Na blogu HareM ukazała się notka o sytuacji Igi Świątek i jej szansach na udział w WTA Finals. Ponieważ tekst zawierał sporo konkretnych danych oraz powoływał się na regulamin, postanowiłem zweryfikować je w źródle.
Nie napisałem, że autor jest ignorantem, propagandystą ani wrogiem światowego tenisa. Wskazałem po prostu, które informacje się zgadzają, które są nieprecyzyjne, a które stanowią spekulacje przedstawione niemal jak fakty. Podałem liczby, zasady kwalifikacji i źródła. Na końcu zamieściłem również werdykt — dotyczący artykułu, nie osobowości autora.
Odpowiedź HareM była niezwykle merytoryczna:
„Werdykt, kolego, to sobie wydawaj w sprawie swoich wypocin. Cenzor się znalazł. Starszy referent w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego”.
Regulamin WTA poniósł druzgocącą klęskę w starciu z argumentem „wypociny”. Źródła skapitulowały przed Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, a matematyka — jak wiadomo — od dawna jest podejrzanym narzędziem represji.
Chciałem więc odpowiedzieć, że cenzor usuwa cudze wypowiedzi, natomiast ja jedynie sprawdziłem publicznie podane informacje. Chciałem też poprosić autora, aby zamiast obelg przedstawił własne źródła albo wskazał, w którym miejscu moje wyliczenia są błędne.
I wtedy nastąpił finał godny najlepszego kabaretu.
Na ekranie pojawił się komunikat:
„Nie możesz komentować na tym blogu”.
Człowiek, który chwilę wcześniej nazwał mnie cenzorem i funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, odebrał mi możliwość odpowiedzi na swoim blogu. Najpierw oskarżył mnie o cenzurę za sprawdzanie faktów, a następnie sam nacisnął odpowiedni guzik i zamknął dyskusję.
Takiej puenty nie wymyśliłby nawet zawodowy satyryk.
Najwyraźniej według HareM wolność słowa polega na tym, że autor może publikować swoje twierdzenia, obrażać osobę, która je sprawdziła, a następnie zablokować jej odpowiedź. Krytyka artykułu jest cenzurą, ale uniemożliwienie krytykowi zabrania głosu — zapewne heroiczną obroną swobody debaty.
Nie zamierzam rozpaczać z powodu blokady. Każdy właściciel bloga może urządzać swoje podwórko według własnych zasad. Warto jednak uczciwie nazywać rzeczy po imieniu. Jeżeli ktoś nie chce dyskusji, lecz wyłącznie oklasków, powinien napisać to nad polem komentarzy. Czytelnicy będą przynajmniej wiedzieli, że znajdują się nie na forum dyskusyjnym, lecz na widowni, której wolno klaskać w odpowiednich momentach.
Dziękuję autorowi za pokazanie swojej prawdziwej twarzy. Przede wszystkim dziękuję jednak za tę mimowolną lekcję ironii: można przez chwilę udawać obrońcę wolności słowa, ale wystarczy jeden niewygodny komentarz, aby spod kostiumu wyszedł strażnik własnego kółka wzajemnej adoracji.
Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego dawno rozwiązano. Jak widać, stanowisko blogowego referenta do spraw blokowania krytyków nadal bywa starannie obsadzane.
Dopisek do @HareM
HareM uważa się za znawcę sportu, zwłaszcza skoków narciarskich i tenisa. Nie wiem, ile zawodów oglądał na żywo, ale wiem, że samozwańczy ekspert, który na przedstawione dane odpowiada obelgami i blokadą, sam wystawia sobie świadectwo. Wiedzy sportowej nie mierzy się liczbą napisanych notatek, lecz umiejętnością przyjęcia rzeczowej krytyki.
Mam też poważne wątpliwości, czy naprawdę chodziło mu o treść mojego komentarza. Dane pochodziły z publicznych źródeł i można je było bez problemu zweryfikować. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że prawdziwym problemem jest dla niego ja — człowiek otwarcie krytykujący Kaczyńskiego i PiS. Gdy zabrakło odpowiedzi na liczby, odezwała się polityczna niechęć, a za nią przyszły chamstwo i blokada.
@HareM — można pozować na eksperta, ale ekspert odpowiada argumentami. Błazen obraża rozmówcę, zamyka mu usta, a potem zapewne gratuluje sobie zwycięstwa w dyskusji. Kurtyna.
To chyba nie przypadek, że wszyscy ci salonowi komedianci, epatujący olbrzymim chamstwem, popierają PiS.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)