózka albo zaleje się w pampersie, to problem nie jest w polityku. Problem jest w nas – w kulturze, którą akceptujemy, w granicach, które sami sobie przesuwamy.


Kiedyś w Polsce, przynajmniej oficjalnie, obowiązywała prosta zasada: z niepełnosprawnych się nie kpi. Nie dlatego, że są święci czy bezbłędni, ale dlatego, że ich sytuacja życiowa wymaga od reszty odrobiny taktu i empatii. Dziś coraz częściej wygląda na to, że jedynym kryterium jest: czy to „nasz” czy „ich”. Jeśli „ich” – wolno wszystko. Można wyzywać, poniżać, życzyć nieszczęścia. Byle była adrenalina, byle był ruch pod notką.


Otóż – nie, nie wolno.


Możemy się wspierać, krzyczeć na siebie w mediach społecznościowych, pisać ostre felietony. Ale jeśli chcemy jeszcze mówić o jakiejkolwiek wspólnocie, o jakimkolwiek „my” – to musi istnieć kilka czerwonych linii. Jedną z nich powinna być prosta zasada: nie śmiejemy się z czyjegoś kalectwa, choroby, bólu. Kto ją przekracza, nie jest „odważnym krytykiem władzy” ani „bezkompromisowym komentatorem”. Jest po prostu człowiekiem, który zgodził się oddać kawałek własnego człowieczeństwa w zamian za kilka lajków.


Komentarz użytkownika „catrw” został już usunięty przez administrację serwisu. I dobrze. Ale sam fakt, że ktoś mógł go napisać – i że inni go czytali – pozostaje faktem dużo ważniejszym niż to jedno kliknięcie „usuń”. To nie jest historia o jednym hejterze. To jest historia o nas wszystkich, o tym, na co jeszcze reagujemy oburzeniem, a na co już tylko wzruszamy ramionami.


I to jest właśnie prawdziwy koniec, którego powinniśmy się bać najbardziej – nie tej czy innej partii, ale końca zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości.


„forum Eternity poświęcone psychologii klinicznej”

Eternity
O mnie Eternity

Try to be Meraki, - means “to do something with soul, creativity, or love”

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo